I jest! Po trzech miesiącach jest! Nowy rozdział 'Niechciane'! Cieszmy się i radujmy! :D Do zobaczenia za kolejne trzy miesiące! Wasza Kochana-Jieun.
Popchnęłam drzwi i wyszłam na rześkie powietrze. Właśnie skończyły się lekcje w mojej nowej szkole. Tak, wujek zapisał mnie do innego liceum. W sumie się cieszyłam. Dzisiaj nie było tak źle. Poznałam mnóstwo ludzi robiących wrażenie miłych. Z plecakiem niedbale zarzuconym na plecach ruszyłam w stronę głównej bramy. Tam miało czekać na mnie auto wujka. Oczywiście, to nie Youngmin osobiście po mnie przyjechał, tylko jego szofer. Zza bramy zauważyłam czarny, ociekający bogactwem i arystokracją, samochód. Tak, sto procent, że to auto wujka. Przystanęłam obok niego, gdy nagle otworzyło się okno. Zobaczyłam męską twarz, na oko czterdziestoletnią, pokrytą lekkimi zmarszczkami. Ciemne włosy były częściowo przysłonięte śmieszną czapeczką z gatunku tych co noszą zwykli szoferzy.
- Panna Kim Chae Rin? - do moich uszu doszedł niski, szorstki głos
- Tak. - wymamrotałam
- Proszę wsiąść.
Ulokowana na skórzanym siedzeniu usłyszałam głos kierowcy.
- Jestem Choi Jin Young.- przedstawił się włączając silnik - Zawiozę Cię do wytwórni.
Zaskoczona, momentalnie wyprostowałam się.
- Ale jak to do wytwórni? Umawiałam się z wujem, że wrócę bezpośrednio do domu.
- Plany się zmieniły. - odrzekł lekko oschle
Aha, czyli ten dzień jeszcze się nie skończył. Miałam przed sobą szwędanie po niezliczonych korytarzach budynku SM Entertainment i spotkanie z Youngminem. Nie to, że nie lubię wuja, ale po dzisiejszym dniu marzyłam o swoim łóżku oraz świętym spokoju.
Mężczyzna ruszył autem wtapiając się w zwykły, uliczny ruch. Więcej się już nie odzywał. Ja też nic nie mówiłam, więc jechaliśmy w całkowitej ciszy.
Wyglądając przez okno podziwiałam seulskie krajobrazy. W sumie nie miałam czym się zachwycać. Nowoczesne wieżowce, galerie handlowe, malownicze parki, ogromne budynki, przytulne kawiarenki oraz tłum śpieszących się ciągle ludzi. Wszędzie w Seulu było tak samo.
Westchnęłam i odwróciłam głowę od tego widoku. Przez kolejne dziesięć minut jeździliśmy uliczkami aż wreszcie dojechaliśmy pod siedzibę SM.
- Już jesteśmy. - obwiesił pan Jinyoung przerywając ciszę, która mi lekko ciążyła
W odpowiedź kiwnęłam głową i wysiadłam.
Inaczej wyobrażałam budynek, najbardziej znanej i najbogatszej w Korei wytwórni. Była to dość sporych rozmiarów budowla pomalowana beżowo-szarą farbą. Nad wejściem widniał duży, posrebrzany napis: SMtown. Widok przez okna, który umiejscowiono co równą odległość, zasłaniały śnieżnobiałe firanki.
Stojąc tak na podjeździe i gapiąc się na wytwórnie, słyszałam jak odjeżdża bajeranckie auto, które kierował Jinyoung. Zostałam sama, westchnęłam w myślach. Chętnie bym uciekła spod firmy, ale czeka na mnie wujek. Jeszcze raz wydałam z siebie westchnięcie, tym razem na głos, po czym dumnie wkroczyłam na przestronny hol wyłożony śliskimi, błyszczącymi płytkami.
Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to ogromny blat, a koło niego mieściły się olbrzymie schody prowadzące do głębi wytwórni. Po lewej stronie znajdowało się wejście do sklepu. Tak, sklepu. W środku wytwórni. Czego oni nie zrobią dla pieniędzy. Szybko rzuciłam okiem na wnętrze sklepu. Białe ściany, tego samego koloru półki oraz stoliki, a na nich czapki, ubrania, gadżety i inne duperele związane z zespołami lub solistami, którzy tutaj trenowali i osiągnęli swój wymarzony debiut. Natomiast po prawej stronie stały szerokie, obite czarną skórą kanapy, a koło nich przykucały maciupcie stoliczki. Na ścianach wisiały dziwne obrazy przedstawiające równie specyficzne kreski, spirale, trójkąty, kwadraty i temu podobne.
Podeszłam niepewnie do blatu. Kobieta, która chyba do tej pory siedziała, bo jej nie widziałam, natychmiastowo wstała uśmiechając się z wymuszeniem.
- Witam, siostrzenica pana Youngmina? - spytała lekko zmęczonym głosem
- Tak, to ja.
Byłam zaskoczona, że recepcjonistka od razu poznała, że jestem rodziną Youngmina.
- Pan dyrektor czeka na panią w gabinecie numer 104.
- Dziękuję. - podziękowałam nieśmiało - A w którą stronę mam iść?
- Najpierw schodami, a na prawo będzie winda. Wciśnij 3 piętro i gdzieś tak w środku korytarza będzie gabinet. - wytłumaczyła
Podziękowałam jeszcze raz, a następnie ruszyłam. W myślach ciągle powtarzałam instrukcję, która podała mi recepcjonistka. Schody, prawo, winda, trzecie piętro, środek. Przejście przez schody było łatwizną. W sumie odnalezienie windy i wciśnięcie guzika z numerem trzy też nie było takie trudne. Wyszłam na korytarz. 100, 101, 102, 103... Odliczałam w myślach rzucając okiem na numerki przyklejone do drzwi, które mijałam. 104! Odetchnęłam z ulgą. Jednak trafiłam.
Podeszłam do drzwi i nieśmiało zapukałam. Zza nich usłyszałam krótkie 'Proszę!', a następnie weszłam niepewnie uchylając drzwi.
Pokój był dość dużych rozmiarów. Podłogę wyłożono jasno brązowymi panelami. Ściany zostały do połowy wyłożone białą lamperią, a drugą część pomalowano na surowy, stalowy kolor. Na na przeciwnej ścianie mieściło się jedno podłużne okno, które częściowo zasłoniła rzymska roleta koloru takiego samego jak boazeria. Po prawej stronie stały szare, nowoczesne szafki, które zajmowały co najmniej połowę długości ściany. A za nimi dostrzegłam kwadratowe akwarium stojące na specjalnym blacie, w którym pływały małe, kolorowe rybki. Urocze. Natomiast po lewej znajdowała się ogromna obita białą skórą kanapa, a za nią, w rogu pomieszczenia, ujrzałam mini barek z alkoholem. Wujek siedział za czarnym, mahoniowym biurkiem, które umiejscowiono na środku pokoju. Mężczyzna sam coś pisał w laptopie i nawet nie podniósł wzroku, gdy weszłam.
- Um, cześć? - przywitałam się
Youngmin wreszcie na mnie spojrzał. Uśmiechnął się łagodnie.
- Cześć, Chaerin. Usiądź. - wskazał na fotel stojący przed jego biurkiem; posłusznie spełniłam jego rozkaz - No opowiadaj, jak pierwszy dzień w szkole?
Wygodnie usadowiłam się na siedzeniu. Wzruszyłam ramionami, bo w sumie nie miałam co opowiadać.
- Całkiem fajnie. Poznałam mnóstwo ludzi. - odpowiedziałam lakonicznie
Wuj zamknął laptopa, po czym oparł się o fotel, w którym sam siedział.
- Cieszę się. A jak podoba Ci się wytwórnia? Z początku może Cię trochę przerażać, ale z czasem się przyzwyczaisz.
- Jest super. Naprawdę. Jedno mnie zastanawia... Jakim cudem Jinyoung i ta recepcjonistka mnie poznali? Przecież nigdy mnie nie widzieli.
No co wujek wyjaśnił:
- Jesteś siostrzenicą samego dyrektora największej wytwórni muzycznej w Korei Południowej. Chciałem, aby Cię traktowano z szacunkiem to po prostu pokazałem im i wszystkim innym pracownikom twoje zdjęcie.
'Samego dyrektora największej wytwórni muzycznej w Korei Południowej' Co? Czy on to naprawdę powiedział? Brzmiało to tak bufoniaście i nadęcie. Nie lubiłam aroganckich osób, ale nie dziwię się Youngminowi. Być CEO takiej wytwórni? To po prostu był zaszczyt, że jestem jego siostrzenicą. Ale z tym szacunkiem mógł sobie darować. Każdy jest sobie równy. Nawet taki 'dyrektor największej wytwórni muzycznej w Korei Południowej' powinien okazać chociaż trochę uznania do, no nie wiem, sprzątaczki? Po prostu pieniądze pomieszały mu w głowie.
- No i będziesz tutaj częściej wstępować.
Podniosłam z fotela jak opatrzona.
- Dlaczego?!
Mężczyzna zmierzył mnie poważnym wzrokiem. Zażenowana, że tak gwałtownie zareagowałam, znów opadłam na siedzenie.
- Będziesz mi pomagać. Ciężkie jest życie dyrektora...
'... największej wytwórni muzycznej w Korei Południowej' dokończyłam w myślach. Nawet nie musiałam go się słuchać. Wiedziałam, że znów będzie recytować ten tandetny tekst.
- Oprowadzić Cię po wytwórni? - zaproponował - Akurat mam wolnych parę chwil.
- A mogę najpierw pójść do łazienki? - zapytałam szybko
Jeśli jest tu jakaś, dodałam w myślach.
Kiwnął głową.
- Na końcu tego korytarza. Mam nadzieję, że poznasz, które to drzwi. - wyjaśnił, po czym ja wstałam i udałam się na korytarz
Pusto. Serio nikt akurat tędy nie przechodził. Coraz bardziej myślałam, że ta cholerna wytwórnia jest opuszczona. Nawet kiedy szłam na pogawędkę z Youngminem nikt mnie nie wymijał.
Ruszyłam w prawą stronę, na koniec korytarza. Z ulgą weszłam przez drewniane drzwi, na których pisało: Toaleta. Prościzna. Byłam dumna z siebie, że odnalazłam łazienkę. Podeszłam do umywalki i otworzyłam kran z zamiarem odświeżenia się.
- Co ty tu robisz? - nagle usłyszałam za moimi plecami - To męska toaleta.
Odwróciłam się zaskoczona. Ujrzałam wysokiego chłopaka, który patrzył się na mnie jak na wariatkę. Miał na głowie przechodzące przez pierdyliard odcieni szarości włosy, przez co nie mogłam zidentyfikować ich koloru. Ciemne oczy świdrowały mnie na wylot. Owalna twarz, kształtne usta, prosty nos... Idealny, westchnęłam z rozmarzeniem w myślach. Ubrany był w bluzkę z krótkim rękawem i czarne dżinsy. Zauważyłam na jego twarzy pojedyncze kropelki potu. Czymś się ewidentnie zmęczył, a co za tym idzie, zapewne ciężkim treningiem. A trening to... trainee? Za Chiny nie był pracownikiem. Tak, na pewno trainee.
- A-Ale pisało, że to jest damska toaleta... - wydukałam
Nagle uświadomiłam sobie, że na drzwiach pisało tylko 'Toaleta', a pod nim był obrazek, ale nie zwróciłam na niego uwagi. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że to był obrazek mężczyzny. Gratuluje Chaerin! Weszłaś do męskiego kibla, nawet nie patrząc się na cholerny rysunek!
Chłopak uśmiechnął się z zakłopotaniem.
- Pierwszy raz w SM?
W odpowiedzi zażenowana kiwnęłam głową.
- Nie martw się, każdemu może się zdarzyć. - pocieszył mnie, po czym dodał: Trainee?
Dalej się jąkając, odpowiedziałam:
- Nie, przyszłam do wujka. A ty trenujesz ?
- Już zadebiutowaliśmy. Zaraz, nie kojarzysz mnie? Nie kojarzysz sławnego EXO?
- A mam kojarzyć? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
Co oni mają z tą sławnością? Myślałam, że tylko wujek tak się przechwala, ale no cóż... Zaczęło mnie to denerwować. Znów kolejna osoba, która będzie traktować innych z góry, bo jest w jakimś tam EXO. Po za tym nigdy nie słyszałam o takowym zespole. Powoli odzyskiwałam rezon, a z jąkającej się dziewczynki zamieniałam się w arogancką... dziewczynkę. Dalej mi wstyd było, że pomyliłam męski kibel z damskim.
- Jak masz na imię? - spytał nagle ignorując moje wcześniejsze pytanie
Nawet nie zdążyłam odpowiedzieć, gdy do pomieszczenia wszedł kolejny chłopak krzyczący:
- Chanyeol! Szybciej się załatwiaj! Trening czeka!
Wreszcie mnie zauważył, a z wrażenia stanął w drzwiach.
- Transwestyta?
Tak, te pytanie było skierowane do mnie. Czułam jak policzki palą się ze wstydu. Wujku, zabiję Cię!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EXO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EXO. Pokaż wszystkie posty
26.04.2015
13.02.2015
Niezapomniane...
Opowiadanko ze mną i Ren'em i z Eve i jej Chanyeol'em XDD
NaRe i ChanLyn jest true jak widzicie XD
.
.
.
Siedziałam
jak zwykle sama na ławce przed szkołą. Wszystkie moje koleżanki pewnie nadal
sterczą pod bramą, bo ich kochany oppa przyjechał. Mnie to nie interesowało, on
mnie nie obchodził. Szczerze, nawet nie wiem kto to miał być. Nie ciągnęło mnie do
tej koreańskiej muzyki…
Może się
przedstawię? Nazywam się Agnes Asher, jestem polką. Musiałam się przeprowadzić
do Korei, bo komuś zachciało się zmienić otoczenie i pracę nie pytając mnie o
zdanie. Na początku byłam wrogo nastawiona do wszystkich, ale dwie dziewczyny w
tym kraju przykuły moją uwagę, więc dla nich staram się być miła. Niektórzy
mówią sobie „bez kija nie podchodź”… No tak, lepiej nie podchodzić, bo potrafię
się bić, mimo iż nie wyglądam.
- Aga! –
zawołała Ewe – Chodź, zaraz lekcje mamy.
- Już idę! –
odkrzyknęłam.
Miała być
teraz lekcja historii, czyli nudy. Siedziałam sama, bo Evelyn zawsze wolała być
przy oknie, więc była razem z Kim Song Jin, moją drugą koleżanką. Ja byłam
typem samotnika, jednak one bardzo mi pomogły. Oparłam się o ścianę i
wsłuchiwałam się w głos starszej kobiety.
- No moi
drodzy, macie szczęście, bo do waszej klasy, do 1-4 dojdzie jeden z NU’EST… Wejdź
mój drogi – w klasie rozległ się pisk, myślałam, że uszy mi odpadną.
- Annyeong
haseyo. Jestem Ren, miło mi was poznać. – powiedział blondyn.
- Agnes
Asher! Usiądź prosto! – zwróciła się do mnie nauczycielka – Ren, niestety wolne
miejsce jest tylko koło Agnes… Proszę usiądź z nią… A ty Agnes nie zabij nowego
kolegi.
Prychnęłam
tylko, pozycję niestety zmieniłam, bo nie chciałam się na niego patrzyć. Po
lekcji do mojej ławki przyleciała cała klasa wraz z paroma starszymi osobami.
Wyszłam stamtąd, nienawidzę takich zbiorowisk. Na dachu spotkałam Ewe i Song
Jin, one też nie lubią takich tłumów.
- Aga,
zazdroo~ - powiedziała Jinnie uroczo przeciągając ostatnią literkę.
- Nie ma
czego zazdrościć, wolę sama siedzieć, teraz on będzie mi przeszkadzać. – powiedziałam
spokojnie siadając na naszą wspólną ławeczkę.
- Jest!
Siedzisz z gwiazdą!
- Oj, tam
przesadzasz. Ile on ma z nami chodzić do klasy?
- To nie
jest jeszcze wiadome. Ewe! Wiesz, że EXO też organizuje takie coś?
-
Coooooooooooo?! – Krzyknęła Evelyn.
- No, któryś
z EXO też ma chodzić do szkoły. Niech to będzie Sehun!
- Nie znasz
się, to ma być Channie i tyle.
- Idźcie się
kłócić gdzie indziej, bo uszy więdną od tych waszych kłótni. – posłusznie
wstały i poszły na drugi koniec dachu… No bardzo daleko.
Zadzwonił
dzwonek na kolejną lekcję, a pech chciał, że znowu musiałam siedzieć z Ren’em. Ehh…
Mieliśmy dzisiaj siedem lekcji na których dzieliłam z nim ławkę. Po skończonych
zajęciach poszłam na autobus.
- O! Agnes
też jeździsz autobusem? – aż mi brew drgnęła.
- Możesz za
mną w kółko nie łazić? Ja nie jestem jakąś twoją napaloną fanką, więc się ode
mnie odczep i radzę zrób to teraz puki jestem miła.
- To ty
jesteś miła?
- Odpi**dol
się wreszcie ode mnie! – krzyknęłam po polsku, aż parę osób się na mnie
spojrzało. Postanowiłam pójść na piechotę, co z tego, że mam daleko. Nie
zamierzam jechać z nim.
- Aga gdzie
idziesz?! Przecież zaraz mamy autobus! – krzyczał za mną Ren.
Szłam dosyć
powolnym krokiem, dopiero tydzień tutaj mieszkam, więc okolicy za bardzo nie
znałam. Myślałam, że jestem już blisko i akurat wtedy skręciłam w złą uliczkę.
- No, no,
no. Co tutaj panienka robi, tak sama? Na naszym terenie? – zapytał jakiś dobrze
zbudowany gościu, który zablokował mi dalszą drogę.
- Nie wasz
interes – miało to brzmieć tak normalnie, zdecydowanie jak zwykle, jednak dało
się w tym usłyszeć strach.
Wtedy nawet
nie mogłam się ruszyć, nie znane mi dotąd uczucie sparaliżowało mnie. Ci faceci
zaczęli się do mnie dobierać, a ja nawet nie miałam siły by krzyknąć. Jednak
ktoś usłyszał, że coś się tu dzieję i przyszedł mnie uratować. Przywalił z
pięści postawnym mężczyzną i wziął mnie na ręce. Wszystko co znajdowało się
przede mną było rozmazane, ale dostrzegłam blond grzywkę, która nie należała do
mnie.
~~***~~
Obudziłam
się w nie swoim domu, obok mnie spał na siedząco, na fotelu Ren. Głowa mnie
bolała, ciekawiło mnie jak ja się tam znalazłam, ale pamiętałam tylko urywki z
wczoraj. W tym momencie blondyn się obudził…
- O, Agnes
nic ci nie jest? Nic cię nie boli? – zapytał troskliwie.
- Um, gdzie
ja jestem? Czemu ja tu jestem? Dlaczego ty tu jesteś?
- Jesteś w
naszym dormie – takim właśnie sposobem mnie zamurował.
~~***~~
- Ash! Ash!
Nie uwierzysz! – darła się mi prawię do ucha Ewe.
- Co ci się
przytrafiło tym razem?
- Do naszej
klasy dojdzie Chanyeol, kyaaaaaaaaaaaaa~~!!! – kupi mi ktoś aparat słuchowy na
zapas, bo przy niej to ja na 100% ogłuchnę.
- No i?
- No i to, że
ja go kocham… Jinnie mam prośbę… - zwróciła się do Koreanki – Możesz się
przesiąść? Jebal~~ - ta pokiwa tylko potwierdzająco głową. – A Aga, słyszałam, że
wczoraj szłaś taki kawał na piechotę, dotarłaś do domu?
- Nie
swojego… - obie zrobiły zdziwioną minę.
- No… Jakoś
tak wyszło, że dwóch facetów się do mnie dobierało, no i ja nie mogłam nic zrobić,
potem to chyba straciłam przytomność, a rano obudziłam się w dormie NU’EST…
- Uhuhu,
romanse nam się tu szykują – powiedziała Ewe, na co ja delikatnie się
zarumieniłam.
- O, tu
jesteście, szukaliśmy was. – na dach wszedł Ren z… Z zapewne Chanyeol’em, bo
usłyszałam cichy pisk obok siebie.
- Czego
chcesz? – warknęłam, a Evelyn zabrała Yeola na drugi koniec dachu, by z nim
pogadać, no kto tutaj romanse zaczyna.
- Ten no
wiesz… W tym tygodniu ty i ja jesteśmy dyżurnymi…
- Cooo?! Ale
jak to? – przerwałam mu w połowie zdania.
- No, razem
musimy zostać po lekcjach…
~~***~~
Niestety
musiałam zostać po tych głupich lekcjach z nim. Zdejmowałam właśnie ogłoszenia
z tablicy kiedy poczułam, że zostałam objęta, ktoś mnie przytulił, od razu
chciałam temu komuś przywalić jednak zostałam powstrzymana. Odwrócił mnie
przodem do siebie i przyparł do ściany, szybko wpił się w moje usta. W tym
momencie drzwi do klasy się otworzyły, a w nich stała Ewe i Chanyeol.
- Uhuhu,
ktoś tu już zaczyna. – gdy usłyszał jej głos odskoczył ode mnie jak oparzony.
- Co
chcieliście? – zapytał się, z tego co widziałam był cały czerwony.
- Porwać ci
Ash, chodź na chwilkę. – wyszłam z nią przed klasę – Tak zakręciłam Yeola, że
zgodził się, i jutro idziemy na randkę… Co powiesz na podwójną randkę, ja i on,
a ty z Ren’em.
- Nie ma
mowy…
- No, ale
już się całowaliście, to już jakiś postęp jest.
- Ja nic do
niego nie czuję, on pewnie też.
- Tak, tak,
bo pocałunek nic nie znaczy. Ash to był twój pierwszy pocałunek!
- No i co z
tego? Pierwszy, drugi, ostatni, co to za różnica?
- Wiesz,
pierwszy pocałunek jest taki magiczny, taki, że zapamiętasz go do końca życia.
- Znasz moją
pamięć, szybko o tym zapomnę, to nie było nic nadzwyczajnego. Po prostu mnie
przytulił, a potem dotknął swoimi wargami moich, no i co w tym ekscytującego?
- No dla
większości kobiet to jest ekscytująco, nie chciałabyś więcej?
- Z nim? Z
tym gwiazdorkiem, który prawie śpi na pieniądzach, kiedy inni czasem ich nie
mają?
- Ech, jak
tam sobie chcesz. Ja idę jutro z Channim na randkę, a ty rób co chcesz.
Poszła po
chłopaka i wyszli ze szkoły zostawiając mnie samą z blondynem. W klasie
starałam zachowywać się jak gdyby nic się nie stało, ale słowa Ewe po długim
czasie do mnie dotarły. Nie potrafiłam zapomnieć o tym pocałunku. Gdy wszystko było już wyczyszczone wyszłam
bez słowa z pomieszczenia, a potem z budynku. Musiałam iść sama, tą ciemną
uliczką do domu. Jednak tym razem nikogo nie spotkałam, a czułam się
obserwowana, ale gdy odwracałam się do tyłu nikogo nie widziałam, myślałam, że
wyobraźnia płata mi figle.
W domu
rzuciłam się od razu na łóżko i cały czas myślałam o tym zdarzeniu. Dręczyło
mnie to, że nie posłuchałam Evelyn, w głębi duszy bardzo chciałam iść na randkę
z gwiazdą, ale ta moja głupia godność nie pozwoliła mi. Przez całą noc nie
mogłam zasnąć, cały czas myślałam o blondynie.
Następnego
dnia od rana Ewe była bardzo szczęśliwa, nawet na lekcji ledwie co wysiedziała.
Chanyeol’owi posyłała co chwilę swój piękny uśmiech, który on odwzajemniał.
- I czym ty
się kobieto jarasz? – zapytałam na przerwie koleżankę.
- Mówiłam ci
przecież, ze idę na randkę z Yeolkiem, kyaaaa.
- I co w tym
takiego jest, że się tak cieszysz?
- Jak
pójdziesz na swoją pierwszą randkę to się dowiesz Ash… Pierwsza randka z gwiazdą,
z moim najcudowniejszym, najwspanialszym, najpiękniejszym, najfajniejszym
Channem.
- Może
kiedyś na jakąś pójdę, a kiedy to nie wiem.
Zauważyła
chłopaka na korytarzu i już jej obok mnie nie było, szybko do niego podbiegłą i
rzuciła się na jego szyję. Uśmiechnęłam się na ten widok, a obok mnie, jakby
wyrósł z ziemi stanął Ren.
- Hej
Agnes. – odezwał się, dopiero teraz
zauważyłam jaki on ma delikatny i przyjemny głos. Co się ze mną dzieję?
- Um, hey…
- O,
odpowiedziałaś mi normalnie, co się z tobą stało?
- Nie wiem,
sama nie wiem…
- Eh?
- Nie, nic.
Nic ważnego.
- Słyszałaś,
że Chan i Evelyn idą na randkę?
- Tak, i co
w związku z tym?
- M-może
t-też p-pójdziemy, j-jeśli nie c-chcesz t-to rozumiem. – zaczął się jąkać, przy
tym wyglądał bardzo uroczo, ehhh Ash stop…
- Hm… Nie na
randkę, po prostu koleżeńskie wyjście, okay?
-
N-naprawdę?!
- Nie, na
żarty. No… N-naprawdę.
- To
uzgodnię z nimi i widzimy się po lekcjach.
- Okay…
Poszłam do
łazienki, ponieważ serce mi bardzo szybko biło, to był pierwszy raz kiedy ono
się tak zachowywało. Zazwyczaj z chłopakami mogłam normalnie rozmawiać, wszystko
było w porządku, ale on był jakiś inny. Przez niego miałam mętlik w głowie. Na
reszcie lekcji nic mi nie szło tak jak powinno, tak jak zwykle. Ręce mi się
cały czas trzęsły. Długopis co chwilę z dłoni wypadał. Po lekcjach Ewe mnie
zgarnęła do swojego domu, który był bliżej niż mój.
- Chodź,
wybierzemy ci jakieś ubranie i cię pomaluję – mówiła nadal podekscytowana Eve.
- Nie musisz
się tak starać, powiedziałam mu, że to ma być zwykłe koleżeńskie spotkanie.
- Och, a nam
powiedział, że zgodziłaś się na pójście, na randkę…. Hehehe.
- Zabiję
gnoja. Ukatrupię, poćwiartuję i coś tam jeszcze.
- Calm down
kochana. – uspakajała mnie dziewczyna.
Zrobiła mi
taki zawalisty makijaż, że musiałam sobie zrobić selfie. Ubrana byłam w czarną
sukienkę, która była według mnie prześliczna, tak, bardzo lubię czarny kolor.
Do tego jakieś szpilki, nie wiedziałam dlaczego nie chciała mi dać trampek. Na
szyi powiesiła mi srebrny naszyjnik z serduszkiem. Pożyczyła mi także śliczne
szare, wiszące kolczyki.
Wyszłyśmy z
jej miejsca zamieszkania koło godziny siedemnastej i poszłyśmy na umówione
miejsce, czyli do parku. Chłopaki od razu nas zobaczyli, oboje trzymali w ręku prześliczne
bukiety kwiatów, każdy inny. Gdy podeszłyśmy do nich, one zostały nam wręczone.
- My idziemy
do restauracji, a wy jak chcecie… Miłej RANDKI. – powiedziała Evelyn z
szczególnym naciskiem na ostatnie słowo
- Dziękuję,
ze przyszłaś, bardzo pięknie dziś wyglądasz.
- K-kamsa. –
zarumieniłam się na jego słowa.
Poszliśmy
nad jezioro, gdzie usiadłam obok Minki’ego na kładce. Objął mnie ramieniem,
mimo iż panowała między nami niezręczna atmosfera wtuliłam się w niego. Siedzieliśmy
w takiej pozycji dość długo, bo obserwowaliśmy piękny zachód słońca.
- Ash… -
odezwał się Ren.
- Tak?
- Mówię ci
to jako pierwszej dziewczynie, która mi się spodobała, która zwróciła moją
uwagę… Agnes… Saranghae. – po tym wyznaniu wpił się w moje usta. Był to
delikatny, a zarazem namiętny pocałunek, który odwzajemniłam.
Ten pocałunek zapamiętam na bardzo długo, mimo iż był to już drugi, ale dla mnie ten był bardziej tym pierwszym.
*W tym samym czasie ChanLyn*
*Narracja Evelyn*
Siedziałam z
najwspanialszym chłopakiem w restauracji, byliśmy na mojej pierwszej randce.
Długo się mu przyglądałam jak je, ale no ile można? Sama także zabrałam się za
konsumowanie. Oboje zamówiliśmy kimchi, które tak bardzo kochałam.
- Ewe, jak
zjemy to jest pewne miejsce, które chce ci pokazać. Pójdziemy tam,, dobrze?
- Okay…
Po kolacji
chłopak zaprowadził cię na wzgórze, skąd było widać jak słońce znika za
horyzontem. Chanyeol obijał mnie od tyłu, a swój podbródek oparł o moją głowę. Gdy
ono znikło, on odwrócił mnie przodem do siebie i skradł mój pierwszy pocałunek,
tak jak mówiłam dla Ash, ten pierwszy zawsze pozostanie zapamiętany.
- Kocham cię
Eve. – powiedział gdy odsunął się na chwilę ode mnie.
- Ja ciebie
bardziej Channie.
~Narica
10.02.2015
Stranger 1/3
Scenariusz z Chanyeol'em dla Evelyn, taka niespodzianka dla ciebie :*
.
Evelyn & Park Chanyeol
.
.
.
Stranger
Leżałaś
wtedy na ławce i czekałaś na swoją koleżankę, która spóźniła się na spotkanie
dobra godzinę. Było bardzo gorąco i musiałaś czasem zmieniać miejsce by schować
się w cieniu. Byłaś spokojną i cierpliwą osoba. Tego dnia zamiast przyjaciółki
podszedł do ciebie wysoki mężczyzna. Twarzy nie widziałaś gdyż miał zakrytą
maską i okularami przeciw słonecznymi, a na głowie miał czapkę z daszkiem.
- Przepraszam,
widziałaś może takiego brązowego pudelka? –zapytał nieznajomy.
- Niestety
nie widziałam, a coś się stało? Pomóc ci w szukaniu?
- Nie będzie
ci to przeszkadzało? - pokiwałaś przecząco głowa i wstałaś z ławki - kolega
poprosił mnie bym wyszedł z jego psem na spacer, i ja go zgubiłem...
- Nie za
gorąco ci w taki upał chodzić tak ubrany? A właśnie jak się wabi pies?
- Ten... Em... Mam uczulenie, tak jest dobrze... Wabi
się Myunggu.
- Myunggu ! Myunggu!
- zaczęłaś wołać jego imię - hej ! To chyba on! Chodź psinko.
Piesek
rzucił się na ciebie, a ty przewróciłaś się na trawnik. Pudelek był bardzo
słodki i przyjazny, od razu się sobie spodobaliście. Chłopak ukucnął obok was i
pogłaskał psa po głowie. Po chwili zdjął okulary, miał bardzo ładne oczy.
Patrzyliście się na siebie przez dłuższą chwilę.
- Em… J-ja się
p-powinienem już zbierać, b-bo kolega będzie się n-niepokoić. – zaczął się
jąkać i przypiął psa do smyczy.
-
Odprowadzić cię? – zapytałaś się go.
- C-Chyba na
k-kogoś czekasz, nie będę przeszkadzać.
- Czekałam
na koleżankę, ale nie przyszła, nawet nie zadzwoniła, nie wiem co się stało.
Szłaś
spokojną uliczką wraz z mężczyzną, nie przeszkadzało ci, ze go nie znasz. Po
długiej ciszy znaleźliście wspólny język i można powiedzieć, ze nadawaliście
jak zepsute radio. Rozmawialiście na przeróżne tematy, które się chyba nie
kończyły. Niechętnie chcieliście się rozstać by pójść w każdy swoje kierunki,
dlatego chłopak zaprosił cię do środka swojego domu. Był bardzo duży, tak jak
myślałaś, nie mieszkał sam, bo od razu dało się słyszeć krzyki z innego
pomieszczenia. Nieznajomy zdjął wtedy maskę i okulary z twarzy wraz z czapką.
Miał bardzo śmieszne odstające uszy, a twarz… Był mega przystojny.
- Um, chodź
do salonu, przedstawię cię reszcie – powiedział, matko jaki on uroczy! Poszłaś
za nim do wcześniej wypowiedzianego pomieszczenia. Trochę się speszyłaś gdy
zauważyłaś jakieś sześć pozostałych osób siedzących na kanapie.
- Ej,
Chanyeol! Miało być bez przyprowadzania dziewczyn do dormu! – oburzył się jeden
z nich.
- A ty jak
zwykle od razu robisz z ludzi pary, nie jesteśmy ze sobą. Dzisiaj się
poznaliśmy, ach zapomniałbym, jak się nazywasz? – mówił jak poparzony.
- E? Em,
Evelyn jestem, miło mi – ukłoniłaś się nisko z wyrazem szacunku.
- Chanyeol
jestem, a ci tutaj są mniej ważni… Kai, masz tego swojego rozrabiaka, prawie mi
uciekł, ale ona mi pomogła. Eve chodź może do mojego pokoju, bo te sępy zaraz
ciebie zjedzą wzrokiem. – zaśmiał się słodko.
Poszłaś z
nim do jego pokoiku, myślałaś, że będzie to jakieś małe pomieszczenie, jednak
myliłaś się, było duże. Po obu stronach były łóżka i szafki, tak jakby zostało
wszystko podzielone na pół. Chanyeol rzucił się na jedno z mebli, poklepał
miejsce obok siebie byś usiadła, co zrobiłaś bardzo szybko. Było bardzo
miękkie, a pościel pachniała jakby była dopiero co uprana.
- Sorry za
bałagan. – tym ciebie kompletnie zamurował, było bardzo czysto, ty w swoim
pokoju rzadko kiedy mogłaś zobaczyć podłogę, bo była pozawalana kartkami.
Lubiłaś pisać opowiadania, a że czasem nie miałaś dostępu do neta to pisałaś na
karteczkach, które zamieszkały na twoim dywanie.
- Ty to
nazywasz bałaganem?! Tu jest czysto, za czystko! Gdybyś zobaczył mój pokój, tam
dopiero jest bałagan!
- Hehe, może
kiedyś będę miał okazję zobaczyć. – obdarzył cię bardzo szerokim uśmiechem, na
co zarumieniłaś się i odwróciłaś głowę w bok, by tego nie zauważył.
- Ten, no…
Nie przedstawiłeś się tak dokładniej...
- Ach,
jestem Park Chanyeol, miło mi. – znowu ten uśmiech.
- Po prostu
Evelyn, mnie również. - odwzajemniłaś uśmiech. - Czemu mieszkasz z tymi
chłopakami?
- A to ten
no... Kiedy indziej ci powiem, to nie jest ważne - mówił zakłopotany.
- Dobrze -
odpowiedziałaś zrezygnowana. Nie chciałaś naciskać, skoro teraz nie powiedział
to kiedy indziej powie.
Siedziałaś
tam dość długo, bo na dworze zaczęło się
już ściemniać. Opowiadałaś mu dużo o sobie. Nie byłaś Koreanką tylko zwykła
Polką. Chanyeol był bardzo zainteresowany twoimi opowieściami o swoim kraju i
nawet poprosił cię byś go nauczyła swojego ojczystego języka. Może mu czasem
nie wychodziło wypowiadane wyrazów to i tak mówił je bardzo słodko. Cały
był pełny aegyo, nie ważne co zrobił
uważałaś to za urocze.
- Jest
późno, ja powinnam już wracać...
- Jest za późno,
zostajesz tutaj na noc. - powiedział Happy Virus.
- Nie będę
tobie... Nie, wam przeszkadzać?
- Nie!
Oczywiście, że nie.
Poszliście
po tym do reszty chłopaków, było ich tym razem trochę więcej, naliczyłaś ich aż
jedenastu. Razem z Chanyeol’em było ich dwunastu, prawie jak dwunastu apostołów,
cicho parsknęłaś śmiechem, jednak nikt na to nie zwrócił uwagi. Młody mężczyzna
powiedział reszcie, że tego dnia zostajesz u nich na noc. Oni z trudem
zaakceptowali tą decyzję, bo wiadomo tyle osób płci przeciwnej w domu i tylko
jedna kobieta, to mogłoby się źle skończyć.
Potem
siedzieliście długo w salonie, słuchałaś jak chłopaki o sobie opowiadają.
Chociaż niektórych słów nie rozumiałaś, bo co oni mają wspólnego z sasaeng’ami,
tego nie wiedziałaś. Wmawiałaś sobie, ze może są po prostu ulzzangami, albo mają
jakąś dużą tajemnicę przed tobą. Koło północy, postanowiliście się zbierać,
dostałaś bluzkę i spodenki od Channie’go, były one oczywiście na ciebie za duże.
Cały czas czułaś zapach perfum mężczyzny, który doprowadzał cię do szaleństwa. Miałaś
spać razem z nim w pokoju, bo Kai zdecydował się zająć wygodne miejsce na
kanapie.
Nazajutrz
obudził cię delikatne dotyk na ramieniu, a tobie bardzo dobrze się spało, nawet
nie myślałaś o wstawaniu. Usłyszałaś delikatny głos tuż obok ucha, ciepłe
powietrze, które wydobywało się z jego ust drażniło twoją szyję. Mruknęłaś i
wtuliłaś się jeszcze bardziej w kołderkę, było ci tak przyjemnie, ale jednak otworzyłaś
oczy. Gwałtownie odwróciłaś głowę, przed tobą znajdowała się twarz Chanyeol’a…
~Narica
~Narica
7.01.2015
'Niechciane' Part one
Dzień dobry, korzystając, że dzisiaj mam wolne dokończyłam pierwszy rozdział mojego opowiadania z........ Ha! Nie powiem z kim! Dowiecie się w drugiej części. Dość długo nie pisałam, ale miałam mnóstwo spraw na głowie i do tego wena mnie opuściła, ale wracam. Obiecuję, że chociaż raz w tygodniu zasiądę przed komputerem oraz coś dla was wyskrobię. Nie przyjmuje na razie zamówień. Chcę dokończyć tą serię.
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Miłego czytania! ~ spóźnialska i leniwa Ji Eun
To co kursywą to wspomnienia bohaterki.
'Niechciane' Part One
Było wiosenne popołudnie. Ulokowana na drewnianej ławeczce oczekiwałam na przybycie mojego ukochanego. Czekałam tak od godziny. Aż nagle usłyszałam odgłos przychodzącej wiadomości. Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam tekst od Sangmina: ''Nie przyjdę na dzisiejsze spotkanie. Ani jutro ani nigdy. Zrywam z tobą.'' Nie dowierzając wybrałam numer chłopaka.
- Co to ma znaczyć?! - prawie krzyczałam do słuchawki
- No zrywam z tobą. - najspokojniej na świecie odpowiedział
Chciałam krzyczeć obelgi skierowane w jego stronę, gdy wtem usłyszałam w słuchawce słodki, dziewczęcy głosik:
- Z kim rozmawiasz, misiu?
Tą barwę głosu mogłam rozpoznać wszędzie. Nawet głucha wiedziałabym, że to mówi moja najlepsza przyjaciółka. Ten szok był jak kubeł zimnej wody. Jeszcze bardziej mnie rozwścieczyło. Z furią rozłączyłam się, wrzucając komórkę do torby. W głowie przyświecała mi jedna myśl: Nienawidzę ich. Wstałam gwałtownie i skierowałam się w stronę domu Sangmina. Zabiję go i tą szmatę! Pomordowałabym ich, ale na drodze stanęła mi latarnia, której nie zauważyłam i wpadłam prosto na nią. Upadłam na tyłek. Momentalnie pociemniało mi przed oczami. Nagle utraciłam kontakt z rzeczywistością. A później wściekłość uderzyła w mój umysł tym razem ze zdwojoną siłą. Wstałam z chodnika trzymając się za czoło, które pulsowało żywym ogniem. Super. Wyglądam teraz jak idiotka! pomyślałam z goryczą. Poczułam na policzku coś mokrego. Łza. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że nie warto walczyć, kiedy się jest na przegranej pozycji. Straciłam siły na jakąkolwiek walkę i bezsilna udałam się do mojego domu. Następne dni mijały na płakaniu w domowym zaciszu. A później było jeszcze gorzej. W szkole byłam odludkiem. Zawsze trzymałam się z Sa Yoon. Jedliśmy razem obiad, siedzieliśmy razem na lekcjach, chodziliśmy razem na przerwach. I nagle nie mam z nikim porozmawiać czy zwykle pochodzić. Na Sang Mina też nie miałam co liczyć. Na przerwach chodzi przytulony z niegdyś moją najlepszą przyjaciółką. Wszyscy z mojej klasy się ode mnie odwrócili. W sumie sama bym siebie znienawidziła, bo traktowałam innych z wyższością czy arogancją. Całe frustracje i smutki wyładowywałam w domu, na rodzicach, na rodzeństwie. Ciągle na nich krzyczałam, że to ich wina. Odsunęłam się od nich. Kiedyś wesoła nastolatka teraz wrak człowieka. Rodzice nieraz próbowali pomóc mi, ale ignorowałam ich. Mijały tygodnie, a mój stan był ciągle taki sam. Aż wreszcie wysłali mnie do wujka. Nie wiadomo na ile tygodni czy nawet miesięcy. Nie przejęłam się tym zbytnio, bo dalej cierpiałam z powodu zdrady.
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Miłego czytania! ~ spóźnialska i leniwa Ji Eun
To co kursywą to wspomnienia bohaterki.
'Niechciane' Part One
Powoli weszłam do mojego nowego pokoju. Widząc róż na ścianach, wywróciłam oczami. Pomieszczenie było niewielkie, ale zmieściło się w nim łóżko, szafa i biurko. Wchodzący za mną wujek odłożył walizkę na podłogę.
- Jak Ci się podoba?
- Jest super. - odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem
Nie chciałam tu być. Rodzice wysłali mnie do wujka Kim Young Mina. Po części go lubiłam, ale nie chciałam z nim mieszkać. Po prostu wydawał się taki oschły i zimny. Pracował jako dyrektor w SM Entertainment. Często musiał siedzieć w wytwórni do późna. Nie zazdrościłam jego synowi, który miał tylko osiem lat i tak jakby wychowywał się bez ojca. Mój natomiast pracował w urzędzie, ale zawsze miał czas dla mnie.
- Pomóc Ci się rozpakować?
Pokręciłam głową. Chciałam być sama ze swoimi myślami. Mężczyzna wyszedł, cicho zamykając drzwi. Rzuciłam się na łóżko. Czułam jak łzy cisną się do oczu. Dałam im swobodnie popłynąć.
Tymczasowe mieszkanie u Young Mina to była kara. Kara za nieposłuszeństwo. Miesiąc temu rzucił mnie chłopak, z którym chodziłam dwa lata. Kochałam go i planowałam naszą przyszłość, kiedy on zdradzał mnie z moją przyjaciółką. Dowiedziałam się o tym dopiero przy rozstaniu. Strasznie to przeżyłam, bo Sa Yoon traktowałam jak siostrę, a tu nagle bum. I już nie masz osoby, której mogłaś się zwierzać czy chodzić po galeriach. Pamiętałam doskonale każde nasze przypały. Przyjaźniłyśmy się pięć lat. Aż pięć lat. Myślałam, że to odpowiedni okres czasu, aby komuś zaufać i trwać przy jego boku. Jak zwykle się myliłam. Z Sang Minem było tak samo. Poznaliśmy się dość niewinnie. On mi się spodobał, a ja jemu. Spotykaliśmy się codziennie czy to w szkole czy na mieście. Po kilku tygodniach od poznania zostaliśmy parą. I tak upłynęły dwa piękne oraz szczęśliwe lata. Aż do pamiętnego dnia, gdy siedziałam na ławce czekając na Sangmina.
- Jak Ci się podoba?
- Jest super. - odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem
Nie chciałam tu być. Rodzice wysłali mnie do wujka Kim Young Mina. Po części go lubiłam, ale nie chciałam z nim mieszkać. Po prostu wydawał się taki oschły i zimny. Pracował jako dyrektor w SM Entertainment. Często musiał siedzieć w wytwórni do późna. Nie zazdrościłam jego synowi, który miał tylko osiem lat i tak jakby wychowywał się bez ojca. Mój natomiast pracował w urzędzie, ale zawsze miał czas dla mnie.
- Pomóc Ci się rozpakować?
Pokręciłam głową. Chciałam być sama ze swoimi myślami. Mężczyzna wyszedł, cicho zamykając drzwi. Rzuciłam się na łóżko. Czułam jak łzy cisną się do oczu. Dałam im swobodnie popłynąć.
Tymczasowe mieszkanie u Young Mina to była kara. Kara za nieposłuszeństwo. Miesiąc temu rzucił mnie chłopak, z którym chodziłam dwa lata. Kochałam go i planowałam naszą przyszłość, kiedy on zdradzał mnie z moją przyjaciółką. Dowiedziałam się o tym dopiero przy rozstaniu. Strasznie to przeżyłam, bo Sa Yoon traktowałam jak siostrę, a tu nagle bum. I już nie masz osoby, której mogłaś się zwierzać czy chodzić po galeriach. Pamiętałam doskonale każde nasze przypały. Przyjaźniłyśmy się pięć lat. Aż pięć lat. Myślałam, że to odpowiedni okres czasu, aby komuś zaufać i trwać przy jego boku. Jak zwykle się myliłam. Z Sang Minem było tak samo. Poznaliśmy się dość niewinnie. On mi się spodobał, a ja jemu. Spotykaliśmy się codziennie czy to w szkole czy na mieście. Po kilku tygodniach od poznania zostaliśmy parą. I tak upłynęły dwa piękne oraz szczęśliwe lata. Aż do pamiętnego dnia, gdy siedziałam na ławce czekając na Sangmina.
Było wiosenne popołudnie. Ulokowana na drewnianej ławeczce oczekiwałam na przybycie mojego ukochanego. Czekałam tak od godziny. Aż nagle usłyszałam odgłos przychodzącej wiadomości. Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam tekst od Sangmina: ''Nie przyjdę na dzisiejsze spotkanie. Ani jutro ani nigdy. Zrywam z tobą.'' Nie dowierzając wybrałam numer chłopaka.
- Co to ma znaczyć?! - prawie krzyczałam do słuchawki
- No zrywam z tobą. - najspokojniej na świecie odpowiedział
Chciałam krzyczeć obelgi skierowane w jego stronę, gdy wtem usłyszałam w słuchawce słodki, dziewczęcy głosik:
- Z kim rozmawiasz, misiu?
Tą barwę głosu mogłam rozpoznać wszędzie. Nawet głucha wiedziałabym, że to mówi moja najlepsza przyjaciółka. Ten szok był jak kubeł zimnej wody. Jeszcze bardziej mnie rozwścieczyło. Z furią rozłączyłam się, wrzucając komórkę do torby. W głowie przyświecała mi jedna myśl: Nienawidzę ich. Wstałam gwałtownie i skierowałam się w stronę domu Sangmina. Zabiję go i tą szmatę! Pomordowałabym ich, ale na drodze stanęła mi latarnia, której nie zauważyłam i wpadłam prosto na nią. Upadłam na tyłek. Momentalnie pociemniało mi przed oczami. Nagle utraciłam kontakt z rzeczywistością. A później wściekłość uderzyła w mój umysł tym razem ze zdwojoną siłą. Wstałam z chodnika trzymając się za czoło, które pulsowało żywym ogniem. Super. Wyglądam teraz jak idiotka! pomyślałam z goryczą. Poczułam na policzku coś mokrego. Łza. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że nie warto walczyć, kiedy się jest na przegranej pozycji. Straciłam siły na jakąkolwiek walkę i bezsilna udałam się do mojego domu. Następne dni mijały na płakaniu w domowym zaciszu. A później było jeszcze gorzej. W szkole byłam odludkiem. Zawsze trzymałam się z Sa Yoon. Jedliśmy razem obiad, siedzieliśmy razem na lekcjach, chodziliśmy razem na przerwach. I nagle nie mam z nikim porozmawiać czy zwykle pochodzić. Na Sang Mina też nie miałam co liczyć. Na przerwach chodzi przytulony z niegdyś moją najlepszą przyjaciółką. Wszyscy z mojej klasy się ode mnie odwrócili. W sumie sama bym siebie znienawidziła, bo traktowałam innych z wyższością czy arogancją. Całe frustracje i smutki wyładowywałam w domu, na rodzicach, na rodzeństwie. Ciągle na nich krzyczałam, że to ich wina. Odsunęłam się od nich. Kiedyś wesoła nastolatka teraz wrak człowieka. Rodzice nieraz próbowali pomóc mi, ale ignorowałam ich. Mijały tygodnie, a mój stan był ciągle taki sam. Aż wreszcie wysłali mnie do wujka. Nie wiadomo na ile tygodni czy nawet miesięcy. Nie przejęłam się tym zbytnio, bo dalej cierpiałam z powodu zdrady.
Ochlapałam twarz zimną wodą, aby minimalnie zakryć ślady łez. Nie lubiłam pokazywać innym moich słabości. Ktoś delikatnie zapukał w drzwi, które następnie lekko się uchyliły. Wyjrzała z nich głowa Jae Joonga, syna wujka.
- Cha Erin, chodź na obiad. - powiedział cicho, najwyraźniej bał się mnie
- Za chwilkę - próbowałam się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego grymas
Zamknął drzwi i słyszałam jak głośno biegnie po schodach do kuchni. Znów spojrzałam w lustro. Poradzę sobie. Zmienię się. Zapomnę.
- Cha Erin, chodź na obiad. - powiedział cicho, najwyraźniej bał się mnie
- Za chwilkę - próbowałam się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego grymas
Zamknął drzwi i słyszałam jak głośno biegnie po schodach do kuchni. Znów spojrzałam w lustro. Poradzę sobie. Zmienię się. Zapomnę.
17.11.2014
Nowy uczeń
Opowiadanie dla : Kim Hye Won
Przepraszam, że tak długo, ale moja wena, raz była, a raz nie :/. Mam Nadzieję, ze ci sie spodoba i oto chodziło :). I mam nadzieję, ze jest długie (jak dla mnie jest! - 1757 słów ^^)
Dziękuję za pomoc dziewczynom :3 Bardzo mi pomogłyście!
Miłego czytania :D ♥♥♥
***
Siedziałaś
pod klasą oczekując dzwonka. Twoja mama kazała ci iść do szkoły mimo iż
strasznie ci się nie chciało. Byłaś najlepszą uczennicą w klasie, lecz byłaś
także strasznie leniwa. Twój kolega z klasy chciał, żebyś dawała mu
korepetycję, jednak odmówiłaś. Szybko znajdowałaś jakieś wymówki.
*Dryń, dryń*
Weszłaś
razem z innymi uczniami do klasy. Pomieszczenie było nie za duże, nad tablicą
znajdowała się dość sporych rozmiarów flaga Korei Południowej, a z tyłu sporo
szafek.
- Chciałbym
wam przedstawić nowego ucznia, od dziś będzie chodził z wami do klasy,
przyjmijcie go ciepło. – oznajmił nauczyciel.
- Hello, my name is Luhan. I'm not good in Korean. I'm better in English, sorry. (Cześć, mam na imię
Luhan. Nie mówię dobrze po koreańsku. Lepiej mówię po angielsku, przepraszam.) – przedstawił się Chińczyk.
Zauważyłaś,
ze w zasadzie każdy patrzył się na niego z pytającą miną, gdyż w tej szkole
mało kto znał dobrze angielski. Jedynie ty rozumiałaś go bardzo dobrze. Musiałaś wyprowadzić się z ojczystego kraju,
ponieważ twoi rodzice dostali tu lepszą, i bardziej opłacalną pracę. Od
początku roku szkolnego jakoś zdążyłaś się już przyzwyczaić do tutejszego trybu
nauczania.
- Karina! –
z zamyśleń wyrwał cię głęboki głos nauczyciela od matematyki. Nie lubiłaś go,
na pierwszej lekcji, gdy nie znałaś języka zaczął cię o wszystko związane z
przedmiotem wypytywać, a jak napisał na tablicy przykład, to go w ogóle nie
zrobiłaś, bo nie wiedziałaś co to za znaki, w dawnej szkole do tego jeszcze nie
doszliście. Dostałaś najsłabszą ocenę. Musiałaś szybko nadrabiać przerobiony
przez nich materiał - Mogłabyś zaopiekować
się Luhan’em?
- Arasso.. - powiedziałaś niechętnie. - Okay, Luhan, please
come to me, I can teach you Korean. My English is the best in the class. (Dobrze, proszę chodź do mnię, mogę cię
nauczyć Koreańskiego. Mój angielski jest najlepszy w klasie)
- Yeah, good
luck (powodzenia) - uśmiechnął się
szeroko, ty jednak nie odwzajemniłaś tego.
- Do you
know hangul? (Czy wiesz co to hangul?)
- No... (nie)
*O Siwonie...
będę musiała mu zapewne wszystkie notatki przekładać na angielski. *- pomyślałaś
Na lekcji przyłapałaś
chłopaka na dyskretnym spoglądaniu w twym kierunku. Na przerwie cała klasa
przeleciała do waszej ławki i zaczęli się go wypytywać o różne rzeczy, jednak
chińczyk był bardzo zagubiony i nie rozumiał o co go pytali. Potem wyszłaś z
klasy, a on za tobą.
- Um.... You
are Karina, yes? (Ty jesteś Karina?) –
zapytał.
- Yes. So...
When can I teach you Korean ? And where? (Tak. Więc… Kiedy mogę uczyć ciebie
koreańskiego? I gdzie?)
- Today,
hmm... maybe in my house? (Dzisiaj, hmm…
może w moim domu?)
- Okay....
Poszłaś pod
klasę. Reszta zajęć minęła ci bardzo szybko. Napisałaś do swojej mamy, że
musisz iść uczyć nowego języka. Szłaś za blondynem próbując dotrzymać mu tempa.
- Where is
your home? (Gdzie jest twój dom?) –
postanowiłaś przerwać tą niezręczną ciszę
Lu
stanął przed tobą wskazując na duży biały dom. Był cudny! Taki jaki sobie
kiedyś wymarzyłaś. Do tego miał wielki ogródek. No pałac normalnie.
- Omo! This
is your house? It's so
large and wonderful. (To jest twój dom?
Jest tak duży i wspaniały) – zachwycałaś się budynkiem, nie zauważyłaś nawet,
ze on ci się cały czas przyglądał.
Nic na to
nie odpowiedział, otworzył budynek, a ciebie wpuścił pierwszą. Wnętrze również
było przepiękne. Zastanawiałaś się ile to wszystko musiało kosztować. Po chwili
niezauważalnie podszedł do was malutki bury kociak. Wyglądał jak puszysty
kłębek. Miał duże niebieskie oczka, z tego co orientowałaś się w kocich rasach
to on był persem. Zawsze chciałaś mieć kota, jednak rodzice ci na to nie
pozwalali.
- So…
(więc…) – rozbrzmiał głos blondyna po długiej ciszy.
- Oh… Okay, what
first? (co najpierw?)
- Maybe
hangul (może hangul) – odpowiedział.
Uczyłaś go
bardzo długo, bo nawet nie zauważyłaś kiedy zrobiło się ciemno na dworze, a jak
napisałaś do rodzicielki, że zaraz będziesz się zbierać, ta opowiedziała, żebyś
te noc spędziła u kolegi, bo jest za ciemno i nie wiadomo kto może czaić się na
ulicy.
Chłopak już
rozpoznawał poszczególne litery i nawet podstawowe zwroty. Byłaś z siebie
dumna, sprawdziłaś się jako nauczycielka. Luhan zaproponował ci, żebyś spała w
jego pokoju, a on prześpi się w salonie, jednak ty odmawiałaś. To był przecież
jego dom, nie chciałaś, żeby przez ciebie musiał spać na kanapie. Po namowach
uległaś, więc miałaś spać w jego pokoiku. Jakoś w między czasie cię oświeciło,
ze nie masz ubrań na zmianę. Przy tym zrobiłaś dość zabawną minę przez co twój
znajomy leżał na ziemi i próbował powstrzymać śmiech.
- You look so funny! (Wyglądasz tak zabawnie!) –
udało mu się wydusić pomiędzy napadami śmiechu. W odpowiedzi tylko prychnęłaś i
odwróciłaś głowę w bok.
Dostałaś od
niego przy dużą na ciebie bluzkę z krótkim rękawkiem, chciał dać ci jakieś
dresy, ale gdy tylko spojrzałaś na nie i na siebie zrezygnowałaś z nich.
Powiedziałaś, ze taka długa bluzka ci wystarczy. Mimo iż miałaś pewne obawy, ze
coś ci zrobi to jednak nie przejmowałaś się zbytnio tym. Czułaś się nawet
bardzo dobrze w jego towarzystwie, tak jakbyś znała go już bardzo długo.
W łazience
pokazał ci co gdzie jest, dał ci czyste ręczniki. I zostawił cię samą. Dobrze,
ze zawsze do szkoły nosisz ze sobą kosmetyki, bo po wychowaniu fizycznym zawsze
makijaż ci się zmywał, więc miałaś wszystko w torebce. Czyli nie będziesz
musiała jutro wychodzić bez makijażu.
Wzięłaś
ciepły prysznic. Wytarłaś się ręcznikiem i ubrałaś bluzkę od chłopaka, a włosy
starałaś się jakoś wysuszyć, jednak to było nadaremne. Twoje wilgotne, długie
włosy związałaś w warkocza. Udałaś się do pokoju w którym miałaś spędzić tę
noc. Jak się okazało w pomieszczeniu czekał na ciebie Lu. Był ubrany w
zielony t-shirt a do tego duże zielone spodenki.
- Em… Może
obejrzymy jakiś film? – zdziwiłaś się, bo on to powiedział po koreańsku.
- Czemu nie
– uśmiechnęłaś się.
Była dopiero
dwudziesta druga, więc było za wcześnie na pójście spać. Niestety, musiałaś
oglądać z nim horror. Nie przepadałaś za tym typem filmów, często się ich
bałaś. Kto w ogóle takie coś wymyślił? Zapewne zrobił to bo chciał wystraszyć
małe dziewczynki jak ty. Nie przesadzajmy, mała nie byłaś, jednak nie
gustowałaś w strasznych filmach.
- Um… musimy
to oglądać? – z przyzwyczajenia zaczęłaś mówić do chłopaka językiem, którego
dopiero go uczyłaś.
- Tak! I
love horrors. I don’t know how to say it in Korean. (Kocham horrory. Nie wiem
jak to powiedzieć po koreańsku).
W pierwszych
chwilach seans zapowiadał się ciekawie, ale gdy zaczęły się bardziej krwawe
sceny chowałaś twarz. Najczęściej zasłaniałaś ją dłońmi ale czasem zdarzało ci
się całkowicie odwrócić i byłaś tyłem do ekranu. Później było spokojnie, więc
usiadłaś normalnie. Jednak pod koniec wróciły te „straszne” sceny i
nieświadomie podsunęłaś się i wtuliłaś w prawe ramię blondyna. Luhan dopiero
wtedy zauważył jak bardzo się boisz.
- Shhh… Calm
down, I’m with you (Uspokój się, jestem z tobą) – przytulił cię do siebie i
zaczął głaskać twoje plecy. Czułaś, ze się rumienisz, ale jednak strach tym
razem wygrał i wtuliłaś się w go jeszcze bardziej.
Gdy się
uspokoiłaś zostałaś odprowadzona do pokoju, jednak bałaś się spać sama. Ciągle
miałaś urywki tego filmu przed oczami. Twój kolega zgodził się, ze zostanie z
tobą, chciał tylko do czasu aż zaśniesz, jednak przekonałaś go, żeby spał w tym
pomieszczeniu co ty. Bardzo się dziwiłaś, ze chciałaś spać z chłopakiem,
którego znasz bardzo krótko. Jednak coś ci mówiło, ze on jest miły i nic ci nie
zrobi, oraz się tobą zaopiekuje. A w razie gdy zaczniesz krzyczeć w nocy
zacznie cię uspokajać.
- Dobranoc –
nachylił się nad tobą i ucałował w czoło. Przybrałaś czerwony kolor na twarzy.
*Rano*
Obudziłaś
się dość wcześnie jak na ciebie, rozejrzałaś się po pomieszczeniu w którym się
znajdowałaś. Długo ci zajęło analizowanie wczorajszego dnia. Po jakiś pięciu
minutach przypomniałaś sobie gdzie jesteś. Zobaczyłaś, ze nigdzie nie ma
Luhana. Wstałaś i pomaszerowałaś do kuchni. Tam znalazłaś chłopaka, który coś
gotował.
- Co
gotujesz? – zapytałaś.
- Kimchi,
em… Specjalnie dla ciebie. – udało mu się to wymówić, z lekkim trudem, który
zamaskował swoim pięknym uśmiechem.
Usiadłaś
grzecznie do stołu i czekałaś na posiłek, w trakcie przyglądając się
chińczykowi. Z tej perspektywy wydawał się być cudem na ziemi. Nie zauważyłaś
kiedy, ale twoje serce przyspieszyło na jego widok. Twój kolega położył
jedzonko przed tobą i życzył smacznego, sam poszedł się przebrać. Chwilę
zostałaś sama, ale on szybko wrócił i zaczął robić to co ty. Po skonsumowaniu ty też poszłaś się umyć,
przebrać i umalować. Zabrałaś swoją torbę i poczekałaś na blondyna. Razem
poszliście do szkoły.
Lekcje
zadziwiająco szybko minęły, przed wyjściem udało ci się znaleźć Chińczyka.
- Luhan,
może dziś pójdziemy do mnie? Pouczymy się u mnie. Rodzice są do późna w pracy…
- Jasne.
Zabrałaś
swoje rzeczy z szatni i powolnym krokiem ruszyliście do twojego domu, niestety
znajdował się spory kawałek od budynku, w którym byliście. Szliście w ciszy,
chciałaś ją wiele razy przerwać, ale nie wiedziałaś jak.
- To jest
mój dom… - powiedziałaś, gdy byliście pod malutkim domkiem.
- Jest taki
przytulny…
Weszliście
do środka, a tam usłyszałaś, ze twoja mama nie wyłączyła telewizora.
Pospiesznie poszłaś do salony wyłączyć urządzenie.
- Chodź do
pokoju. - zaprosiłaś Luhan’a do mniejszego pomieszczenia
- Okay, to z
czym masz jeszcze problem?
- Nadal z
hangulem
- Hm... Narysuje
ci poszczególne litery na kartkach a ty je podpiszesz, arasso?
- Ne. Tylko
łatwe, jebal.
- To jest
alfabet, on jest prosty. Nie ma trudnych, czy łatwych znaków.
Wypisałaś
litery na kartkach, i dałaś chińczykowi, żeby je podpisał. Wpatrywałaś się w
okno, po którym zaczęły spływać krople deszczu. A rano nie zapowiadało się, że
będzie padać. Po chwili chłopak pokazał ci swoją pracę, paru znaków nadal nie
rozpoznawał, wytłumaczyłaś mu dokładnie jak je rozróżnić i
zapamiętać.
Przy tym spojrzeliście sobie głęboko w oczy. Zbliżałaś się swoimi ustami do
jego, jednak ktoś wam musiał przeszkodzić.
- Wróciłam! - twoja mama wparowała do pokoju przeszkadzając
wam w tej pięknej chwili
- Um,
annyeong haseyo. – powiedział twój kolega.
- Ahh, to ty
jesteś uczniem Kariny?
- Ne.
Zaczęli z
sobą rozmawiać, a ty znów patrzyłaś się w okno. Te kropelki są naprawdę
fascynujące.
- Ja się
będę zbierał, jest późno.
- Odprowadzę
cię, bo nie masz parasolki
Blondyn
zabrał swoje rzeczy i ubrał buty. Ty zrobiłaś to samo, wzięłaś ze sobą parasolkę
i wyszliście z domu.
Szliście w
ciszy. Na przystanku chciałaś usiąść, ale ławka była mokra. Lu złapał cię
za nadgarstek i przyciągnął cię do siebie, złączył wasze usta w namiętnym
pocałunku. Na początku stałaś jak słup, ale po chwili odwzajemniłaś pocałunek.
- Saranghae
Karina
- Nado
saranghae Luhan.
To był twój
pierwszy pocałunek. I do tego w deszczu, taki, o którym zawsze marzyłaś…
~Narica
Subskrybuj:
Posty (Atom)





