17.01.2016

Inny on - Dongwoo (INFINITE)

Tytuł - Inny on
Paring - Alice x Dongwoo
Zespół - INFINITE
N/A - Yuki! Przepraszam, że dopiero teraz, długo to trwało, że to takie krótkie i dziwne. Mam nadzieję, ze się spodoba, a jak nie, jestem gotowa na śmierć z twojej strony x.x





Szłam przeciskając się między grupami ludzi, a za mną podążał mów przyjaciel Sungyeol. Szlag by te wszystkie uliczne zgromadzenia! Nie jestem taka jak oni wszyscy. No może jest między nami pewne podobieństwo, jednak to tylko pozory. Żyję na tym świecie bardzo długo, a jednak nadal wyglądam na jakieś 16 lat, a w dokumentach mam wpisane, że mam jakieś 20. Jednak, ja pamiętam jeszcze epokę Meiji, ech to były dosyć ciężkie czasy, kiedy Japonia była taka duża. Nie, nie jestem jakimś wampirem czy coś w tym stylu. Po prostu jestem jakąś dziwną postacią, która nie może zginąć. Nawet nie wiecie ile prób samobójstwa było w moim życiu. Niestety po jakimś czasie „odradzam się na nowo”. Zadane mi rany zasklepiają się w mgnieniu oka.
Co do mojego przyjaciela. Jest zmiennokształtny. Od 1901, kiedy on się urodził naprawdę trzymamy się razem. Zawszę musimy zmieniać daty we wszelakich papierach, nie starzejemy się. Teraz obecnym rokiem urodzenia chłopaka jest 1991. Ludzi jest tak łatwo omotać i wprowadzić w błąd, ze nawet się nie orientują, ze to wszystko to zwykłe kłamstwa.
Trafiliśmy na jedna z opuszczonych i ciemnych uliczek. Rozejrzałam się dookoła, głupia pustka i ślepy zaułek. Pewnie zastanawia was, co, a raczej kogo szukam – odpowiedź jest prosta. Mojej „miłości”. 5 lat temu spotkałam 21-latka, który niestety odkrył mój sekret. Byłam głupia, dałam mu się uwieść, a on zdobył skądś informacje o mnie i Yeolu. Od tamtej pory go tropię i zawsze ślad się urywa, wtedy, kiedy jestem już naprawdę blisko! To takie frustrujące. Nazywał się Jang Dongwoo, zwykły Koreańczyk o przepięknym uśmiechu, który skradł me serce. Był moją pierwszą miłością od 161 lat! Nikt inny nie zawrócił mi tak w głowie jak on.
- Był tutaj, to jest pewne. – rzekł Sungyeol, który zamienił się na chwilę w czarnego wilka.
- Znowu! – jęknęłam opierając się o siwą i starą ścianę.
- Czekaj… Kawiarnia „Jimka”. Dwa kilometry na wschód. Szybko się przemieszcza drań.  
- Dasz radę w tej postaci szybko tam pobiec?
- Jasne! Wsiadaj.
Usiadłam na grzbiecie Seonga, który był ukryty pod postacią zwierzęcia. Bardzo mi pomagał z tymi przemianami, ale nie tylko. Służył także za moją broń, ale o tym to później. Chłopak szybko przemykał między ulicami. W chwilę byliśmy już pod tą kawiarnią.
Weszłam do środka, a tam na środku parę ciał. Martwych. Zagryzłam wargi starając się opanować. Nienawidziłam krwi, jednak po tylu latach niby powinnam już do niej przywyknąć. Jednak nie…
- Żyje. – przyjaciel podszedł do niego, by się upewnić.
Jedna osoba, na jakieś dziesięć. Zawsze coś. Zabraliśmy go na zaplecze, starając się doprowadzić go do jakiegoś normalnego stanu, by się chociaż ocknął. Gdy otworzył oczy zmusiliśmy go, by opowiedział nam o tym co zaszło.
- Jakiś brunet wpadł do środka, i zaczął w nas strzelać, a niektórych zadźgał jakimś sztyletem myśliwskim.  Krzyczał coś, ale nawet nie wiem co, trudno było go zrozumieć…
Mężczyzna mówił to na jednym wdechu, nie docierało do niego to wydarzenie. Zamknęłam oczy analizując jego wypowiedź. Kazałam Yeolowi go wytropić. Po paru godzinach zwykłego błądzenia coś wyczuł. Pobiegliśmy tam bardzo szybko. Jednak i tam go nie było. Ten chłopak tylko podniecał moją chęć rozprawienia się z nim. Chciałam się go pozbyć raz na zawsze, to by nic po nim już nie zostało. By nie trafiła się kolejna idiotka, taka jak ja, która się w nim zakocha.
 Dostałam wiadomość od mojego prywatnego informatora – Kim Sunggyu, gdzie obecnie Dongwoo zamieszkuję. Uśmiechnęłam się chytrze. Musiałam wygrać tą walkę. Czas by on stał się moją ofiarą.
Wyruszyłam do jego domu natychmiast. Nawet nie musiałam tam wchodzić, a jego właściciel uraczył mnie tuż przed drzwiami.
- Alice? – wytrzeszczył oczy jakby zobaczył ducha.
- Och, czyli nie muszę się przypominać, jak miło.
- jak ty się tu znalazłaś? – spytał zestresowany.
- Ma się swoje wtyki. Przyszedł na ciebie czas byś zapłacił za to co zrobiłeś mnie i niewinnym ludziom.
Zbliżyłam się do Seongyeola, którego popchnęłam w dół, tak by kucnął po mojej prawej stronie. Dotknęłam jego karku, z którego zaczął wychodzić jego kręgosłup. Tak, to była moja broń. Gdy całość z niego wyszła, on przemienił się w tygrysa, a ja zmieniłam kształt tego co wyjęłam. Nie za wielki, jednak silny miecz utworzył się w mej dłoni. Moją dziwną zdolnością było manipulowanie kośćmi i przeróżnymi kręgami. Byłam pełna energii i mega wkurzona.
- Alice, możemy o tym zapomnieć… - mówił dosyć żałośnie Jang.
- Zapomnieć o czym? Zdradzie? Rozkochaniu mnie w sobie? Tego ilu ludzi zabiłeś? Co mam zapomnieć niby?
- Wszystko… Proszę, daj mi nową szansę, zmienię się…
Dongwoo, gdy zobaczył, ze nie zamierzam ustąpić wyjął zza siebie pistolet i postrzelił mnie w ramię, które po chwili się zasklepiło. Zaśmiałam się głośno patrząc na niego, czyżby już zapomniał? Podeszłam do niego razem z przyjacielem, który go obezwładnił.
- Mam nadzieję, ze już się nie zobaczymy! Spłoń w piekle!
Zdałam mu ostateczny cios. Wbiłam miecz w serce, dla pewności zrobiłam prostą linię od mostka aż po ostatnie żebra. Wypuściłam powietrze. Ciekawe ile osób przez niego ucierpiało? Czemu zabił tych niewinnych ludzi.
*27 lat później*
Ciemna, mroczna ulica. Zero ludzi, kompletna pustka. Nienawidzę tego! Nawet żadnych zwierząt w pobliżu nie było, a ja stałam jak jakiś słup czekając na coś, w sumie sama nie wiedziałam na co.
Po chwili zza rogu wyłonił się brat mojej przyjaciółki – Woohyun. Za nim szedł jakiś chłopak w kapturze. Nie widziałam twarzy, chociaż byłam jej ciekawa. Ciemność i materiał utrudniały widoczność.
- Alice, pamiętasz może… Ech, nie wiem jak to powiedzieć. – szybko odsłonił twarz jego towarzysza.
Czułam, jakby moje serce stanęło, a oczy miały zaraz wypaść. Przecież go zabiłam! Czemu przede mną stał Jag Dongwoo… Nie to nie może być prawda, przecież może to zwykły zbieg okoliczności czy przypadek.
- Witaj, nazywam się Dongwoo. – patrzył się na mnie swoim przenikliwym wzrokiem. Ja zaś nie mogłam się skupić na nim i wędrowałam od niego do Woohyuna.
- Jest jego reinkarnacją, jak widać nawet za bardzo dokładną, ale nie wie nic o poprzednim życiu. Wydaje się być lepszy od tego, o którym mi opowiadałaś. – Nam podszedł do mnie i zaczął szeptać do ucha. – Powiedziałem mu sporo miłych rzeczy o tobie, i spodobałaś się mu. Teraz może twoja miłość się spełni.
Udałam się z nim do jednej z przytulnych restauracji. Podobieństwo była za wielkie, jednak ten jeden raz od pamiętnego czasu cieszyłam się, że widzę go uśmiechniętego. Przeszłość, którą znałam utrudniała mi trochę zapoznawanie go. Mimo wszystko różnił się od niego.
Był taki troskliwy i miły. Zastanawiało mnie, czy uczucie do niego wróciło, czy to było po prostu nowe, do osoby podobnej do niego. Po trzech miesiącach naszej znajomości staliśmy się parą. Wyjawiłam mu sama mój sekret, jednak on się go nie wystraszył, ani nie chciał mnie szantażować nim. To wszystko było takie dziwne, ale jednak znalazłam wreszcie swoją miłość.

Ten jeden raz w życiu mogę zwrócić się do Boga – Dziękuję Ci za zwrócenie go i oczyszczenie. 



~Narica

16.01.2016

Święta z BTS w innym świecie - V (BTS)

Tytuł - Święta z BTS w innym świecie
Paring - Agnieszka x V
Zespół - BTS
N/A - Tak, wiem, ze jest to dosyć dziwne, ale osobą które nie interesują się kpopem, podobało im się. Wysyłałam je na konkurs, ale jak widać jakoś tak mnie poniosło i było nie za bardzo zgodne z tematem O.o. Poprzednie wersje, takie "normalne" jakoś mi się nie podobały i nie miały "tego czegoś" w sobie. Mam nadzieję, ze wam się spodoba. Takie trochę długo po świętach, ale no... 






Zima nadeszła szybko i niespodziewanie, spadł śnieg. Gdzie się obejrzałam było biało, ruszyłam przed siebie. Postanowiłam wyjść z domu na spacer, nie miałam ochoty słuchać kłótni rodziców, w szczególności iż tego dnia były święta Bożego Narodzenia, a dokładniej ich wigilia. Przechadzałam się po pustym mieście. Wszyscy woleli siedzieć w ciepłych domach z rodziną. Strzepnęłam jasny puch, który osadził się na jednej z huśtawek na placu zabaw. Zero dzieci. Kompletna pustka, a przecież jeszcze parę miesięcy temu maluchy błagały swoje mamy lub ojców, by poszły z nimi w to miejsce. Cicho westchnęłam wypuszczając powietrze z parą.
Gdzieś słyszałam jakąś piosenkę. Dobrze mi znaną piosenkę – BTS „I need you”. Wsłuchałam się dokładnie w tekst. Tak, to była ona. Gdybym nie miała wtedy na sobie zimowej kurtki, która ograniczała moje ruchy z pewnością zaczęłabym ruszać się w rytm muzyki. Szeptałam pod nosem jej słowa.
Wstałam z bujawki i pobiegłam w stronę miejsca skąd się wydobywała. Z każdym krokiem dźwięk był coraz głośniejszy. Wbiegłam na rynek, gdzie zauważyłam trójkę Koreańczyków tańczących koło wielkiej choinki. Uśmiechnęłam się delikatnie na ten widok. Byli idealnie zgrani, każdy ruch perfekcyjnie dopracowany i wyćwiczony. Efekty długotrwałej pracy nad choreografia były bardzo widoczne, żaden się nie mylił. Układ w refrenie może nie był za prosty, mnie ciągle myliły się strony, jednak oni byli wytrenowani. Gdy mnie zauważyli przestali się ruszać, jakby nagle zamienili się w ludzkie bryły lodu, a muzyka ucichła.
- Witam. – przywitałam się niepewnie, składając przy okazji ukłon jako wyraz szacunku.
- Widziałaś nas? – spytał lekko speszony najniższy z chłopaków.
- Nie za dużo, ale wiem kim jesteście…
- Nie wiesz! Nikt nie wie! – wykrzyczał brązowowłosy, którego grzywka miała kolor zieleni.
- Jak to? Jesteście Bangtan Boys, popularny zespół z Korei Południowej. – rzekłam.
- Wszyscy tylko o tym myślą, nie wiesz kim naprawdę jesteśmy. Ten świat to dla nas za dużo, uciekamy do własnego, gdzie możemy być sobą. Wszyscy wymagają od nas dojrzałych decyzji, a przecież nadal jesteśmy młodzi.
- Czyli to prawda… Macie kompleks Piotrusia Pana, to co pokazaliście w ostatnich wideo ukazywały poniekąd prawdę…
Niedawno, dokładnie 30 listopada na świecie ukazał się nowy teledysk do najnowszej piosenki, lubiłam tą serię na różne sposoby interpretować, a także czytać co inni o tym sądzili. Widziałam jedną pracę, gdzie było napisane o tym syndromie. Myślałam, że to zwykła fikcja, nie podejrzewałam, że to stanie się rzeczywistością, że to jest prawdziwe. Do tego jeszcze trzech moich ulubionych członków właśnie stoi przede mną. Tego było za dużo.
- Zaopiekujesz się nami? – zapytał nagle ostatni z trójki.
- Jak to? Gdzie obecnie mieszkacie?
- Zamieszkujemy szczyt tej choinki! – chłopak z dwukolorowymi włosami wskazał na zielone drzewo obok nich.
- Zostaniesz naszą królową? Pani, jestem Kim Taehyung, znany także jako V, ten człowiek obok mnie to Jeon Jeongguk, którego nazywamy Jungkook, oraz ostatni Park Jimin, brak specjalnej nazwy.
- Dlaczego ja?
- Nasza przepowiednia głosi, że „W dniu bożych narodzin odnajdziecie prawdziwą królową swą, a ona zamieszka z wami i poprowadzi narodem, opiekując się podopiecznymi...” Proszę wyraź zgodę.
- Co z moim dotychczasowym życiem?
- Do naszego świata najczęściej wchodzimy podczas snu, w nocy. Uprzednio trzeba powiedzieć „Pragnę odwiedzić ten nieznany mi świat, otwórzcie się bramy”. Czas tam płynie zupełnie inaczej niż w tutaj. Jedna minuta na ziemi to u nas godzina. Tylko nie wypowiadaj o Pani tam swych najskrytszych marzeń na głos, gdyż mogą się spełnić. W Wigilię najbardziej trzeba uważać, nie możliwe tego dnia może się dokonać.
Mężczyźni złapali się za dłonie tworząc koło, w którym ja byłam w środku. Wypowiedzieli podane mi wcześniej słowa, każąc przy okazji zamknąć mocno oczy oraz, gdy nie będę mogła utrzymać się już na nogach objąć jednego z nich.  Tak też zrobiłam, kiedy traciłam grunt pod stopami chwyciłam się Jungkooka.
Czułam jakbym latała, jakbym była motylem. Nowe, nieznane mi dotąd zapachy zaczęły dochodzić do moich nozdrzy. Były takie obce, a zarazem intrygujące. Coś po prosty pchało mnie w ten inny świat. Dopiero gdy, mogłam już spokojnie stać otworzyłam oczy. Wszystko wyglądało tak pięknie. Niektóre domki były z kart, jednak jawiły się stabilnością. Wszystko było takie inne. Spojrzałam w górę, na niebie widziałam różne ptaki - bociany, skowronki, sikorki i kruki. To miejsce było takie magiczne, zupełnie różniło się od tego, w którym ja obecnie żyłam.
Zostałam zaciągnięta do największego budynku, który mienił się w przedsionku różnymi kolorami tęczy. Światło, które wpadało do środka odbijało się od luster umieszczonych po obu stronach wejścia. Mogłam dokładnie siebie obejrzeć. Jimin poinformował mnie, iż święta tutaj trwają co najmniej tydzień, chociaż zdarzały się przypadki, że cały miesiąc świętowali. Przyjęło się u nich, że dwudziesty czwarty  grudnia jest najdłuższym dniem w całym roku.
W pałacu dostałam własne pomieszczenie, takie na odosobnieniu. Za często tam nie dane mi było przebywać. Po długim oraz wyczerpującym spacerze doszliśmy do Sali bankietowej, gdzie poznałam resztę narodu wraz z pozostałymi ochroniarzami. Oprócz tej trójki, która pomogła mi dostać się do tego miejsca, było ich jeszcze czterech. Reszta podwładnych była po prostu taka nijaka i szara.
- Królowo, nasze przygotowania do świąt niedługo się zakończą. Już dziś będziemy mogli ucztować. – rzekł Rap Monster, on tu panował, gdy mnie jeszcze nie było. Był to wysoki Koreańczyk  o delikatnie różowych włosach, które mieniły się na różne odcienie w zależności od kątów padania światła. Na białą, zwykłą koszulkę miał narzuconą czarną, skórzaną kurtkę, która dodawała mu niezwykłego uroku.
- Przyjdę w nocy, u mnie pewnie zaczynają się o mnie martwić. Potrzebuję informacji – ile w tym roku trwa wigilia? – zabrałam głos.
- Według kalkulacji Jina, powinno to zająć nam koło trzech tygodni, tak wskazuje dokładne ułożenie gwiazd.
- Dobrze, przygotujcie się, ja niedługo do was wrócę.
W domu szybko zaczęliśmy celebrować to święto, stół był nakryty nową zastawą. Wszędzie był przeróżne sałatki wraz z innymi potrawami. Wyglądało bardzo smacznie, jednak w tym był problem, że nie byłam jakimś smakoszem, tego było według mnie stanowczo za dużo jak na siedem osób. Nawet jeśli, to miało starczyć nam na parę dni. Po skończonej wieczerzy byłam bardzo zmęczona, nie wiadomo po czym i dlaczego, a sen przyszedł mi dość szybko. Weszłam do tego innego świata. Każdy tam sobie ufał, zero jakiś jakichś większych konfliktów, można było być kimś kim naprawdę jest. Bez konieczności kłamstwa, po prostu świat idealny.
- Pani! – krzyk Sugi wyrwał mnie z moich własnych myśli, w których byłam pogrążona. – Wszystko jest już przygotowane, tylko na królową czekamy.
Dostałam od moich ochroniarzy ciemno-różową sukienkę, która sięgała ledwo przed kolano wraz z czarnymi butami na obcasie. Bardzo się wśród nich wyróżniałam, nie dość, że byłam jedyną kobietą na wysokim stanowisku, to te kolory były dosyć wyraźne.
Na Sali bankietowej aż wrzało od przeróżnych krzyków i rozmów, jednak kiedy mnie ujrzeli nagle zrobiło się strasznie cicho. Każdy wpatrywał się we mnie jakbym była jakimś cudem świata. Fakt, dla nich byłam najważniejszą osobą. Zasiadłam przy jednym z wielkich, drewnianych stołów wraz ze strażnikami. Każdy składał sobie nawzajem życzenia. Ciężko było zliczyć resztę ludzi, którzy nawet nie byli świadomi, gdzie są. Weszli tutaj zupełnie przez przypadek, bez starań. Ich wzrok był taki zamglony i nieprzytomny, po prostu spali. Wszelakie światła zgasły, a na każdym ze stołów zostały pozapalane świeczki. Delikatne promienie oświetlały całą salę, koło złotych talerzy widniały przeróżne potrawy, od słodyczy, aż po wszelakie tradycyjne dania
Nasza uczta trwała do czasu, aż wszyscy nie zaczęli skarżyć na bóle brzucha z przejedzenia. Przez chwilę odpoczywaliśmy, by zaraz włączyć muzykę i tańczyć w jej rytm. Taehyung jako jedyny stał na uboczu, z dala od wszystkich, którzy świetnie się bawili .
Podeszłam do niego proponując wspólny taniec, chłopak nieśmiało i niepewnie chwycił moje dłonie prowadząc na sam środek parkietu. Co jakiś czas posyłał w moją stronę swój uroczy, kwadratowy uśmiech. Podczas naszego pokazu talentów w samym centrum, nogi mnie same prowadziły, nasze kroki były idealnie zsynchronizowane, tak jakbyśmy wcześniej razem ćwiczyli. Najpierw majestatyczny walc wiedeński, bardzo stonowany i delikatny na ważne uroczystości. Potem trzeba było popracować biodrami i wymachiwać rękoma. Oczywiście nogi po tym strasznie bolały, kto normalny by tak nimi przebierał, ech, takie już uroki czaczy. Kolejnym, zresztą moim ulubionym tańcem było tango argentyńskie, jednak nie taki zwyczajny układ. Nasz był o wiele bardziej dynamiczny, pasujący do muzyki. Na koniec została nam rumba oraz polonez. Wszystkie one były przepiękne. Nie schodziliśmy wcale na przerwę, nawet nie uczułam przy nim zmęczenia. Gdy mnie obracał czułam się delikatna niczym piórko.
Bawiłam się z nimi wspaniale przez te parę moich nocy, które bardzo szybko mijały. Pewnego razu, nadal były to święta V przyszedł do mojego pokoju. Chwilę posiedział, wyglądał tak jakby bił się ze swoimi własnymi myślami. Chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co i jak to sprecyzować.
- Agnieszka… ucieknijmy do innego, nieznanego nam miasta.  – po długiej chwili wydusił, to co chciał od początku wizyty w mym pomieszczeniu.
- To może być niebezpieczne… Dlaczego chcesz uciec? Przecież już uciekasz, jesteś tutaj świadomie.
- Chciałbym pobyć z kimś, kto mnie rozumie na osobności. Z dala od ludzkości.
- Kiedy? – spytałam krótko.
- Dziś w nocy.
Tak też się stało. W krainie nastał zmrok, a my po cichu pobiegliśmy w nieznane. Nie przestawaliśmy, bez przerwy. Po pewnym czasie nogi nas bolały, jednak to nam nie przeszkadzało. Z dala widzieliśmy już stare, opuszczone budynki, jeden z nich wyglądał nawet przytulnie. Postanowiliśmy się tam zatrzymać. Taehyung osunął się na jednej ze ścian podkulając przy okazji swoje nogi, po chwili ja poszłam w jego ślady. Byłam zmęczona wysiłkiem, więc delikatnie oparłam o jego ramię swoją głowę.
- Kim ja dla ciebie jestem? – zadał to pytanie swoim głębokim, zachrypniętym głosem.
- Jesteś dla mnie bardzo ważną osobą, poniekąd, gdyby nie ty… mnie by tu mnie nie było.
- Jak będę najważniejszą osobą, dasz mi znać, dobrze?
Odpowiedziałam mu krótko i zasnęłam. Po raz pierwszy zasnęłam we własnym śnie, dalej nie wierzyłam, że ja ich znam.  To nadal było dal mnie takie nie pojęte, te wchodzenie do nich, takie dziwne. Moim celem, który sobie zaplanowałam, było pozbycie się tego ich syndromu. Pragnęłam ich uleczyć, by wrócili do normalnego życia, bez ciągłych ucieczek.
Nazajutrz nikt nie zauważył naszego zniknięcia i spokojnie powróciliśmy do naszego miasta. Jedna noc w tej nieznanej miejscowości trochę odbiła nam się na zdrowiu, spaliśmy bez żadnego okrycia, na zimnej podłodze. To było dosyć nierozsądne, jednak według mnie było warto. Kichnęłam parę razy, spojrzałam się przez okno, za którym ujrzałam grupkę dzieci bawiącą się na podwórku. Ich roześmiane twarzyczki wywołały u mnie delikatny uśmiech. Siedziałam sobie wygodnie na jednym z parapetów, wszędzie nadal roznosiła się ta świąteczna atmosfera. Poczułam ciepłe, męskie ręce, które oplotły mnie wokół talii. Poczułam wtedy bardzo przyjemny zapach perfum, to był Tae. Ta nasza wyprawa zmieniła coś we mnie, tak jakbym zaczęła go darzyć większym uczuciem, niż resztę.
- Czuję się, jakbym był najbardziej samotnym stworzeniem na tym świecie… - rzekł Koreańczyk.
- Nie jesteś samotny, jesteśmy tutaj z tobą.
Obróciłam się w jego stronę, moje dłonie spoczęły na jego policzkach. Delikatnie je pogładziłam, patrzyłam się w jego czarne oczy, były takie piękne. Nigdy nie lubiłam utrzymywać z kimś długiego kontaktu wzrokowego, jednak on był taki wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju.
~~***~~
Mimo kalkulacji Jin’a kraina ta postanowiła świętować cały rok, może i tam czas leciał bardzo szybko, to u nas tylko się obejrzeliśmy, już trwały przygotowania do kolejnych świąt. Zebrałam w sobie odwagę i poniekąd siłę na przemówienie. Zwołałam wszystkich do Sali bankietowej. Starałam dotrzeć do ich duszy, by zrozumieli, że ucieczka nie ma już więcej sensu. Taehyung już dawno, dzięki mnie pozbył się syndromy, teraz tylko na nich była pora. Z nim akurat było łatwo, zostaliśmy parą, jednak reszta nic o tym nie wiedziała. Czułam, że świat powoli przestaje istnieć. Udawało mi się! Powoli, każdy uświadamiał sobie, że wreszcie czas na podjęcie właściwej decyzji.
- Królowo, proszę daj nam jeden dzień na przemyślenie tego. – powiedział Hoseok.
- Nad czym jeszcze chcesz myśleć? Wszyscy opuszczają to miejsce, które powoli przestaje istnieć. Zostało one zbudowane przez was i przez was się burzy. Zaraz go nie będzie, a ty zostaniesz uwięziony tutaj już na zawszę, lepiej chodź z nami.
- Dopóki martwe liście nie powrócą na stare drzewa, świat będzie nadal bytować. – rzekł V. – Spójrzcie tutaj, na tą małą jabłoń
- Ona jest nie ważna, jedna nic nie zmieni! – krzyczał J-Hope.
Wokół małego drzewka było pełno liści, które już dawno były przez nią zrzucone, jednak po chwili one z ciemnych i brudnych kolorów zmieniły się w piękną zieleń. Powróciły na swoje stare miejsce. Widok ten zaparł mi dech w piersi, to było takie niesamowite. Jednak, gdy inne rośliny poszły w ślady jabłonki chłopak zdecydował się na opuszczenie. My wraz z Taehyungiem zniknęliśmy jako ostatni.
Powoli otworzyliśmy oczy, byliśmy na rynku, tam gdzie się spotkaliśmy. Jednak rok zleciał, to był dokładnie ten sam dzień, wigilia. Najstarsza czwórka zdecydowała się na powrót do stolicy Korei Południowej, zaś trzema najmłodszymi członkami miałam się zająć przez parę dni. Wróciliśmy do mojego domu, gdzie przedstawiłam rodzinie młodych mężczyzn, wraz z tym jedynym. Oznajmiłam im, że ja i V jesteśmy razem.
Ten rok był dla mnie niezapomniany, nigdy nie przeżyłam takich dziwnych i długich świąt. Cieszyłam się ze swojego sukcesu w sprawie uwolnienia ich od ciągłego chowania się. To była pora dla nich, by dorosnąć. Czas, by wyjść z cienia. Pokazać się z jak najlepszej strony, by fanki były zaskoczone zmianą. Z młodych chłopców w dojrzałych mężczyzn.
Uśmiechnęłam się na widok Jimina, który bawił się z Jungkookiem, czułam się wtedy jakbym ja była ich mamą, a V tatą. Bylibyśmy ciekawą rodzinką. Uśmiechnęłam się w ich stronę, a po chwili złożyłam delikatny pocałunek na ustach mojego zakochanego chłopaka. Wierzyłam mu we wszystkie, no oprócz tych chwil, kiedy żartował. Podczas swojego świątecznego występu, na który musieli mnie ze sobą zabrać zostałam oficjalną dziewczyną tego kosmity. On był moim najpiękniejszym i najbardziej wymarzonym prezentem jak chciałam dostać na święta. Wszystkie marzenia się spełniają.




~Narica