Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emi Oppa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emi Oppa. Pokaż wszystkie posty

29.02.2016

'Miłość od drugiego potrącenia'- Saero x Chunji część I

 Opowiadanie dla Saero część I! Niestety opowiadanie będzie trochę dłuższe i zrobię ci je w formie rozdziałowej. No cóż... Na tą chwilę opowiadanie ma ponad 1700 słów. Tak czy inaczej mam nadzieję, że moje marne wypociny przypadną Ci do gustu. Zapraszam do czytania! ~Emi oppa


               Jesienny wieczór w Seoulu… To właśnie ten wieczór zapadł w pamięci Chunji’ego najbardziej. A czemu? Bo był on dla niego bardzo wyjątkowy. A niby nic na to nie wskazywało, ale jednak stało się! To właśnie tego wieczoru, kiedy z kolegami z zespołu szedł do sklepu znajdującego się niedaleko wytwórni Top Media zdarzyła się nieoczekiwana przez nikogo rzecz. Kiedy tak szli usłyszeli nagle jadącą deskorolkę. Chwilę potem Chunji leżał na ziemi a obok niego jakaś postać. Nieznana nikomu osoba wstała, podniosła swój sprzęt i stanęła nad chłopakiem, na którego wjechała. Po dokładniejszych oględzinach chłopak stwierdził, że potrąciła go dziewczyna.
    - Yah! Jeste
ś ślepy, czy co? Nie widzisz, że ktoś jedzie naprzeciwko ciebie?! Czy po prostu lubisz wchodzić ludziom pod koła!? - wrzeszczała.
    Wszyscy stali jak wryci i nikt nie m
ógł wydobyć z ciebie słowa. Nieznajoma popatrzyła na nich pogardliwie, rzuciła tylko szybkie „Phy” i odjechała.

                
„Co tu właściwie zaszło?”. Nikt tego nie wiedział, ale Chunji cały czas odtwarzał to wspomnienie. Dziewczyna średniego wzrostu z długimi włosami w kolorze ciemnej czekolady. Te piękne ciemne oczy i łagodne rysy twarzy. Była piękna, ale miała też cięty język. Jej sylwetka… Nie mógł się temu przyjrzeć, gdyż była ona ubrana w szeroką bluzę i spodnie dresowe. Ale czemu tak o tym rozmyślał? Czemu?! Czyżby coś do niej poczuł? Chyba nie… Przecież nie mógł… Pewnie po prostu jeszcze nie doszedł do siebie po tym zdarzeniu. To był pierwszy raz, kiedy ktoś tak na niego nawrzeszczał, nie mówiąc już o potrąceniu. Nadal czuje ból po uderzeniu kością ogonową w chodnik. Ale… Czy to było ważne? Teraz jedyne, co ma ochotę zrobić, to położyć się spać. Poprawił poduszkę i wygodnie ułożył się na łóżku. Oddał się w objęcia Morfeusza.

                Właśnie weszłam do swojego mieszkania i delikatnie odłożyłam swoją deskę na bok. Obchodziłam się z nią bardzo ostrożnie, gdyż była ona moją ulubioną. Bez zbędnych ceregieli ogarnęłam się i skierowałam w stronę sypialni. Pomimo tego, że miałam dopiero 17 lat, mieszkałam już sama. Kiedy moi rodzice dowiedzieli się, że chcę zostać gwiazdą K-pop’u nie chcieli bym dalej mieszkała w ich domu. Uważali, że w ten sposób tylko niepotrzebnie wydają na mnie pieniądze. Utrzymywałam się z marnej pensji, jaką dostawałam za pracę w sklepie, który znajdował się niedaleko wytwórni. Położyłam się na łóżku i nie myślałam już o niczym. Po prostu zasnęłam.

                 Z rana usłyszałam budzik, który oznajmiał, że pora do szkoły. Wstałam więc i zaczęłam się szykować. Około pół godziny później byłam już w drodze do szkoły. Dzisiaj miałam egzaminy zaliczeniowe. Po prostu zajebiście. Weszłam do sali przydzielonej mojej klasie. Dosłownie parę minut później do klasy wszedł nauczyciel i rozdał nam testy. Dzisiaj mieliśmy pisać takich 5, każdy trwał godzinę. Zaraz po szkole wybrałam się do pracy.

                 Normalnie dzień, jak co dzień. Ubrałam ciuchy pracownicze i zabrałam się do roboty. Na szczęście nie było dzisiaj dużo klientów, wiec miałam chwile spokoju. Po skończonej pracy poszłam do wytworni na ćwiczenia. Dzisiaj miałam zajęcia tańca i śpiewu.

                  Z pokoju treningowego wyszłam o godzinie 20 i poszłam jeszcze popracować. W sklepie siedziałam do 23 i zbierałam się do domu. Na nogi założyłam rolki i wyruszyłam w drogę. Po wyjściu z miejsca pracy czekała na mnie niespodzianka. Zza rogu wychodziła grupka chłopaków, ale że ani ja, ani oni nie zauważyliśmy przeszkody, wpadliśmy na siebie. Okazało się, ze to ci sami chłopcy, na których wpadłam poprzedniego dnia i dzisiaj wjechałam w tego samego chłopaka. Dzisiejszy upadek był boleśniejszy niż wczorajszy i ciężej było mi wstać, mając rolki na nogach.
    - Yah! Znowu ty? Czy codziennie będziesz wchodził mi pod kola?
    Jeden z nich złapał cię za nadgarstek i także zaczął wrzeszczeć:
    - Nie krzycz na hyunga! Powinnaś patrzeć jak jeździsz, a nie ludzi obwiniać!
    - Niel morda w kubeł i puść tę dziewczynę, bo jej nadgarstek wykręcisz!
    Ten, który to wykrzyknął zaraz stanął obok tak zwanego Niela i przywalił mu w głowę. Odwrócił się do mnie i spokojnie zaczął:
    - Przepraszam za niego. Jestem C.A.P i jestem tak jakby liderem zespołu Teen Top. To L.Joe, Niel, Ricky, Changjo, a chłopak, w którego chyba bardzo lubisz wjeżdżać to Chunji. Słyszałaś może o nas kiedyś?
    - Tak, słyszałam. CEO o was gadał.
    Patrzyli na ciebie jak na wariatkę.
    - No co?
    - Ale jak to... CEO? - spytał L.Joe.
    Pokiwałam głową.
    - Jestem trainee w tej samej wytwórni, co wy. A teraz jeżeli nie macie nic przeciwko, pozwólcie mi, że sobie już pójdę.
Nie czekałam na odpowiedź i pojechałam do domu.

               Następnego dnia zajęcia odbywałam na sali gimnastycznej. Trener kazał mi ćwiczyć na wysokości. Weszłam na równoważnię gimnastyczną i zaczęłam wykonywać proste ćwiczenia, gdy wtem na sali rozległ się huk.
    - A więc mówiła prawdę! Jest trainee w naszej wytwórni!
    Właśnie się zorientowałam, że całe Teen Top wleciało na salę, a ja znalazłam się na ziemi... Upadek w dwóch metrów tak trochę boli...
    - Yah! Przestraszyłeś ją! Niel, ty debilu uważaj czasem trochę, bo przez przypadek kogoś zabijesz!
    Gdy spojrzałam w górę zobaczyłam osiem pochylonych twarzy. Tak, OSIEM! Trener zaczął na mnie wrzeszczeć, że nie uważałam i mogłam zrobić sobie i innym krzywdę (chyba miał na myśli siebie, bo tylko on był najbliżej). Szybko zebrali mnie z podłogi i położyli na kanapie. Bolała mnie przede wszystkim klatka piersiowa. A co najciekawsze, to spadłam na piersi... NA PIERSI! Amortyzator z nich lipny i tylko pogarszały ból. Jeden przez drugiego coś gadali. Nawet na chwilę jadaczki im się nie zamykały. No nieźle! Jeszcze bólu głowy się nabawię jak tak gderać będą! Nie wytrzymałam i aż musiałam sobie wrzasnąć.
   - Morda w kubeł, bo w kiblu potopię!
Nie pomogło mi to w żaden sposób na ból, ale chociaż następnej dolegliwości mogłam zapobiec. 
   - Nic ci nie jest? Jesteś cała? Dzwonić po pogotowie? Albo od razu do szpitala cię zawieziemy?
   C.A.P, który według mnie był jednym z najbardziej kumatych chłopaków z zespołu doprowadzał mnie wręcz do szału! Nie mogłam wytrzymać z frustracji, złapałam lidera za koszulkę i przyciągnęłam do siebie. 
   - Jak nie zamkniesz jadaczki, to kto inny będzie musiał jechać do szpitala. 
Kiedy go puściłam wszyscy patrzyli na mnie ze strachem. W końcu cisza. Nagle zorientowałam się, że jednego z nich brakuje. Wtedy właśnie otworzyły się drzwi i wszedł przez nie Chunji.
   - Przyniosłem kompresy chłodzące. Weź.
   Podał mi kilka paczuszek zbawiennego zimna. Chociaż on jeden ma trochę szarych komórek, które jeszcze pracują. Od razu przyłożyłam je w bolące miejsce. Wtedy odezwał się sprawca tego wszystkiego.
   - Co dokładnie cię boli?
   Popatrzyłam na niego jak na ostatniego idiotę.
   - Mógłbyś coś dla mnie zrobić?
   - Oczywiście! Co to takiego?
   - Idź się zabić!
   To mówiąc przywaliłam mu jednym z okładów. Ze zdziwieniem spoglądał to na mnie, to na okład. W końcu spojrzał na członków zespołu.
   - Czy ja coś źle powiedziałem?
   Wszyscy wzruszyli ramionami. Kurwa cofam... Wszyscy są debilami. Na nieszczęście na salę wszedł trener z jakimś facetem.
   - Wezwałem medyka.
   Jeszcze dobrze nie zdążyli podejść a mężczyzna za nim dostał w głowę kompresem.
   - Spierdalaj! - wrzasnęłam do medyka.
   - Uspokój się! - krzyknął trener. - Chyba nie chcesz, żeby CEO się o wszystkim dowiedział?
   Podniosłam się z kanapy. Teen Top patrzyło na mnie ze strachem.
   - Chyba nie chcesz, żeby się dowiedział, kto nie przestrzegał BHP w czasie trwania pracy.
   Popatrzył znacząco na lekarza i rzucił ciche "wychodzimy". Kiedy opuścili salę C.A.P zwrócił się do mnie.
   - Ale to przez Niel'a! Czemu on by miał za to oberwać?
   Jedyne co mogłam zrobić to głośno westchnąć i wytłumaczyć im jak sześciolatkom.
   - Przy ćwiczeniach na wysokości pod ćwiczącym powinien być materac. Im wyżej tym grubszy. Powinien też poinformować osoby trzecie o ćwiczeniach nawet głupią kartką na drzwiach. Jednakże trener ma to w dupie, bo mu się nie chce.
   Miny chłopaków mówiły "Tell me more". Miałam już dość ich towarzystwa.
   - A wy przypadkiem do cholery jasnej nie macie zajęć!?
  Patrzyli jeden przez drugiego i to Chunji zebrał się w sobie żeby powiedzieć dwa zdania, których się bałam.
   - Nie, nie mamy. Także możemy się tobą zająć.
   Za jakie grzechy? Czy to za to, że chciałam zostać gwiazdą? Nie no, po prostu zajebiście! Jeszcze tylko brakuje tu CEO w stroju różowego króliczka i trenera w spódniczce i kabaretkach. A! Jeszcze Andy jak przyjdzie w stroju francuskiej pokojówki to już będzie komplet! Normalnie cyrk na kołach! Jak się wyrwać z wytwórni, żeby mieć chwilę wolnego czasu? Mam! Wstałam z kanapy. Nie było lekko, ponieważ nadal bolała mnie klatka piersiowa, ale czego się nie zrobi dla świętego spokoju.
   - Gdzie się wybierasz? - spytał Changjo.
   - Tam, gdzie wy nie możecie.
   Poszli za mną. Niestety dla nich droga skończyła się przy drzwiach do damskiej toalety a ja mogłam posiedzieć w jednej z kabin mając spokój od Teen Top. Nareszcie! Wolność!    

               W łazience siedziałam przez dłuższy czas i stwierdziłam, że chyba już sobie poszli. Wyszłam z łazienki i... Przywaliłam głową prosto w klatę Chunji'ego... No na serio?! Zespół przez ten cały czas siedział pod łazienką?!
   - Cholera! Znowu wy?!
   - A ty znowu wpadłaś na Chunji'ego - powiedział C.A.P.
   Czemu? Dlaczego nie mogą się odwalić?! I tak jak wrócę na salę to trener da mi ostry wycisk po tym jak go potraktowałam, więc nie potrzeba jeszcze ich, żeby mnie dobić.
   - Słuchajcie. Byłabym wdzięczna jeśli, że tak powiem odwalilibyście się i dali mi spokój.
   Chunji popatrzył po chłopakach i zwrócił się do mnie.
   - Dobrze. Skoro tak bardzo tego chcesz... Chodźcie chłopaki! W końcu to nasz dzień wolny.
   Reszta posłusznie skierowała się do drzwi. Zaczęłam iść w drugą stronę, ale upadłam na podłogę i zakaszlałam krwią. Chunji odwrócił się i ze strachem w oczach podbiegł do mnie.
   - Nic ci nie jest?
   Nie odpowiedziałam mu. Krew zaczęła lecieć mi z nosa.
   - Chłopaki zawołajcie lekarza! Dzwońcie po pogotowie!
   C.A.P pobiegł po doktora, Niel i Changjo do CEO a L.Joe dzwonił po pogotowie. Chunji podniósł mnie i zaniósł na kanapę, która znajdowała się na korytarzu. W jego oczach widać było strach i niepokój. Dlaczego zmęczenie musiało się ukazać akurat teraz? Czemu nie w domu? Nienawidzę, kiedy ktoś się  o mnie martwi.
   - Saero, dlaczego nic nie powiedziałaś?
   Skąd Chunji zna moje imię?
   - Ale co nie powiedziałam? Że jestem skrajnie wykończona wszystkim co się wokół dzieje? Że gdy tylko dłużej poćwiczę albo bardziej się zdenerwuję, to krew leci mi z nosa? Niby komu miałam to powiedzieć? Przecież to i tak by nic nie zmieniło!
   Chunji przywarł do mnie i uwięził w objęciach. Przez szok nie wiedziałam co mam zrobić. Trwałam w bezruchu. Po kilku minutach przybyli Ceo, lekarz i pogotowie. Zrobił się niezły bajzel. Ratownicy zabrali mnie do szpitala a wraz z nami jechał Chunji.



4.11.2015

'Dziecko dzieciaka będzie pilnować'- Kikwang

Powracam z mini opowiadaniem pisanym na szybko! Nie jest ono aż takie krótkie (moim zdaniem). Tak czy inaczej miłego czytania! ~Emi oppa



- Lee Kikwang! Jak ty trzymasz to dziecko?!
Chłopak trzymał dziecko głową do dołu. 
Oczywiście maluch płakał, ale pomimo tego tancerz nie zorientował się, że robi coś źle. Podbiegłam i delikatnie wzięłam dziecko z jego rąk. Było strasznie czerwone. 
Nie wiem co mi odwaliło! Dziecko dziecku oddać! Nawet SHINee wiedzieli jak się dzieckiem zająć!
- Ale co ja robię źle?!
- Praktycznie wszystko! Własnym dzieckiem się nie potrafisz zająć! Mleka nie potrafisz zagrzać! Jedyne co byś robił, to tańczył, śpiewał i się wygłupiał!
- Ale to moja wina?! Nigdy nie dałaś mi dłużej potrzymać naszego syna! Nic nie mogłem przy nim zrobić! Jakbyś dała mi chociaż spróbować, to na pewno umiałbym wszystko zrobić!
Jego słowa bardzo mną wstrząsnęły… 
Miał całkowitą rację… Nigdy mu na to nie pozwalałam. 
Poważna usiadłam na najbliższe krzesło. Siedziałam za zwieszoną głową. Chłopak trochę się uspokoił i podszedł do mnie.
- _______, ja… Ja nie chciałem… To…
- Nie… To dało mi do myślenia. Ja… Powinnam ci pozwalać zajmować się Jinyong’iem. Jestem okropna.
Kikwang ujął mnie w swoje silne ramiona, gładził mnie po głowie.
- Nie, nie jesteś okropna. Jesteś dobrą matką i wspaniałą żoną. - powiedział, a po chwili dodał - Ale mogłabyś mi dać trochę Jinyong’a.
Odpowiedziałam śmiechem. 
Teraz już muszę go nauczyć wszystkiego.





Zapraszam na ask! https://ask.fm/Emioppa

25.08.2015

"Dlaczego ja?" Narica

Opo dla Narici. Chociaż mówiłam ci, że opo nie będzie to i tak napisałam. Ale to tylko z nudów! Dziecko śpi a ja piszę.  Jest godzina 12:07, wtorek 25 sierpnia, zaczynam.
~Misaki Miśka









- Jeonghan ty idioto!
- Wolałbym "Jeonghan oppa ty idioto".
Po raz dziesiąty w tym tygodniu kłócę się z moim chłopakiem. Nie wiem, po co my to dalej ciągnęliśmy. Już minęło pół roku odkąd jesteśmy parą a od trzech miesięcy non stop się kłócimy.
- Wali mnie to co byś wolał! Czemu znowu mi to robisz? Wiesz, jak bardzo cię kocham a pomimo to cały czas prowokujesz kłótnie! Wiesz, który to już raz w tym tygodniu?! Wiesz?!?! To już dziesiąty raz! Dziesiąty! Rozumiesz?!
Wciąż na niego krzyczałam a on nie raczył odezwać się ani jednym słowem. Miałam tego serdecznie dość! Łzy cisnęły mi się do oczu. Nie chciałam, żeby widział jak znowu płaczę. Zaczęłam biec do wyjścia.
- Narica! Stój! Narica!
Nie słuchałam. Biegłam dalej. Nie patrzyłam gdzie. Dałam się ponieść nogom tam gdzie mnie poniosą.
- Narica!
Jeonghan biegł za mną. Przyspieszyłam. Nagle znalazłam się na jezdni. Zanim się zorientowałam wpadłam wprost na jadąc z dużą prędkością auto. Ogarnęła mnie ciemność.



- Narica! NARICA!
Nie mogłem w to uwierzyć! Moja dziewczyna wpadła pod rozpędzony samochód!
Wkoło zebrało się pełno ludzi. Przyjechała karetka i policja.
Tuliłem ją dopóki nie odebrali mi jej.
Przewieźli ją do szpitala.
Pojechałem za nimi.
"To wszystko moja wina! Tylko i wyłącznie moja!". Gryzłem się tak z myślami.
W końcu dotarłem na miejsce! Jestem w szpitalu!
Dowiedziałem się, że Narica ma właśnie przeprowadzaną operację.
Czyli jednak żyje! Jaka ulga...

Kilka godzin później z sali operacyjnej wyszedł lekarz zajmujący się Naricą.
- Doktorze! Jestem chłopakiem tej dziewczyny. Czy wszystko z nią w porządku?
- Miała szczęście, że przeżyła to uderzenie. Niestety ma kilka połamanych kości i prawdopodobnie szybko się nie obudzi.
- Jak to? Co jej jest?
- Jest w śpiączce. Nie wiemy jak długo to potrwa. Teraz chłopcze musisz być cierpliwy.


[12:30... dziecko się obudziło! Trzeba się nim zająć]


Obudziłam się w szpitalnym pokoju. Nikogo w nim nie było... Nikogo poza mną... Tylko ja i pięć pustych łóżek. Nagle do pokoju weszła pielęgniarka.
- Widzę, że panienka się obudziła. Tak bardzo się wszyscy martwili.
- Dlaczego... Tu jestem?
- Miała panienka wypadek. Pośliznęła się panienka na schodach w szkole. Nie ma pani jakiś większych obrażeń, ale lekarze chcą panią zostawić na obserwacji.
- A czy ktoś... Był u mnie... Kiedy spałam?
- Nie. Nikogo nie widziałam.
Czyli Jeonghan nie przyszedł... Czyli nasz związek się skończył. 

Pielęgniarka podłączyła inną kroplówkę i wyszła. 
Leżałam tak i rozmyślałam... Jakim cudem poślizgnęłam się na schodach w szkole? 
Nie przypominam sobie tego... 
Pamiętam... 
Straszny ból... 
Jeonghan siedzący na środku jezdni i tulący mnie do siebie. 
Czym dłużej o tym myślałam tym bardziej bolała mnie głowa.
Nagle usłyszałam głosy dochodzące z korytarza.
Inna pielęgniarka weszła do pokoju z jakąś kobietą.
- To tu pani Song Ji. Tu ma pani łóżko.

Nagle zawirowało mi w głowie. 
Znów ciemność.



- Tak pani Kim. Jestem właśnie z Naricą. Nie... Niestety nic się nie zmieniło. Rozumiem. Do usłyszenia.
To już trzy miesiące odkąd wydarzył się wypadek.
Całe dnie siedziałem przy niej.
Miałem nadzieję, że coś się poprawi.
Niestety...




Obudziłam się w domu. 
Leżałam na łóżku. 
Przekręciłam się na drugi bok. 
Zobaczyłam twarz Jeonghana. Jeszcze spał...
Dotknęłam bolącego brzucha.
Wydawał się...
Większy niż zwykle.
Spojrzałam w dół.
NO CHYBA SE JAJA ROBICIE!
- Hej kochanie- powiedział Jeonghan a później mnie pocałował.
- Jeonghan, czemu ja...
- Co z tobą! O co ci chodzi?
Wskazałam na mój brzuch.
- O to...
Spojrzał na mnie jak na idiotkę.

- No przecież jesteś w ciąży- powiedział z uśmiechem.
- Że co?
- Będziemy mieli bliźnięta!
Znów ciemność.
Co się ze mną dzieje?!



[13:18, dziecko chce na spacer]


To już trzy lata...
Trzy cholerne lata!
Nie mogłem się pogodzić z tą beznadziejną sytuacją...
Nic nie mogłem zrobić... Nic...



Widziałam różne obrazy. 
Miałam przedziwne sny. 
Minęło sporo czasu zanim się zorientowałam o co chodzi.
To wszystko to były tylko sny.
Byłam w śpiączce. 
Nie wiem jak długo...
Wiem tylko tyle, że nigdy się z niej nie wybudziłam.

_______________________________________

Opo skończone o godzinie 14:09. Widzisz! Ty moje pisałaś długo... Na początek wakacji miało być gotowe a dostałam na koniec wakacji!
To jest ostatnie opo jakie dla ciebie piszę!



Zapraszam na ask! https://ask.fm/Emioppa

12.04.2015

Hongbin x Alice czyli "Pierwsza i jedyna miłość" part 2

Powracam z opowiadaniem dla mojej Yuki! Mam nadzieję, że ci się spodoba! A jak będą jakieś błędy, to wybacz, ale ja to dzisiaj pisałam XD I sorki, że taki krótki :'( Życzę miłego czytania! ~Misaki Miśka



         Nadszedł czas snu. Chłopaki ulokowali nas w salonie na wcześniej przygotowanych materacach. Noc minęła nam spokojnie. Poza głośnym chrapaniem Ravi’ego w dormie było cicho. Z rana wstałam, jako pierwsza i poszłam zrobić śniadanie. Zrobiłam naleśniki w kształcie zwierzątek! To teraz czas na pobudkę! A nie ma nic bardziej skutecznego niż zdanie:
         - Chłopaki!! Śniadanie na stole!!
         W tym momencie pojawili się wszyscy razem z Emi, gdyż lider ściągnął ją z łóżka. Gdyby nie on, to pewnie jeszcze by spała. Posiłek bardzo wszystkim smakował i mieli przy okazji trochę zabawy. Po skończonym śniadaniu wszyscy poszli szykować się do wyjścia. No niestety… praca czeka!

         Nagle usłyszeliśmy walenie do drzwi. Poszłam sprawdzić, kto to i zaraz po otwarciu drzwi zostałam ogłuszona! No ja pierdziele! Nawet w dormie przyjaciół nie jestem bezpieczna.

         Obudziłam się koło godziny 11. Czułam jak zimno przeszywa moje ciało. Niby ciepło się dzisiaj ubrałam… Stąd wywnioskowałam, że muszę być teraz w jakimś pustostanie i na dodatek w piwnicy, gdyż nie było tu okien.  W ciemności zobaczyłam jak ciemne kształty zbliżają się do mnie. W tym momencie chciałam wstać, ale dopiero poczułam, że siedzę przy filarze, za którym związano mi ręce. Nogi też były spętane… Co ja teraz zrobię??

         Zbliżyli się do mnie. Jeden z nich położył mi rękę na ramieniu. Uśmiechnął się szyderczo.
         - Twoi przyjaciele cię nie uratują. Teraz jesteś nasza.
         Co on plecie? Może coś im zrobili? Ale to niemożliwe! W razie, czego przecież chłopcy są silni! A Leo trenował kiedyś taekwondo! To nie jest możliwe, żeby ich pokonali! Nie może być! Nie wierzę! Kiedy tak rozmyślałam drugi złapał mnie za bluzę i pociągnął trochę do góry.
         - Nic nie powiesz dziewucho?!
         Nic mu nie odpowiedziałam. Nie miałam zamiaru z nim gadać. Z nim ani z tym drugim.
         - Zostawcie ją! Pamiętajcie, że ona jest moja!
         Kiedy facet posadził mnie z powrotem podszedł do nas dość młody mężczyzna. Był wyższy od tamtych dwóch, miał też niższy głos i był lepiej zbudowany. Odwrócił się w stronę chłopaka, który wcześniej trzymał mnie za bluzę i wywalił mu pięścią w ryj, na co ten wpadł na ziemię. Uuu… Musiał mu mocno przywalić. Dominujący podniósł swojego podwładnego i powiedział im bardzo poważnym tonem z nutką wściekłości i groźby:
         - Zostawcie ją. Jeżeli coś jej się stanie, to nie chcielibyście wiedzieć, co wam zrobię.
         Zaraz nie było ich już przy nas.

         Nieznajomy podszedł do mnie, kucnął. Patrzyłam na niego z wściekłym wyrazem twarzy.
         - No nie patrz już tak na mnie. Nic ci nie zrobię. Po prostu jesteś mi potrzebna do zdobycia trochę kasy.
              - O czym ty mówisz?
         - Spokojnie, tylko sprzedam cię, jako niewolnicę jakiemuś bogatemu burakowi, a co będzie się z tobą działo później to już nie moja sprawa.
         - Pochrzaniło cię czy co? Skąd ludzie biorą takie głupie pomysły? I dlaczego akurat ja? Powiedz mi!
         - Jesteś Europejką, masz obywatelstwo koreańskie i do tego wyglądasz jak Azjatka! Ty myślisz, że takie dziewczyny jak ty tanio chodzą na czarnym rynku? Zastanów się! Nawet nie wiesz, ile ludzie chcą za ciebie dać.
         - To mnie oświeć panie „wszystko wiem i wszystko mi wolno”!
         Uniósł rękę i uderzył mnie w policzek, który natychmiast zaczął mnie bardzo mocno piec.
         - Uszkodziłeś swój towar… Czyli jednak nie wszystko wiesz.
         Chciał uderzyć ponownie, ale ktoś złapał go za rękę.

         Moment! Znam tego kogoś!
         To Hongbin!
         Przyszedł po mnie!

         Szybko unieszkodliwił swojego przeciwnika i od razu wziął się za rozwiązywanie sznurów.

         Nie mogłam wytrzymać już dłużej…
         Zaraz po tym jak uwolnił mi ręce rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam płakać.
         Przytulił mnie bardzo mocno. Nigdy nie czułam się tak bezpieczna.
         Tak czułam się tylko w jego objęciach.
         Wziął mnie (wciąż tulącą się do niego) na ręce i wyszliśmy z budynku.

         Na zewnątrz czekała już policja, która zaraz po naszym wyjściu wkroczyła, aby wyłapać przestępców a ja z Hongbin’em udałam się do dormu.





Zapraszam na ask! https://ask.fm/Emioppa

25.02.2015

Hongbin x Alice czyli "Pierwsza i jedyna miłość" part 1

Ostatkami sił łapie neta i wrzucam to opowiadanie. Jest to pierwsza część i mam nadzieję, że w najbliższym czasie przyjdzie wena i pomoże mi jak najszybciej napisać więcej tego opowiadania ;) A teraz moja droga Alice życzę miłego czytania ^ _ ^ 
~ Misaki Miśka








Zawsze wiedziałam, że w życiu zdarzy mi się coś wspaniałego, ale dostać się do pracy dorywczej w Jelly Fish i zaprzyjaźnić się z chłopakami z VIXX? To przekraczało moje najśmielsze oczekiwania! Bo kto by pomyślał, że ja, taka mała Alice może być przyjaciółką kogoś takiego jak oni! To było wspaniałe. Znaczy… Przyjaźń z nimi, bo praca była taka sobie. No powiedzmy sobie szczerze, kto by chciał sprzątać? Na pewno nikt. Ale mi i Emi to nie przeszkadzało. Tak! Do tej pracy wciągnęła mnie moja przyjaciółka, za co byłam jej bardzo wdzięczna, ponieważ to dzięki niej mogłam spotkać (jak i z resztą przebywać blisko) mojego ukochanego zespołu. Dzień w Jelly Fish wyglądał dla mnie zawsze tak samo. Przychodzę do pracy, posprzątam tam masę pokoi i czekam na moich przyjaciół. Zawsze wychodziliśmy razem…  Ale ten dzień nie był jak każdy inny. Tym razem chłopcy mieli wyjść trochę później niż ja i Emi. Miałyśmy poczekać na nich przed wytwórnią i tak zrobiłyśmy. Czekałyśmy. Nagle zza rogu usłyszałyśmy wołanie o pomoc. Zaraz tam podeszłyśmy. Ktoś nas złapał! Było tam trzech mężczyzn w maskach. Kurczowo trzymali nas za nadgarstki. Nie było, po co walczyć, bo byli od nas więksi i silniejsi. Ale Emi wierciła się i kopała. Nagle facet, który był wolny wyciągnął nóż i przyłożył jej do gardła. Chciałam krzyknąć, ale mężczyzna za mną zakrył mi usta dłonią. Ten, który trzymał ostre narzędzie pochylił się nad moją przyjaciółką i szeptał jej coś do ucha. Nie wiem, co. Wtem uścisk mężczyzny za mną zelżał i po chwili mój oprawca znalazł się na ziemi… W pierwszej chwili nie byłam pewna, co się stało, ale zobaczywszy za mną Raviego z metalową rurą w ręce od razu domyśliłam się, co takiego przed chwilą zaszło. Chyba nie muszę tego tłumaczyć… To, co przed chwilą się stało odwróciło uwagę pozostałych dwóch. Zważając na to, że mężczyzna trzymający Emilię za nadgarstki zluzował trochę uścisk ta próbowała się wyrwać, co skończyło się na rozcięciu policzka przez drugiego pana. Reszta VIXX rzuciła się na pozostałych dwóch i ich powalili. N zadzwonił po policję. Zjawili się po około 10 minutach, tak samo pogotowie. Na moje szczęście nic mi się nie stało, ale nie można było tego powiedzieć o mojej przyjaciółce. Niestety musiała pojechać do szpitala (towarzyszył jej Leo). Pozostałych na miejscu zdarzenia szczegółowo przesłuchano i aresztowano trzech napastników. Kiedy organ ścigania odjechał podszedł do mnie Hongbin (byłam z nim najbliżej - zaraz po Emi, ale to co innego). Przyciągnął mnie do siebie, przytulił i wyszeptał:
- Już nigdy nie puszczę cię samej. Słowo harcerza.
- Idiota… Ty nigdy nie byłeś harcerzem.
- Eee… No fakt. - lekko się zaczerwienił.




Tego wieczoru pozostałyśmy na noc u naszych wybawców. Po zmierzchu usiedliśmy w salonie i trochę rozmawialiśmy… Śmialiśmy się. Cały czas czułam na sobie czyjś wzrok, ale to chyba mi się tylko wydawało. Za każdym razem, kiedy rozglądałam się po pomieszczeniu, już nie czułam tego, ale gdy tylko spuszczałam wzrok, wydawało mi się, że ktoś uważnie mi się przygląda… Dziwne uczucie. Nadeszła pora kolacji. Razem z Emi przygotowałyśmy kurczaka z ryżem. Wszystkim bardzo smakował. Po skończonym posiłku odniosłam talerze do kuchni i chciałam wrócić do reszty, ale ktoś pociągnął mnie z powrotem do pomieszczenia, w którym przed chwilą byłam. A któż to chcecie spytać? A no… W tym momencie odwrócił mnie twarzą do jego twarzy i… tak… To Hongbin. Ujął moją twarz w dłonie i powoli zbliżał się do mnie. Ta chwila ciągła się w nieskończoność! Miałam wrażenie, że trwało to godzinami, ale to pewnie przez uczucia, które to niego czułam. Był coraz bliżej mnie… Nasze usta w końcu się spotkały w namiętnym pocałunku. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie gdyby nie… Gdyby nie N, któremu się zachciało pić! No nie! Czemu ty musiałeś wszystko zepsuć??
- Em… Chyba nieodpowiedni moment sobie wybrałem. - powiedział ze śmiechem.
No nie! Bardzo śmieszne! Też mu kiedyś przeszkodzę w całowaniu się!
- A no tak wyszło hyung. Alice może pójdźmy do pokoju? Chciałem ci coś pokazać.
Posłusznie skierowałam się w wyznaczone miejsce. Pokoik nie był duży. Służył chłopakom tylko do spania, bo prócz posłań nic tu się nie mieściło. Hongbin zamknął za nami drzwi.
- Zamknij oczy. - powiedział.
Wykonałam wydane mi polecenie. Słyszałam, że czegoś szuka. Po chwili poczułam coś zimnego i cienkiego na mojej szyi. Mały przedmiot spoczął w zagłębieniu mojej szyi.
- A teraz otwórz oczy.
Jak wcześniej posłuchałam mojego oppy. Na mojej szyi spoczywało małe, srebrne serduszko na łańcuszku o tym samym kolorze.
- Hongbin… To jest piękne. Dziękuję.
- Spójrz na tył zawieszki.
Spojrzałam i zauważyłam tam grawer. „Saranghae Alice”.
- Ja ciebie też kocham, oppa.
Uniosłam się na palcach i pocałowałam do w policzek. Chłopak przytulił mnie do siebie i zaczął całować. Nie oponowałam, gdyż uwielbiałam to uczucie przechodzącego między nami prądu. Tym razem całowaliśmy się bardzo długo i nikt nam nie przeszkodził.



*w tym samym czasie (narracja Emi)*

- N hyung, a ty co taki cały w skowronkach? - spytał Ravi.
- Nasi Hongbin i Alice się całowali w kuchni i ich na tym nakryłem.
- No wiesz ty, co?! - wykrzyknęłam. - W takich sprawach się nie przeszkadza! Zobaczysz, jeszcze ci kiedyś coś za to zrobią.
- Uuu… Bój się hyung, bo Alice ci dupe skopie! - wykrzyknął Hyuk.
Wszyscy zaczęli się śmiać. Wiadome było, że nasza mała dziewczynka by tego nie zrobiła.



Minęło już około 15 minut odkąd Alice i Hongbin zamknęli się w pokoju. Poszłam sprawdzić, czy wszystko w porządku. Lekko uchyliłam drzwi i zastałam ich całujących się. Postanowiłam nie przeszkadzać i wróciłam z powrotem do salonu.
- I jak? Co u nich słychać?
- To, co wcześniej w kuchni. Tylko tym razem nikt z nas im nie przeszkodzi.
Zgromadzeni popatrzyli się po sobie i wrócili do gry w jakąś planszówkę.




 Nie orientowałam się ile czasu tak staliśmy, ale pełną świadomość odzyskałam dopiero po oddaleniu się ust Hongbina. Objął mnie w talii i przycisnął swoje czoło do mojego. Uśmiechał się. Kochałam ten jego uśmiech, był taki zaraźliwy.
- Powinniśmy iść do pozostałych, bo zaraz będą wymyślali historie z kosmosu.
- Ymm…
Poszliśmy do salonu gdzie od razy zaatakowali nas pytaniami.
- Oooo! Nasze gołąbki w końcu do nas wyszły! - wykrzyczał N.
- I jak było Alice? Hongbin był delikatny? - spytał rozbawiony Ravi.
Było tego dużo więcej, ale nie wyłapałam zbyt wiele z tego, co mówili bądź pytali.






Zapraszam na ask! https://ask.fm/Emioppa


12.02.2015

O co tu w ogóle chodzi? Czyli Ravi x Ewe!



- No nie! Nie ma wifi!
Ty i twój brat Łukasz pokładaliście się ze śmiechu, bo internet był… Tylko nie na komputerze Roberta. Kiedy ten się dowiedział, że sieć jest, ale jest z niej wykluczony zabrał ruter i podłączył do swojego urządzenia. No i net muli. To było coś, czego po prostu nie znosiłaś! Ale tym razem jakoś wyjątkowo nie narzekałaś. Włączyłaś czat grupowy zwący się „Dzikie kartony” (pozdrawiamy bardzo serdecznie XD)  i zaczęłaś pisać ze swoimi „siostrami”. Nagle w domu dało się słyszeć pukanie do drzwi. Najstarszy z rodzeństwa poszedł je otworzyć i zamarł. Przed nim stał wysoki, czerwono włosy mężczyzna.
- 안녕! 내 이름은 라비 야 (Cześć! Nazywam się Ravi)
- Ewe! Jakiś chińczyk stoi przed drzwiami i chyba pyta o drogę!
Że co? Kto? Szybko wstałaś ze swojego wygodnego łóżka i pobiegłaś do wyjścia. Na widok Ravi’ego, twojego biasa i rapera VIXX’ów mało nie zemdlałaś. Miałaś ochotę, żeby wrzeszczeć „Ej ludzie! Ravi u mnie w domu! Ravi oppa kocham cię!” ale się powstrzymałaś. Podeszłaś spokojnie do brata i uderzyłaś go w głowę.
- To nie jest chińczyk, idioto. Idź mi stąd.  - powiedziałaś nie pokazując przy tym żadnych emocji.
Łukasz aż zamarł. Jego młodsza siostra go uderzyła? I jeszcze odpowiada mu bez żadnych emocji?? Coś chyba jest tu nie tak. Postanowił się wycofać, bo pod wzrokiem owego przybysza czuł się nieswojo. Pomyślałaś, że przydałyby się jakoś odezwać do oppy.


UMÓWMY SIĘ, ŻE OD TEGO MOMENTU WSZYSTKIE DIALOGI SĄ PROWADZONE W JĘZYKU KOREAŃSKIM!


- Ravi oppa, co ty tu robisz?
- Więc… To trochę długa i pokręcona historia i w ogóle. Ale tak w skrócie, to sam nie wiem skąd ja się tu wziąłem.
No to super… Nie wie jak się tu dostał! I co ty masz niby zrobić? Twoje rozmyślania przerwało burczenie w brzuchu mężczyzny. O Boże! Co ty teraz zrobisz? Przecież ty gotować nie umiesz! Ale moment! Mamusia zostawiła schabowe, które zrobiła na obiad! I nawet zrobiła więcej niż zawsze. Dzięki ci mamo!
- Może… Wejdziesz do środka. Słyszę, że głodny jesteś.
Ravi speszony spuścił wzrok, ale wymamrotał „Kamsa”. Wpuściłaś go do domu i zaprowadziłaś do kuchni. Sprawdziłaś szybko, z czym możesz podać mu przygotowane mięso i znalazłaś ryż, który twoja rodzicielka ugotowała ci „tak na wypadek’’.  Zawsze jadłaś ryż, kiedy tylko popadło, a że nie umiałaś go ugotować, to mamusia zawsze ci robiła go z rana. Szybko odgrzałaś mięso i białe zborze. Szukałaś jeszcze jakiś ogórków. Znalazłaś! Cały słoik kiszonych ogórków! Przełożyłaś wszystko na talerz i podałaś raperowi. Usiadłaś koło niego i przyglądałaś mu się. Był bardzo przystojny. Jego rysy twarzy tak cię ciekawiły, że nawet nie zauważyłaś, że Ravi się na ciebie patrzy. Nagle jego głos wyrwał cię z rozmyślań. Myślałaś, że musiał się szybko zorientować, że mu się przyglądasz, ale po chwili zauważyłaś pusty talerz przed swoim gościem.
- Dziękuję za posiłek. Był naprawdę dobry.
- Nie ma, za co. - uśmiechnęłaś się.
- A jeszcze się nie spytałem, jak masz na imię?
- A no faktycznie… Mam na imię Ewelina, ale znajomi mówią ma mnie Ewe albo Evelyn.
- Ewe… Ładnie! Mogę używać tej krótszej formy? Ta dłuższa jest trudna…
- Nie ma problemu!
Nagle zapaliła ci się lampka w głowie. Skoro on nie wie, jak tu się dostał i w ogóle, to może lepiej niech zadzwoni do menadżera albo lidera! W końcu mogą się martwić.
- Oppa, pamiętasz numer do lidera albo kogoś z wytwórni?
- Tak, a co?
- Nie powinieneś przypadkiem do nich zadzwonić? Mogą się o ciebie martwić.
- Może i masz rację. Taka mała a taka mądra. - posłał ci zadziorny uśmieszek.
- Wcale nie taka mała! Mam 160 centymetrów wzrostu!
- Dla mnie jesteś mała. - powiedział uśmiechając się bardzo szeroko. - W porównaniu do mnie to jesteś niska. Ja mam 183 centymetry.
Miałaś już coś powiedzieć, ale w tym momencie do kuchni weszła mamcia. Lepszego momentu nie mogła sobie wybrać.


A TERAZ TROCHĘ POLSKICH DIALOGÓW


- Ewelinko, kochanie, co tu robi ten mężczyzna?
W tym momencie Ravi wstał i ukłonił się (jak to mają w zwyczaju Koreańczycy).
- 안녕하세요! (Dzień dobry)
Twoja rodzicielka zrobiła wielkie pytające oczy i spojrzała się na ciebie.
- Spokojnie, on tylko powiedział „Dzień dobry” i oddał ci tym ukłonem szacunek. Tak się robi w Korei.
- Ja tam tego nie rozumiem. Jak chcecie, to idźcie do twojego pokoju. Zaraz przyniosę wam jakieś ciastka i owoce.
Co? Mamcik pozwala mi iść do pokoju z mężczyzną, którego nie zna? Dziwne… No nic!


I WRACAMY DO KOREAŃSKIEGO


- Chodź Ravi. Pójdziemy do mojego pokoju. Stamtąd zadzwonisz, do kogo trzeba.
On tylko kiwnął głową i poszedł za tobą. Weszliście do twojego pokoju i podałaś twój telefon gościowi. Wystukał numer i zadzwonił. Tak jak myślałaś zadzwonił do N’a. Ze słuchawki dało się słyszeć krzyki chłopaków. Były one tak głośne, że nie raz raper musiał trzymać urządzenie z dala od uszu. Po skończonej rozmowie oddał ci telefon i usiadł na łóżku. Był mega zdołowany.
- Co się stało?
- Nic, po prostu nikt nie wie jak się tu znalazłem ani nic. Chłopaki przyjadą po mnie jutro… W sensie, jutro łapią pierwszy lepszy samolot do Polski.
- To chyba dobrze? Prawda?
- Nie do końca. Menadżer miał dzisiaj dość ostrą kłótnię z dyrektorami studia i później moi przyjaciele oberwali.
- Niby, za co? Nic nie zrobili! I ty z resztą też nie. Ale to trochę dziwne, że nagle znalazłeś się aż tak daleko od domu…
- Może… może lepiej już zostawmy ten temat w spokoju.
Kiwnęłaś tylko głową. W tym momencie twoja mama zapukała do drzwi i weszła do środka. Nic nie mówiła, tylko zostawiła wam przekąski.

*kilka godzin później*
Była już godzina 23. Przez te kilka godzin rozmawiałaś trochę z Ravim. Nie było jakiegoś konkretnego tematu rozmowy… Po prostu to, co wam wpadło na myśl, o tym rozmawialiście. Zaproponowałaś Raviemu kąpiel. Zaprowadziłaś go do łazienki i dałaś mu rzeczy typu ręcznik i żele do mycia. Wyszłaś stamtąd, aby przygotować mu miejsce do spania. Postanowiłaś ulokować gościa w swoim pokoju, a ty na tę noc miałaś się przenieść na kanapę do salonu. Podczas przygotowywania posłania do pokoju wszedł Ravi. Był ubrany w twoją koszulkę (była ona dużo za duża na ciebie, ale na nim leżała idealnie) i spodenki brata.
- Dzisiaj będziesz spać tu. Dobranoc.
Kierowałaś się w stronę wyjścia, ale on złapał cię za rękę i przyciągnął do siebie. Znajdowaliście się dość blisko siebie.
- Czy… mogłabyś…
Nie mógł się wysłowić, albo był za bardzo zdenerwowany.
- Co? Powiedz.
- Czy mogłabyś… zostać ze mną na noc?
Zrobiłaś wielkie oczy. Nigdy coś takiego ci się nie zdarzyło. I jak ty masz postąpić? Co zrobić? Myślałaś nad tym bardzo długo.
- Proszę. - nalegał.
No i co ty biedna masz począć? Zostać, czy nie?
- Dobrze… Zostanę. Ale śpię na podłodze.
Tym razem to twój gość był bardzo zdziwiony.
- Jeżeli już ktoś ma spać na podłodze, to ja!
- Nie. Odstąpiłam ci łóżko. Będziesz spać na łóżku i nie ma gadania!
Cisza… Coś, czego nie lubiłaś. Staliście tak przez dłuższy czas. Nagle Ravi przyciągnął cię bliżej. Tym razem wasze ciała się stykały.
- Proszę, śpij tej nocy ze mną.
Kurczę! I co teraz? I co teraz? Chyba nie masz wyjścia…
- Dobrze.
Na to jedno słowo raper rozweselił się u dał ci całusa w czoło.
- Tylko pójdę się umyć - dodałaś.
- Arasso. - powiedział z uśmiechem.
Wyjęłaś z szafy ciuchy na przebranie i udałaś się do łazienki. Po jakiś 10 minutach wyszłaś już umyta. Skierowałaś się do pokoju, w którym miałaś spać dzisiaj z Ravim. Czy to, aby nie jest sen? Nie chciałaś o tym myśleć. Weszłaś do pomieszczenia i zastałaś gościa siedzącego na brzegu łóżka w zupełnych ciemnościach. Usiadłaś obok niego. Mężczyzna objął cię ramieniem i pociągnął na łóżko. Położył się twarzą do ciebie i nakrył was kołdrą. Sen przyszedł szybko. Rano obudziłaś się w tej samej pozycji i ujrzałaś śpiącego jeszcze chłopaka. Wyglądał nawet uroczo. Delikatnie pogłaskałaś jego policzek. Ospale otworzył oczy i uśmiechnął się do ciebie. Chyba polubiłaś już ten uśmiech.
- Dzień dobry oppa. Jak się spało?
- Dzień dobry Ewe. Bardzo dobrze, bo ty byłaś ze mną.
Em… tak. To jest dziwne. Wstaliście i udaliście się do kuchni, gdzie czekało na was śniadanie. Zjedliście je z apetytem i udaliście się każdy do innego pomieszczenia w celu przebrania odzieży. Do obiadu (czyli do około 15) rozmawialiście i śmialiście się z różnych rzeczy. Wtem usłyszałaś, że ktoś puka do drzwi. Otworzyłaś je i zobaczyłaś pozostałych członków VIXX.
- Dzień dobry, ty pewnie jesteś Ewe? - powiedział N.
- Dzień dobry. Tak, to ja. Mam waszą zgubę.
Po tym zdaniu z pokoju wyszedł Ravi. Musiałaś usunąć się z drogi, bo VIXX mało by się nie staranowali. Rzucili się raperowi na szyję i krzyczeli, żeby znowu tego nie zrobił. Zabawne… Po chwili odezwał się N.
- Pakuj manatki, jedziemy na lotnisko i wracamy do Seulu.
Twarz twoja i Raviego spochmurniała. No niestety, ten moment kiedyś musiał nastąpić. Chłopaki wyszli przed dom gdzie czekało zaparkowane auto. Twój gość z opuszczoną głową powoli wychodził z domu. Zupełnie jakby nie chciał wracać do domu. Wyszłaś razem z nim. Pożegnaliście się dość czule. W prezencie pożegnalnym podarował ci całusa w policzek i wcisnął jakąś karteczkę do ręki.
- Odczytaj ją dopiero jak odjadę, dobrze?
- Dobrze.
- Ravi ruszaj się, bo spóźnimy się na samolot!
Eh… To pożegnanie było najgorszym w twoim życiu. Patrzyłaś jak oppa wsiadał do samochodu i odjeżdża. Pojazd zniknął z pola twojego widzenia. Spojrzałaś na kartkę, którą dał ci chłopak.

„Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy.
Że to spotkanie nie będzie naszym ostatnim.
Ps. Wyglądasz bardzo słodko, kiedy śpisz”



Na dole napisał jeszcze swój numer telefonu. „Też mam taką nadzieję” dodałaś w duchu.






Tu Miśka!
Mam nadzieję, że choć trochę ten ficzek przypadł ci do gustu. Jest to jedyny ficzek, który napisałam w pół dnia. Dosłownie... I... Wiem, że te dopiski kiedy jaki język używasz przeszkadzają w czytaniu, ale już trudno. Jest jak jest i mam nadzieję, że się spodobało ;)





Zapraszam na ask! https://ask.fm/Emioppa