Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chanyeol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chanyeol. Pokaż wszystkie posty

26.04.2015

'Niechciane' Part Two

I jest! Po trzech miesiącach jest! Nowy rozdział 'Niechciane'! Cieszmy się i radujmy! :D Do zobaczenia za kolejne trzy miesiące! Wasza Kochana-Jieun.





Popchnęłam drzwi i wyszłam na rześkie powietrze. Właśnie skończyły się lekcje w mojej nowej szkole. Tak, wujek zapisał mnie do innego liceum. W sumie się cieszyłam. Dzisiaj nie było tak źle. Poznałam mnóstwo ludzi robiących wrażenie miłych. Z plecakiem niedbale zarzuconym na plecach ruszyłam w stronę głównej bramy. Tam miało czekać na mnie auto wujka. Oczywiście, to nie Youngmin osobiście po mnie przyjechał, tylko jego szofer. Zza bramy zauważyłam czarny, ociekający bogactwem i arystokracją, samochód. Tak, sto procent, że to auto wujka. Przystanęłam obok niego, gdy nagle otworzyło się okno. Zobaczyłam męską twarz, na oko czterdziestoletnią, pokrytą lekkimi zmarszczkami. Ciemne włosy były częściowo przysłonięte śmieszną czapeczką z gatunku tych co noszą zwykli szoferzy.
- Panna Kim Chae Rin? - do moich uszu doszedł niski, szorstki głos
- Tak. - wymamrotałam
- Proszę wsiąść.
Ulokowana na skórzanym siedzeniu usłyszałam głos kierowcy.
- Jestem Choi Jin Young.- przedstawił się włączając silnik - Zawiozę Cię do wytwórni.
Zaskoczona, momentalnie wyprostowałam się.
- Ale jak to do wytwórni? Umawiałam się z wujem, że wrócę bezpośrednio do domu.
- Plany się zmieniły. - odrzekł lekko oschle
Aha, czyli ten dzień jeszcze się nie skończył. Miałam przed sobą szwędanie po niezliczonych korytarzach budynku SM Entertainment i spotkanie z Youngminem. Nie to, że nie lubię wuja, ale po dzisiejszym dniu marzyłam o swoim łóżku oraz świętym spokoju.
Mężczyzna ruszył autem wtapiając się w zwykły, uliczny ruch. Więcej się już nie odzywał. Ja też nic nie mówiłam, więc jechaliśmy w całkowitej ciszy.
Wyglądając przez okno podziwiałam seulskie krajobrazy. W sumie nie miałam czym się zachwycać. Nowoczesne wieżowce, galerie handlowe, malownicze parki, ogromne budynki, przytulne kawiarenki oraz tłum śpieszących się ciągle ludzi. Wszędzie w Seulu było tak samo.
Westchnęłam i odwróciłam głowę od tego widoku. Przez kolejne dziesięć minut jeździliśmy uliczkami aż wreszcie dojechaliśmy pod siedzibę SM.
- Już jesteśmy. - obwiesił pan Jinyoung przerywając ciszę, która mi lekko ciążyła
W odpowiedź kiwnęłam głową i wysiadłam.
Inaczej wyobrażałam budynek, najbardziej znanej i najbogatszej w Korei wytwórni. Była to dość sporych rozmiarów budowla pomalowana beżowo-szarą farbą. Nad wejściem widniał duży, posrebrzany napis: SMtown. Widok przez okna, który umiejscowiono co równą odległość, zasłaniały śnieżnobiałe firanki.
Stojąc tak na podjeździe i gapiąc się na wytwórnie, słyszałam jak odjeżdża bajeranckie auto, które kierował Jinyoung. Zostałam sama, westchnęłam w myślach. Chętnie bym uciekła spod firmy, ale czeka na mnie wujek. Jeszcze raz wydałam z siebie westchnięcie, tym razem na głos, po czym dumnie wkroczyłam na przestronny hol wyłożony śliskimi, błyszczącymi płytkami.
Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to ogromny blat, a koło niego mieściły się olbrzymie schody prowadzące do głębi wytwórni. Po lewej stronie znajdowało się wejście do sklepu. Tak, sklepu. W środku wytwórni. Czego oni nie zrobią dla pieniędzy. Szybko rzuciłam okiem na wnętrze sklepu. Białe ściany, tego samego koloru półki oraz stoliki, a na nich czapki, ubrania, gadżety i inne duperele związane z zespołami lub solistami, którzy tutaj trenowali i osiągnęli swój wymarzony debiut. Natomiast po prawej stronie stały szerokie, obite czarną skórą kanapy, a koło nich przykucały maciupcie stoliczki. Na ścianach wisiały dziwne obrazy przedstawiające równie specyficzne kreski, spirale, trójkąty, kwadraty i temu podobne.
Podeszłam niepewnie do blatu. Kobieta, która chyba do tej pory siedziała, bo jej nie widziałam, natychmiastowo wstała uśmiechając się z wymuszeniem.
- Witam, siostrzenica pana Youngmina? - spytała lekko zmęczonym głosem
- Tak, to ja.
Byłam zaskoczona, że recepcjonistka od razu poznała, że jestem rodziną Youngmina.
- Pan dyrektor czeka na panią w gabinecie numer 104.
- Dziękuję. - podziękowałam nieśmiało - A w którą stronę mam iść?
- Najpierw schodami, a na prawo będzie winda. Wciśnij 3 piętro i gdzieś tak w środku korytarza będzie gabinet. - wytłumaczyła
Podziękowałam jeszcze raz, a następnie ruszyłam. W myślach ciągle powtarzałam instrukcję, która podała mi recepcjonistka. Schody, prawo, winda, trzecie piętro, środek. Przejście przez schody było łatwizną. W sumie odnalezienie windy i wciśnięcie guzika z numerem trzy też nie było takie trudne. Wyszłam na korytarz. 100, 101, 102, 103... Odliczałam w myślach rzucając okiem na numerki przyklejone do drzwi, które mijałam. 104! Odetchnęłam z ulgą. Jednak trafiłam.
Podeszłam do drzwi i nieśmiało zapukałam. Zza nich usłyszałam krótkie 'Proszę!', a następnie weszłam niepewnie uchylając drzwi.
Pokój był dość dużych rozmiarów. Podłogę wyłożono jasno brązowymi panelami. Ściany zostały do połowy wyłożone białą lamperią, a drugą część pomalowano na surowy, stalowy kolor. Na na przeciwnej ścianie mieściło się jedno podłużne okno, które częściowo zasłoniła rzymska roleta koloru takiego samego jak boazeria. Po prawej stronie stały szare, nowoczesne szafki, które zajmowały co najmniej połowę długości ściany. A za nimi dostrzegłam kwadratowe akwarium stojące na specjalnym blacie, w którym pływały małe, kolorowe rybki. Urocze. Natomiast po lewej znajdowała się ogromna obita białą skórą kanapa, a za nią, w rogu pomieszczenia, ujrzałam mini barek z alkoholem. Wujek siedział za czarnym, mahoniowym biurkiem, które umiejscowiono na środku pokoju. Mężczyzna sam coś pisał w laptopie i nawet nie podniósł wzroku, gdy weszłam.
- Um, cześć? - przywitałam się
Youngmin wreszcie na mnie spojrzał. Uśmiechnął się łagodnie.
- Cześć, Chaerin. Usiądź. - wskazał na fotel stojący przed jego biurkiem; posłusznie spełniłam jego rozkaz - No opowiadaj, jak pierwszy dzień w szkole?
Wygodnie usadowiłam się na siedzeniu. Wzruszyłam ramionami, bo w sumie nie miałam co opowiadać.
- Całkiem fajnie. Poznałam mnóstwo ludzi. - odpowiedziałam lakonicznie
Wuj zamknął laptopa, po czym oparł się o fotel, w którym sam siedział.
- Cieszę się. A jak podoba Ci się wytwórnia? Z początku może Cię trochę przerażać, ale z czasem się przyzwyczaisz.
- Jest super. Naprawdę. Jedno mnie zastanawia... Jakim cudem Jinyoung i ta recepcjonistka mnie poznali? Przecież nigdy mnie nie widzieli.
No co wujek wyjaśnił:
- Jesteś siostrzenicą samego dyrektora największej wytwórni muzycznej w Korei Południowej. Chciałem, aby Cię traktowano z szacunkiem to po prostu pokazałem im i wszystkim innym pracownikom twoje zdjęcie.
'Samego dyrektora największej wytwórni muzycznej w Korei Południowej' Co? Czy on to naprawdę powiedział? Brzmiało to tak bufoniaście i nadęcie. Nie lubiłam aroganckich osób, ale nie dziwię się Youngminowi. Być CEO takiej wytwórni? To po prostu był zaszczyt, że jestem jego siostrzenicą. Ale z tym szacunkiem mógł sobie darować. Każdy jest sobie równy. Nawet taki 'dyrektor największej wytwórni muzycznej w Korei Południowej' powinien okazać chociaż trochę uznania do, no nie wiem, sprzątaczki? Po prostu pieniądze pomieszały mu w głowie.
- No i będziesz tutaj częściej wstępować.
Podniosłam z fotela jak opatrzona.
- Dlaczego?!
Mężczyzna zmierzył mnie poważnym wzrokiem. Zażenowana, że tak gwałtownie zareagowałam, znów opadłam na siedzenie.
- Będziesz mi pomagać. Ciężkie jest życie dyrektora...
'... największej wytwórni muzycznej w Korei Południowej' dokończyłam w myślach. Nawet nie musiałam go się słuchać. Wiedziałam, że znów będzie recytować ten tandetny tekst.
- Oprowadzić Cię po wytwórni? - zaproponował - Akurat mam wolnych parę chwil.
- A mogę najpierw pójść do łazienki? - zapytałam szybko
Jeśli jest tu jakaś, dodałam w myślach.
Kiwnął głową.
- Na końcu tego korytarza. Mam nadzieję, że poznasz, które to drzwi. - wyjaśnił, po czym ja wstałam i udałam się na korytarz
Pusto. Serio nikt akurat tędy nie przechodził. Coraz bardziej myślałam, że ta cholerna wytwórnia jest opuszczona. Nawet kiedy szłam na pogawędkę z Youngminem nikt mnie nie wymijał.
Ruszyłam w prawą stronę, na koniec korytarza. Z ulgą weszłam przez drewniane drzwi, na których pisało: Toaleta. Prościzna. Byłam dumna z siebie, że odnalazłam łazienkę. Podeszłam do umywalki i otworzyłam kran z zamiarem odświeżenia się.
- Co ty tu robisz? - nagle usłyszałam za moimi plecami - To męska toaleta.
Odwróciłam się zaskoczona. Ujrzałam wysokiego chłopaka, który patrzył się na mnie jak na wariatkę. Miał na głowie przechodzące przez pierdyliard odcieni szarości włosy, przez co nie mogłam zidentyfikować ich koloru. Ciemne oczy świdrowały mnie na wylot. Owalna twarz, kształtne usta, prosty nos... Idealny, westchnęłam z rozmarzeniem w myślach. Ubrany był w bluzkę z krótkim rękawem i czarne dżinsy. Zauważyłam na jego twarzy pojedyncze kropelki potu. Czymś się ewidentnie zmęczył, a co za tym idzie, zapewne ciężkim treningiem. A trening to... trainee? Za Chiny nie był pracownikiem. Tak, na pewno trainee.
- A-Ale pisało, że to jest damska toaleta... - wydukałam
Nagle uświadomiłam sobie, że na drzwiach pisało tylko 'Toaleta', a pod nim był obrazek, ale nie zwróciłam na niego uwagi. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że to był obrazek mężczyzny. Gratuluje Chaerin! Weszłaś do męskiego kibla, nawet nie patrząc się na cholerny rysunek!
Chłopak uśmiechnął się z zakłopotaniem.
- Pierwszy raz w SM?
W odpowiedzi zażenowana kiwnęłam głową.
- Nie martw się, każdemu może się zdarzyć. - pocieszył mnie, po czym dodał: Trainee?
Dalej się jąkając, odpowiedziałam:
- Nie, przyszłam do wujka. A ty trenujesz ?
- Już zadebiutowaliśmy. Zaraz, nie kojarzysz mnie? Nie kojarzysz sławnego EXO?
- A mam kojarzyć? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
Co oni mają z tą sławnością? Myślałam, że tylko wujek tak się przechwala, ale no cóż... Zaczęło mnie to denerwować. Znów kolejna osoba, która będzie traktować innych z góry, bo jest w jakimś tam EXO. Po za tym nigdy nie słyszałam o takowym zespole. Powoli odzyskiwałam rezon, a z jąkającej się dziewczynki zamieniałam się w arogancką... dziewczynkę. Dalej mi wstyd było, że pomyliłam męski kibel z damskim.
- Jak masz na imię? - spytał nagle ignorując moje wcześniejsze pytanie
Nawet nie zdążyłam odpowiedzieć, gdy do pomieszczenia wszedł kolejny chłopak krzyczący:
- Chanyeol! Szybciej się załatwiaj! Trening czeka!
Wreszcie mnie zauważył, a z wrażenia stanął w drzwiach.
- Transwestyta?
Tak, te pytanie było skierowane do mnie. Czułam jak policzki palą się ze wstydu. Wujku, zabiję Cię!

13.02.2015

Niezapomniane...

   Opowiadanko ze mną i Ren'em i z Eve i jej Chanyeol'em XDD 
NaRe i ChanLyn jest true jak widzicie XD 



.
.
.

   Siedziałam jak zwykle sama na ławce przed szkołą. Wszystkie moje koleżanki pewnie nadal sterczą pod bramą, bo ich kochany oppa przyjechał. Mnie to nie interesowało, on mnie nie obchodził. Szczerze, nawet nie wiem kto to miał być. Nie ciągnęło mnie do tej koreańskiej muzyki…
   Może się przedstawię? Nazywam się Agnes Asher, jestem polką. Musiałam się przeprowadzić do Korei, bo komuś zachciało się zmienić otoczenie i pracę nie pytając mnie o zdanie. Na początku byłam wrogo nastawiona do wszystkich, ale dwie dziewczyny w tym kraju przykuły moją uwagę, więc dla nich staram się być miła. Niektórzy mówią sobie „bez kija nie podchodź”… No tak, lepiej nie podchodzić, bo potrafię się bić, mimo iż nie wyglądam.
- Aga! – zawołała Ewe – Chodź, zaraz lekcje mamy.
- Już idę! – odkrzyknęłam.
  Miała być teraz lekcja historii, czyli nudy. Siedziałam sama, bo Evelyn zawsze wolała być przy oknie, więc była razem z Kim Song Jin, moją drugą koleżanką. Ja byłam typem samotnika, jednak one bardzo mi pomogły. Oparłam się o ścianę i wsłuchiwałam się w głos starszej kobiety.
- No moi drodzy, macie szczęście, bo do waszej klasy, do 1-4 dojdzie jeden z NU’EST… Wejdź mój drogi – w klasie rozległ się pisk, myślałam, że uszy mi odpadną.
- Annyeong haseyo. Jestem Ren, miło mi was poznać. – powiedział blondyn.
- Agnes Asher! Usiądź prosto! – zwróciła się do mnie nauczycielka – Ren, niestety wolne miejsce jest tylko koło Agnes… Proszę usiądź z nią… A ty Agnes nie zabij nowego kolegi.
   Prychnęłam tylko, pozycję niestety zmieniłam, bo nie chciałam się na niego patrzyć. Po lekcji do mojej ławki przyleciała cała klasa wraz z paroma starszymi osobami. Wyszłam stamtąd, nienawidzę takich zbiorowisk. Na dachu spotkałam Ewe i Song Jin, one też nie lubią takich tłumów.
- Aga, zazdroo~ - powiedziała Jinnie uroczo przeciągając ostatnią literkę.
- Nie ma czego zazdrościć, wolę sama siedzieć, teraz on będzie mi przeszkadzać. – powiedziałam spokojnie siadając na naszą wspólną ławeczkę.
- Jest! Siedzisz z gwiazdą!
- Oj, tam przesadzasz. Ile on ma z nami chodzić do klasy?
- To nie jest jeszcze wiadome. Ewe! Wiesz, że EXO też organizuje takie coś?
- Coooooooooooo?! – Krzyknęła Evelyn.
- No, któryś z EXO też ma chodzić do szkoły. Niech to będzie Sehun!
- Nie znasz się, to ma być Channie i tyle.
- Idźcie się kłócić gdzie indziej, bo uszy więdną od tych waszych kłótni. – posłusznie wstały i poszły na drugi koniec dachu… No bardzo daleko.
   Zadzwonił dzwonek na kolejną lekcję, a pech chciał, że znowu musiałam siedzieć z Ren’em. Ehh… Mieliśmy dzisiaj siedem lekcji na których dzieliłam z nim ławkę. Po skończonych zajęciach poszłam na autobus.
- O! Agnes też jeździsz autobusem? – aż mi brew drgnęła.
- Możesz za mną w kółko nie łazić? Ja nie jestem jakąś twoją napaloną fanką, więc się ode mnie odczep i radzę zrób to teraz puki jestem miła.
- To ty jesteś miła?
- Odpi**dol się wreszcie ode mnie! – krzyknęłam po polsku, aż parę osób się na mnie spojrzało. Postanowiłam pójść na piechotę, co z tego, że mam daleko. Nie zamierzam jechać z nim.
- Aga gdzie idziesz?! Przecież zaraz mamy autobus! – krzyczał za mną Ren.
   Szłam dosyć powolnym krokiem, dopiero tydzień tutaj mieszkam, więc okolicy za bardzo nie znałam. Myślałam, że jestem już blisko i akurat wtedy skręciłam w złą uliczkę.
- No, no, no. Co tutaj panienka robi, tak sama? Na naszym terenie? – zapytał jakiś dobrze zbudowany gościu, który zablokował mi dalszą drogę.
- Nie wasz interes – miało to brzmieć tak normalnie, zdecydowanie jak zwykle, jednak dało się w tym usłyszeć strach.
   Wtedy nawet nie mogłam się ruszyć, nie znane mi dotąd uczucie sparaliżowało mnie. Ci faceci zaczęli się do mnie dobierać, a ja nawet nie miałam siły by krzyknąć. Jednak ktoś usłyszał, że coś się tu dzieję i przyszedł mnie uratować. Przywalił z pięści postawnym mężczyzną i wziął mnie na ręce. Wszystko co znajdowało się przede mną było rozmazane, ale dostrzegłam blond grzywkę, która nie należała do mnie.

~~***~~

   Obudziłam się w nie swoim domu, obok mnie spał na siedząco, na fotelu Ren. Głowa mnie bolała, ciekawiło mnie jak ja się tam znalazłam, ale pamiętałam tylko urywki z wczoraj. W tym momencie blondyn się obudził…
- O, Agnes nic ci nie jest? Nic cię nie boli? – zapytał troskliwie.
- Um, gdzie ja jestem? Czemu ja tu jestem? Dlaczego ty tu jesteś?
- Jesteś w naszym dormie – takim właśnie sposobem mnie zamurował.

~~***~~

- Ash! Ash! Nie uwierzysz! – darła się mi prawię do ucha Ewe.
- Co ci się przytrafiło tym razem?
- Do naszej klasy dojdzie Chanyeol, kyaaaaaaaaaaaaa~~!!! – kupi mi ktoś aparat słuchowy na zapas, bo przy niej to ja na 100% ogłuchnę.
- No i?
- No i to, że ja go kocham… Jinnie mam prośbę… - zwróciła się do Koreanki – Możesz się przesiąść? Jebal~~ - ta pokiwa tylko potwierdzająco głową. – A Aga, słyszałam, że wczoraj szłaś taki kawał na piechotę, dotarłaś do domu?
- Nie swojego… - obie zrobiły zdziwioną minę.
- No… Jakoś tak wyszło, że dwóch facetów się do mnie dobierało, no i ja nie mogłam nic zrobić, potem to chyba straciłam przytomność, a rano obudziłam się w dormie NU’EST…
- Uhuhu, romanse nam się tu szykują – powiedziała Ewe, na co ja delikatnie się zarumieniłam.
- O, tu jesteście, szukaliśmy was. – na dach wszedł Ren z… Z zapewne Chanyeol’em, bo usłyszałam cichy pisk obok siebie.
- Czego chcesz? – warknęłam, a Evelyn zabrała Yeola na drugi koniec dachu, by z nim pogadać, no kto tutaj romanse zaczyna.
- Ten no wiesz… W tym tygodniu ty i ja jesteśmy dyżurnymi…
- Cooo?! Ale jak to? – przerwałam mu w połowie zdania.
- No, razem musimy zostać po lekcjach…

~~***~~

   Niestety musiałam zostać po tych głupich lekcjach z nim. Zdejmowałam właśnie ogłoszenia z tablicy kiedy poczułam, że zostałam objęta, ktoś mnie przytulił, od razu chciałam temu komuś przywalić jednak zostałam powstrzymana. Odwrócił mnie przodem do siebie i przyparł do ściany, szybko wpił się w moje usta. W tym momencie drzwi do klasy się otworzyły, a w nich stała Ewe i Chanyeol.
- Uhuhu, ktoś tu już zaczyna. – gdy usłyszał jej głos odskoczył ode mnie jak oparzony.
- Co chcieliście? – zapytał się, z tego co widziałam był cały czerwony.
- Porwać ci Ash, chodź na chwilkę. – wyszłam z nią przed klasę – Tak zakręciłam Yeola, że zgodził się, i jutro idziemy na randkę… Co powiesz na podwójną randkę, ja i on, a ty z Ren’em.
- Nie ma mowy…
- No, ale już się całowaliście, to już jakiś postęp jest.
- Ja nic do niego nie czuję, on pewnie też.
- Tak, tak, bo pocałunek nic nie znaczy. Ash to był twój pierwszy pocałunek!
- No i co z tego? Pierwszy, drugi, ostatni, co to za różnica?
- Wiesz, pierwszy pocałunek jest taki magiczny, taki, że zapamiętasz go do końca życia.
- Znasz moją pamięć, szybko o tym zapomnę, to nie było nic nadzwyczajnego. Po prostu mnie przytulił, a potem dotknął swoimi wargami moich, no i co w tym ekscytującego?
- No dla większości kobiet to jest ekscytująco, nie chciałabyś więcej?
- Z nim? Z tym gwiazdorkiem, który prawie śpi na pieniądzach, kiedy inni czasem ich nie mają?
- Ech, jak tam sobie chcesz. Ja idę jutro z Channim na randkę, a ty rób co chcesz.
   Poszła po chłopaka i wyszli ze szkoły zostawiając mnie samą z blondynem. W klasie starałam zachowywać się jak gdyby nic się nie stało, ale słowa Ewe po długim czasie do mnie dotarły. Nie potrafiłam zapomnieć o tym pocałunku.  Gdy wszystko było już wyczyszczone wyszłam bez słowa z pomieszczenia, a potem z budynku. Musiałam iść sama, tą ciemną uliczką do domu. Jednak tym razem nikogo nie spotkałam, a czułam się obserwowana, ale gdy odwracałam się do tyłu nikogo nie widziałam, myślałam, że wyobraźnia płata mi figle.
   W domu rzuciłam się od razu na łóżko i cały czas myślałam o tym zdarzeniu. Dręczyło mnie to, że nie posłuchałam Evelyn, w głębi duszy bardzo chciałam iść na randkę z gwiazdą, ale ta moja głupia godność nie pozwoliła mi. Przez całą noc nie mogłam zasnąć, cały czas myślałam o blondynie.
Następnego dnia od rana Ewe była bardzo szczęśliwa, nawet na lekcji ledwie co wysiedziała. Chanyeol’owi posyłała co chwilę swój piękny uśmiech, który on odwzajemniał.
- I czym ty się kobieto jarasz? – zapytałam na przerwie koleżankę.
- Mówiłam ci przecież, ze idę na randkę z Yeolkiem, kyaaaa.
- I co w tym takiego jest, że się tak cieszysz?
- Jak pójdziesz na swoją pierwszą randkę to się dowiesz Ash… Pierwsza randka z gwiazdą, z moim najcudowniejszym, najwspanialszym, najpiękniejszym, najfajniejszym Channem.  
- Może kiedyś na jakąś pójdę, a kiedy to nie wiem.
Zauważyła chłopaka na korytarzu i już jej obok mnie nie było, szybko do niego podbiegłą i rzuciła się na jego szyję. Uśmiechnęłam się na ten widok, a obok mnie, jakby wyrósł z ziemi stanął Ren.
- Hej Agnes.  – odezwał się, dopiero teraz zauważyłam jaki on ma delikatny i przyjemny głos. Co się ze mną dzieję?
- Um, hey…
- O, odpowiedziałaś mi normalnie, co się z tobą stało?
- Nie wiem, sama nie wiem…
- Eh?
- Nie, nic. Nic ważnego.
- Słyszałaś, że Chan i Evelyn idą na randkę?
- Tak, i co w związku z tym?
- M-może t-też p-pójdziemy, j-jeśli nie c-chcesz t-to rozumiem. – zaczął się jąkać, przy tym wyglądał bardzo uroczo, ehhh Ash stop…
- Hm… Nie na randkę, po prostu koleżeńskie wyjście, okay?
- N-naprawdę?!
- Nie, na żarty. No… N-naprawdę.  
- To uzgodnię z nimi i widzimy się po lekcjach.
- Okay…
   Poszłam do łazienki, ponieważ serce mi bardzo szybko biło, to był pierwszy raz kiedy ono się tak zachowywało. Zazwyczaj z chłopakami mogłam normalnie rozmawiać, wszystko było w porządku, ale on był jakiś inny. Przez niego miałam mętlik w głowie. Na reszcie lekcji nic mi nie szło tak jak powinno, tak jak zwykle. Ręce mi się cały czas trzęsły. Długopis co chwilę z dłoni wypadał. Po lekcjach Ewe mnie zgarnęła do swojego domu, który był bliżej niż mój.
- Chodź, wybierzemy ci jakieś ubranie i cię pomaluję – mówiła nadal podekscytowana Eve.  
- Nie musisz się tak starać, powiedziałam mu, że to ma być zwykłe koleżeńskie spotkanie.
- Och, a nam powiedział, że zgodziłaś się na pójście, na randkę…. Hehehe.
- Zabiję gnoja. Ukatrupię, poćwiartuję i coś tam jeszcze.
- Calm down kochana. – uspakajała mnie dziewczyna.
   Zrobiła mi taki zawalisty makijaż, że musiałam sobie zrobić selfie. Ubrana byłam w czarną sukienkę, która była według mnie prześliczna, tak, bardzo lubię czarny kolor. Do tego jakieś szpilki, nie wiedziałam dlaczego nie chciała mi dać trampek. Na szyi powiesiła mi srebrny naszyjnik z serduszkiem. Pożyczyła mi także śliczne szare, wiszące kolczyki.
   Wyszłyśmy z jej miejsca zamieszkania koło godziny siedemnastej i poszłyśmy na umówione miejsce, czyli do parku. Chłopaki od razu nas zobaczyli, oboje trzymali w ręku prześliczne bukiety kwiatów, każdy inny. Gdy podeszłyśmy do nich, one zostały nam wręczone.
- My idziemy do restauracji, a wy jak chcecie… Miłej RANDKI. – powiedziała Evelyn z szczególnym naciskiem na ostatnie słowo
- Dziękuję, ze przyszłaś, bardzo pięknie dziś wyglądasz.
- K-kamsa. – zarumieniłam się na jego słowa.
Poszliśmy nad jezioro, gdzie usiadłam obok Minki’ego na kładce. Objął mnie ramieniem, mimo iż panowała między nami niezręczna atmosfera wtuliłam się w niego. Siedzieliśmy w takiej pozycji dość długo, bo obserwowaliśmy piękny zachód słońca.
- Ash… - odezwał się Ren.
- Tak?
- Mówię ci to jako pierwszej dziewczynie, która mi się spodobała, która zwróciła moją uwagę… Agnes… Saranghae. – po tym wyznaniu wpił się w moje usta. Był to delikatny, a zarazem namiętny pocałunek, który odwzajemniłam.
   Ten pocałunek zapamiętam na bardzo długo, mimo iż był to już drugi, ale dla mnie ten był bardziej tym pierwszym. 

*W tym samym czasie ChanLyn*
*Narracja Evelyn*

  Siedziałam z najwspanialszym chłopakiem w restauracji, byliśmy na mojej pierwszej randce. Długo się mu przyglądałam jak je, ale no ile można? Sama także zabrałam się za konsumowanie. Oboje zamówiliśmy kimchi, które tak bardzo kochałam.
- Ewe, jak zjemy to jest pewne miejsce, które chce ci pokazać. Pójdziemy tam,, dobrze?
- Okay…
  Po kolacji chłopak zaprowadził cię na wzgórze, skąd było widać jak słońce znika za horyzontem. Chanyeol obijał mnie od tyłu, a swój podbródek oparł o moją głowę. Gdy ono znikło, on odwrócił mnie przodem do siebie i skradł mój pierwszy pocałunek, tak jak mówiłam dla Ash, ten pierwszy zawsze pozostanie zapamiętany.
- Kocham cię Eve. – powiedział gdy odsunął się na chwilę ode mnie.


- Ja ciebie bardziej Channie. 


~Narica

10.02.2015

Stranger 1/3

Scenariusz z Chanyeol'em dla Evelyn, taka niespodzianka dla ciebie :* 


.
Evelyn & Park Chanyeol
.
.
.
Stranger

   Leżałaś wtedy na ławce i czekałaś na swoją koleżankę, która spóźniła się na spotkanie dobra godzinę. Było bardzo gorąco i musiałaś czasem zmieniać miejsce by schować się w cieniu. Byłaś spokojną i cierpliwą osoba. Tego dnia zamiast przyjaciółki podszedł do ciebie wysoki mężczyzna. Twarzy nie widziałaś gdyż miał zakrytą maską i okularami przeciw słonecznymi, a na głowie miał czapkę z daszkiem.
- Przepraszam, widziałaś może takiego brązowego pudelka? –zapytał nieznajomy.
- Niestety nie widziałam, a coś się stało? Pomóc ci w szukaniu?
- Nie będzie ci to przeszkadzało? - pokiwałaś przecząco głowa i wstałaś z ławki - kolega poprosił mnie bym wyszedł z jego psem na spacer, i ja go zgubiłem...
- Nie za gorąco ci w taki upał chodzić tak ubrany? A właśnie jak się wabi pies?
- Ten...  Em... Mam uczulenie, tak jest dobrze... Wabi się Myunggu.
- Myunggu ! Myunggu! - zaczęłaś wołać jego imię - hej ! To chyba on! Chodź psinko. 
  Piesek rzucił się na ciebie, a ty przewróciłaś się na trawnik. Pudelek był bardzo słodki i przyjazny, od razu się sobie spodobaliście. Chłopak ukucnął obok was i pogłaskał psa po głowie. Po chwili zdjął okulary, miał bardzo ładne oczy. Patrzyliście się na siebie przez dłuższą chwilę.
- Em… J-ja się p-powinienem już zbierać, b-bo kolega będzie się n-niepokoić. – zaczął się jąkać i przypiął psa do smyczy.
- Odprowadzić cię? – zapytałaś się go.
- C-Chyba na k-kogoś czekasz, nie będę przeszkadzać.
- Czekałam na koleżankę, ale nie przyszła, nawet nie zadzwoniła, nie wiem co się stało.
   Szłaś spokojną uliczką wraz z mężczyzną, nie przeszkadzało ci, ze go nie znasz. Po długiej ciszy znaleźliście wspólny język i można powiedzieć, ze nadawaliście jak zepsute radio. Rozmawialiście na przeróżne tematy, które się chyba nie kończyły.      Niechętnie chcieliście się rozstać by pójść w każdy swoje kierunki, dlatego chłopak zaprosił cię do środka swojego domu. Był bardzo duży, tak jak myślałaś, nie mieszkał sam, bo od razu dało się słyszeć krzyki z innego pomieszczenia. Nieznajomy zdjął wtedy maskę i okulary z twarzy wraz z czapką. Miał bardzo śmieszne odstające uszy, a twarz… Był mega przystojny.
- Um, chodź do salonu, przedstawię cię reszcie – powiedział, matko jaki on uroczy! Poszłaś za nim do wcześniej wypowiedzianego pomieszczenia. Trochę się speszyłaś gdy zauważyłaś jakieś sześć pozostałych osób siedzących na kanapie.
- Ej, Chanyeol! Miało być bez przyprowadzania dziewczyn do dormu! – oburzył się jeden z nich.
- A ty jak zwykle od razu robisz z ludzi pary, nie jesteśmy ze sobą. Dzisiaj się poznaliśmy, ach zapomniałbym, jak się nazywasz? – mówił jak poparzony.
- E? Em, Evelyn jestem, miło mi – ukłoniłaś się nisko z wyrazem szacunku.
- Chanyeol jestem, a ci tutaj są mniej ważni… Kai, masz tego swojego rozrabiaka, prawie mi uciekł, ale ona mi pomogła. Eve chodź może do mojego pokoju, bo te sępy zaraz ciebie zjedzą wzrokiem. – zaśmiał się słodko.
  Poszłaś z nim do jego pokoiku, myślałaś, że będzie to jakieś małe pomieszczenie, jednak myliłaś się, było duże. Po obu stronach były łóżka i szafki, tak jakby zostało wszystko podzielone na pół. Chanyeol rzucił się na jedno z mebli, poklepał miejsce obok siebie byś usiadła, co zrobiłaś bardzo szybko. Było bardzo miękkie, a pościel pachniała jakby była dopiero co uprana.
- Sorry za bałagan. – tym ciebie kompletnie zamurował, było bardzo czysto, ty w swoim pokoju rzadko kiedy mogłaś zobaczyć podłogę, bo była pozawalana kartkami. Lubiłaś pisać opowiadania, a że czasem nie miałaś dostępu do neta to pisałaś na karteczkach, które zamieszkały na twoim dywanie.
- Ty to nazywasz bałaganem?! Tu jest czysto, za czystko! Gdybyś zobaczył mój pokój, tam dopiero jest bałagan!
- Hehe, może kiedyś będę miał okazję zobaczyć. – obdarzył cię bardzo szerokim uśmiechem, na co zarumieniłaś się i odwróciłaś głowę w bok, by tego nie zauważył.
- Ten, no… Nie przedstawiłeś się tak dokładniej...
- Ach, jestem Park Chanyeol, miło mi. – znowu ten uśmiech.
- Po prostu Evelyn, mnie również. - odwzajemniłaś uśmiech. - Czemu mieszkasz z tymi chłopakami?
- A to ten no...  Kiedy indziej ci powiem,  to nie jest ważne - mówił zakłopotany.
- Dobrze - odpowiedziałaś zrezygnowana. Nie chciałaś naciskać, skoro teraz nie powiedział to kiedy indziej powie.
  Siedziałaś tam dość długo,  bo na dworze zaczęło się już ściemniać. Opowiadałaś mu dużo o sobie. Nie byłaś Koreanką tylko zwykła Polką. Chanyeol był bardzo zainteresowany twoimi opowieściami o swoim kraju i nawet poprosił cię byś go nauczyła swojego ojczystego języka. Może mu czasem nie wychodziło wypowiadane wyrazów to i tak mówił je bardzo słodko. Cały był  pełny aegyo, nie ważne co zrobił uważałaś to za urocze.
- Jest późno,  ja powinnam już wracać...
- Jest za późno, zostajesz tutaj na noc. - powiedział Happy Virus.
- Nie będę tobie...  Nie,  wam przeszkadzać?
- Nie! Oczywiście, że nie.
  Poszliście po tym do reszty chłopaków, było ich tym razem trochę więcej, naliczyłaś ich aż jedenastu. Razem z Chanyeol’em było ich dwunastu, prawie jak dwunastu apostołów, cicho parsknęłaś śmiechem, jednak nikt na to nie zwrócił uwagi. Młody mężczyzna powiedział reszcie, że tego dnia zostajesz u nich na noc. Oni z trudem zaakceptowali tą decyzję, bo wiadomo tyle osób płci przeciwnej w domu i tylko jedna kobieta, to mogłoby się źle skończyć.
   Potem siedzieliście długo w salonie, słuchałaś jak chłopaki o sobie opowiadają. Chociaż niektórych słów nie rozumiałaś, bo co oni mają wspólnego z sasaeng’ami, tego nie wiedziałaś. Wmawiałaś sobie, ze może są po prostu ulzzangami, albo mają jakąś dużą tajemnicę przed tobą. Koło północy, postanowiliście się zbierać, dostałaś bluzkę i spodenki od Channie’go, były one oczywiście na ciebie za duże. Cały czas czułaś zapach perfum mężczyzny, który doprowadzał cię do szaleństwa. Miałaś spać razem z nim w pokoju, bo Kai zdecydował się zająć wygodne miejsce na kanapie.


   Nazajutrz obudził cię delikatne dotyk na ramieniu, a tobie bardzo dobrze się spało, nawet nie myślałaś o wstawaniu. Usłyszałaś delikatny głos tuż obok ucha, ciepłe powietrze, które wydobywało się z jego ust drażniło twoją szyję. Mruknęłaś i wtuliłaś się jeszcze bardziej w kołderkę, było ci tak przyjemnie, ale jednak otworzyłaś oczy. Gwałtownie odwróciłaś głowę, przed tobą znajdowała się twarz Chanyeol’a… 


~Narica

7.01.2015

'Niechciane' Part one

Dzień dobry, korzystając, że dzisiaj mam wolne dokończyłam pierwszy rozdział mojego opowiadania z........ Ha! Nie powiem z kim! Dowiecie się w drugiej części. Dość długo nie pisałam, ale miałam mnóstwo spraw na głowie i do tego wena mnie opuściła, ale wracam. Obiecuję, że chociaż raz w tygodniu zasiądę przed komputerem oraz coś dla was wyskrobię. Nie przyjmuje na razie zamówień. Chcę dokończyć tą serię. 
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Miłego czytania! ~ spóźnialska i leniwa Ji Eun
To co kursywą to wspomnienia bohaterki.



'Niechciane' Part One 

Powoli weszłam do mojego nowego pokoju. Widząc róż na ścianach, wywróciłam oczami. Pomieszczenie było niewielkie, ale zmieściło się w nim łóżko, szafa i  biurko. Wchodzący za mną wujek odłożył walizkę na podłogę.
- Jak Ci się podoba?
- Jest super. - odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem
Nie chciałam tu być. Rodzice wysłali mnie do wujka Kim Young Mina. Po części go lubiłam, ale nie chciałam z nim mieszkać. Po prostu wydawał się taki oschły i zimny. Pracował jako dyrektor w SM Entertainment. Często musiał siedzieć w wytwórni do późna. Nie zazdrościłam jego synowi, który miał tylko osiem lat i tak jakby wychowywał się bez ojca. Mój natomiast pracował w urzędzie, ale zawsze miał czas dla mnie.
- Pomóc Ci się rozpakować?
Pokręciłam głową. Chciałam być sama ze swoimi myślami. Mężczyzna wyszedł, cicho zamykając drzwi. Rzuciłam się na łóżko. Czułam jak łzy cisną się do oczu. Dałam im swobodnie popłynąć.
Tymczasowe mieszkanie u Young Mina to była kara. Kara za nieposłuszeństwo. Miesiąc temu rzucił mnie chłopak, z którym chodziłam dwa lata. Kochałam go i planowałam naszą przyszłość, kiedy on zdradzał mnie z moją przyjaciółką. Dowiedziałam się o tym dopiero przy rozstaniu. Strasznie to przeżyłam, bo Sa Yoon traktowałam jak siostrę, a tu nagle bum. I już nie masz osoby, której mogłaś się zwierzać czy chodzić po galeriach. Pamiętałam doskonale każde nasze przypały. Przyjaźniłyśmy się pięć lat. Aż pięć lat. Myślałam, że to odpowiedni okres czasu, aby komuś zaufać i trwać przy jego boku. Jak zwykle się myliłam. Z Sang Minem było tak samo. Poznaliśmy się dość niewinnie. On mi się spodobał, a ja jemu. Spotykaliśmy się codziennie czy to w szkole czy na mieście. Po kilku tygodniach od poznania zostaliśmy parą. I tak upłynęły dwa piękne oraz szczęśliwe lata. Aż do pamiętnego dnia, gdy siedziałam na ławce czekając na Sangmina.


Było wiosenne popołudnie. Ulokowana na drewnianej ławeczce oczekiwałam na przybycie mojego ukochanego. Czekałam tak od godziny. Aż nagle usłyszałam odgłos przychodzącej wiadomości. Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam tekst od Sangmina: ''Nie przyjdę na dzisiejsze spotkanie. Ani jutro ani nigdy. Zrywam z tobą.'' Nie dowierzając wybrałam numer chłopaka.
- Co to ma znaczyć?! - prawie krzyczałam do słuchawki
- No zrywam z tobą. - najspokojniej na świecie odpowiedział
Chciałam krzyczeć obelgi skierowane w jego stronę, gdy wtem usłyszałam w słuchawce słodki, dziewczęcy głosik:
- Z kim rozmawiasz, misiu?
Tą barwę głosu mogłam rozpoznać wszędzie. Nawet głucha wiedziałabym, że to mówi moja najlepsza przyjaciółka. Ten szok był jak kubeł zimnej wody. Jeszcze bardziej mnie rozwścieczyło. Z furią rozłączyłam się, wrzucając komórkę do torby. W głowie przyświecała mi jedna myśl: Nienawidzę ich. Wstałam gwałtownie i skierowałam się w stronę domu Sangmina. Zabiję go i tą szmatę! Pomordowałabym ich, ale na drodze stanęła mi latarnia, której nie zauważyłam i wpadłam prosto na nią. Upadłam na tyłek. Momentalnie pociemniało mi przed oczami. Nagle utraciłam kontakt z rzeczywistością. A później wściekłość uderzyła w mój umysł tym razem ze zdwojoną siłą. Wstałam z chodnika trzymając się za czoło, które pulsowało żywym ogniem. Super. Wyglądam teraz jak idiotka! pomyślałam z goryczą. Poczułam na policzku coś mokrego. Łza. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że nie warto walczyć, kiedy się jest na przegranej pozycji. Straciłam siły na jakąkolwiek walkę i bezsilna udałam się do mojego domu. Następne dni mijały na płakaniu w domowym zaciszu. A później było jeszcze gorzej. W szkole byłam odludkiem. Zawsze trzymałam się z Sa Yoon. Jedliśmy razem obiad, siedzieliśmy razem na lekcjach, chodziliśmy razem na przerwach. I nagle nie mam z nikim porozmawiać czy zwykle pochodzić. Na Sang Mina też nie miałam co liczyć. Na przerwach chodzi przytulony z niegdyś moją najlepszą przyjaciółką. Wszyscy z mojej klasy się ode mnie odwrócili. W sumie sama bym siebie znienawidziła, bo traktowałam innych z wyższością czy arogancją. Całe frustracje i smutki wyładowywałam w domu, na rodzicach, na rodzeństwie. Ciągle na nich krzyczałam, że to ich wina. Odsunęłam się od nich. Kiedyś wesoła nastolatka teraz wrak człowieka. Rodzice nieraz próbowali pomóc mi, ale ignorowałam ich. Mijały tygodnie, a mój stan był ciągle taki sam. Aż wreszcie wysłali mnie do wujka. Nie wiadomo na ile tygodni czy nawet miesięcy. Nie przejęłam się tym zbytnio, bo dalej cierpiałam z powodu zdrady.

Ochlapałam twarz zimną wodą, aby minimalnie zakryć ślady łez. Nie lubiłam pokazywać innym moich słabości. Ktoś delikatnie zapukał w drzwi, które następnie lekko się uchyliły. Wyjrzała z nich głowa Jae Joonga, syna wujka.
- Cha Erin, chodź na obiad. - powiedział cicho, najwyraźniej bał się mnie
- Za chwilkę - próbowałam się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego grymas
Zamknął drzwi i słyszałam jak głośno biegnie po schodach do kuchni. Znów spojrzałam w lustro. Poradzę sobie. Zmienię się. Zapomnę.