Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NU'EST. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NU'EST. Pokaż wszystkie posty

18.04.2015

Noona czy oppa?

A więc...Dodaję nowego OS z Ren'em z NU'EST. 
Opowiadanie napisane na podstawie piosenki " Introduce to your noona".
~Narica




   Byłaś kelnerką w skromnej, małej kawiarence, chciałaś gdzieś dorobić, by stać Cię było na opłaty za mieszkanie. Od roku musiałaś mieszkać sama, gdyż wyprowadziłaś się do Korei Południowej, z dala od rodzinnego domu, w tym kraju postanowiłaś zaaklimatyzować się na stałe, zaczęłaś uczęszczać do tutejszej szkoły i znalazłaś pracę. Nie zarabiałaś może milionów, ale to Ci wystarczało.
   Tego dnia miałaś zmianę ze swoją przyjaciółką z Polski – Laurą. Klientów za dużo nie było, dlatego siedziałyście za barkiem, Ty miałaś głowę położoną na blacie, a twoja koleżanka mówiła ci o swoim chłopaku.
- Unnie – powiedziałaś – czemu tak jest, że dziewczyny chcą mieć oppę, a chłopaki chcą noonę?
- Bo każdy chce mieć kogoś, kto będzie się nim opiekować. U mnie też tak było, mój chłopak chciał mieć noonę, a ja jestem od niego młodsza i powiedział, że mu to nie przeszkadza.
- Nigdy nikogo nie znajdę… Zawsze to ja jestem najmłodsza, dopiero rok temu skończyłam 18 lat, dlatego mogłam tutaj przyjechać.
-  (Hey Mamachita nega~ ) Ayayaya, nie przesadzaj. Zawsze się ktoś znajdzie, kto się w tobie zakocha ze wzajemnością… Właśnie! Agnieszka, będę mogła wyjść dzisiaj wcześniej? Zastąpisz mnie? Bo idę na randkę.
- Jasne, i tak mamy dziś mało klientów.
    Jeszcze z dwie godziny posiedziałyście razem, a potem ona poszła, zostawiając Ciebie samą. Poszłaś na zaplecze po swoją książkę, a w tym czasie ktoś wszedł do kawiarenki, dzwoneczek nad drzwiami zadzwonił. Szybko podeszłaś do stolika przy którym znajdowała się trójka Koreańczyków, jednego z nich dobrze znałaś, był twoim kolegą i sąsiadem.
   Gdy wprowadziłaś się do Seulu nie znałaś nikogo, zamieszkałaś w bardzo małym domku, po bardzo niskiej cenie, co dziwne – rodzice Ci go kupili. Pewnego dnia gdy szłaś do sklepu uzupełnić zapasy, ponieważ twoja lodówka zaczynała świecić pustkami, wpadłaś na kogoś. Jak się potem okazało, był to twój sąsiad – Kwak Youngmin. Nie bywał często w tych okolicach, obok ciebie znajdował się dom jego rodziców, wtedy akurat przyjechał w odwiedziny na parę tygodni. Z czasem zostaliście przyjaciółmi. Bardzo dobrze się dogadywaliście, jednak on miał prace, ty także, do tego jeszcze szkoła, coraz rzadziej się spotykaliście.
- Agnieszka! – krzyknął Aron – tęskniłem. – uśmiechnął się, a Ty odwzajemniłaś ten gest.
- Ja też, ale po co przyszliście? Coś podać? – mówiłaś to z szerokim uśmiechem, tak jak Ci kazano. Nie ważne do kogo, zawsze promienny wyraz, by klienci poczuli się tak trochę swobodnie, jak w domu.
- Bubble tea, moje ulubione razy trzy.
- Okay, zaraz podam, jakieś ciasto do tego?
- Chcecie coś? – zapytał swoich kolegów, jeden z nich był jakby nieobecny, cały czas patrzył się na ciebie, co było trochę krępujące.
- Ren! – stuknął go w głowę twój przyjaciel – chcesz jakieś ciasto?
- Em… Może sernik?
- Dobrze, zaraz przyniosę, tylko Aron, błagam nie krzycz tak.  – chłopak pokiwał głową, na znak, że zrozumiał.
   Poszłaś do barku i zabrałaś się za przygotowywanie buble tea i układaniem ciasta na talerzyki. Z daleka słyszałaś rozmowę chłopców, jakoś nie obchodziło Cię o czym mówią, do czasu, gdy usłyszałaś, że rozmawiają o Tobie.
- Aron – odezwał się blond włosy, który wcześniej gapił się na Ciebie – czy tamta kelnerka to twoja noona?
- Ani, to moja koleżanka, jest młodsza.
- A… Jest może z kimś, ma chłopaka? – pytał lekko zawstydzony, pewnie nie zdawał sobie sprawy, że pomieszczenie było takie małe, że bez problemów, bardzo dobrze słyszałaś o czym mówił.
- Nie ma… Nigdy nie miała. – odpowiedział.
   Podeszłaś z zamówieniem do ich stolika, na trzech talerzykach, było ułożone ciasto, które było ładnie udekorowane, do tego taka sama ilość buble tea. Położyłaś przed każdym to co zamówili i chciałaś już odejść, ale Aron poprosił ciebie byś usiadła z nimi.
- A więc, Aga, to jest Ren, a to Baekho. Opowiadałem Ci o zespole, więc masz szanse poznać takie piękności jakimi my jesteśmy.
- Aron, no nie przesadzaj. – zaśmiałaś się cichutko – Um, więc, ja jestem Agnieszka.
- Nie jesteś stąd, prawda? – zapytał Baekho.
- Nie, rok temu się tutaj dopiero przeprowadziłam, jestem z Polski.
- Polki są bardzo ładne. – słowa Ren’a wywołały u ciebie różowe plamy na policzkach, a już myślałaś, ze nie potrafisz się rumienić.
- Kiedyś pojedziemy znowu do Polski, fajnie było. Baekho, żałuj, że ciebie nie było.
- Cieszę się, że się wam mój ojczysty kraj podoba. – kolejny uśmiech z twojej strony.
   Za długo z nimi nie pogadałaś, bo do kawiarenki przyszli nowi klienci, którymi musiałaś się zająć, niestety taka praca. Zebrałaś zamówienia i poszłaś je zrealizować, niestety te przygotowanie trwało trochę dłużej, bo wybrali z listy takie rzeczy, z którymi miałaś problem z przygotowaniem. Ze stresu, że coś Ci nie wychodzi zaczęły Ci się trząść ręce. Wszystko z nich wypadało, czułaś na sobie wzrok wszystkich osobników z pomieszczenia. Cicho klnęłaś na wszystko w swoim pierwszym języku.
- Aga, gwenchana? – podszedł do ciebie Ren. Szybko odwróciłaś się do niego, wtedy wasze oczy się spotkały, a bardzo chciałaś ukryć przed nim, że płaczesz.
- Gwenchana – szybko otarłaś łzy i wróciłaś do poprzedniej czynności. – Ren – chłopaka przeszły ciarki po plecach gdy wypowiedziałaś jego pseudonim, było to dla niego dosyć przyjemne uczucie. - możesz wrócić na swoje miejsce, dam rade.
    Młody mężczyzna wrócił na swoje miejsce, a Ty zabrałaś się za sprzątanie i ponowną próbę przygotowywania. Tym razem Ci się udało i zaniosłaś do właściwego stolika, przepraszałaś, że musieli tak długo czekać, i wytłumaczyłaś im sytuację. Co dziwne, oni nic nie zrobili, nawet zapłacili z napiwkiem, a myślałaś, że zrobią tak jak większość bogaczy, którzy nie mają czasu na jakieś guzdranie się kelnerki.
- Aga, do której dziś pracujesz? – zagapiłaś się i nawet nie usłyszałaś, że ktoś do ciebie mówi – Agnieszka!
- Nie drzyj się Aron, co chcesz?
- O której kończysz?
- Em… Za pięć minut… - odpowiedziałaś po sprawdzeniu aktualnej godziny.
- Co powiesz na to byś u nas została na noc? Przedstawię cię reszcie, będzie fajnie.
- Wiesz, że nie mogę, bo jutro mam do szkoły na rano.
- Jutro jest sobota.
- Serio? No to mam na 10 do pracy.
- Czyli porywam Cię i idziesz z nami.
- Eh… Dobrze. To czekajcie zaraz wrócę.
   Poszłaś na zaplecze się przebrać i spakować. Tymczasem, chłopcy obmyślali jakiś plan tylko im znany. Ren był bardzo szczęśliwy kiedy zgodziłaś się. Zakochał się w tobie już od pierwszego wejrzenia. Jednak nadal myślał, że jesteś dla niego nooną, to co Aron powiedział jakoś nie docierało do niego. Czuł się młodszy od ciebie. Podziwiał twój piękny, promienny uśmiech, przez który niektórzy zapominali jak się mówi, do tego twoje cudne, duże, piwne oczy zdobiły twoją delikatną, jaśniutką twarzyczkę. I ta nieskazitelna cera, nie używałaś podkładów, tylko korektor w niektórych miejscach i puder, a oczy podkreślałaś eyeliner’em i rzęsy przedłużałaś tuszem. Tylko tyle, nic więcej Ci nie było potrzebne, może od czasu do czasu coś na usta.
   Ubrana i spakowana wyszłaś do nich i zabrałaś się za sprzątanie, od razu zaproponowali ci pomoc, więc się zgodziłaś, by nie stali bezczynnie i by to szybciej zleciało. Zamknęłaś kawiarenkę i chciałaś wziąć torbę na ramię, jednak Baekho zabrał Ci ją twierdząc, że jest za ciężka. Jak na kwietniowy wieczór, no prawie noc, było bardzo zimno, a w twoim ubraniu nie było żadnych kieszeni. Ren zauważył, że się trzęsiesz, więc złapał Cię za dłoń i obie, splecione włożył do kieszonki w swojej kurtę, spojrzałaś się na niego zarumieniona, jednak on nic nie powiedział. Całą drogę szłaś czerwona na twarzy, dopiero pod ich domem zabrałaś swoja rękę.
- Chłopaki mamy gościa! – krzyknął Youngmin. Od razu podeszła do was pozostała dwójka.
- Ooo, Annyeong, jestem JR, a tak dokładniej to Kim Jonghyun.
- A ja Minhyun, Hwang Minhyun.
- Miło mi. – ukłoniłaś się – Nazywam się Agnieszka.
- Aga dzisiaj zostaje u nas na noc – powiedział Aron. – ach właśnie, no jak JR używa pseudonimu to Ren też, on się nazywa Choi Minki. – kolejny raz się ukłoniłaś i przypomniałaś sobie zdarzenie jakie miało miejsce chwilę temu. Znowu na twoje bialutkie policzki wyszedł czerwony rumieniec.
- Rozgość się, zaraz zrobię ci coś do picia, kawa czy herbata?
- Zieloną herbatę można?
- Jasne, zaraz zrobię – no i Youngmin poszedł chyba do kuchni, a Ciebie reszta zaprowadziła do salonu.
- Ja też mam pseudonim – rzekł Baekho – normalnie nazywam się Kang Dongho.
- Um, miło mi.
   Po chwili dostałaś swoją zieloną herbatkę i zaczęłaś rozmawiać z chłopakami, o wszystko musieli się ciebie wypytywać. Nie spodziewałaś się, że są tak bardzo mili. Do późna gadaliście i graliście w przeróżne gry. Jednak wiadomo, zmęczenie z czasem brało górę i prawie zasypiałaś na siedząco. Minki, jako, że był najmłodszy dał Ci swoje ubrania na przebranie. Mimo wszystko i tak były na ciebie za duże. Upierałaś się, że będziesz spać w salonie, bo nie chciałaś się im narzucać, ale maknae powiedział, że jesteś ich gościem i nie możesz tam spać, Potem coś cicho wymamrotał, że ma duże łóżko. Wolałaś w tamtej chwili za bardzo nie wnikać w to.
- Aga, idź się umyć, ja zaraz rozściele łóżko… Mam nadzieję, że nie będzie Ci przeszkadzać moja obecność, będę spać na podłodze. – mówił Ren.
- Zwariowałeś?! To twoje łózko, ja mogę spać na podłodze.
- Jeszcze zachorujesz czy coś.
- Ja zawsze mogę wziąć chorobowe w pracy, a ty? Masz fanki, które i tak się o ciebie martwią, wiec ty zajmujesz łóżko, a ja podłogę.
- Jak tak, to razem śpimy w jednym łóżku.
- M-mwoch? – zająknęłaś się zawstydzona.
- To będzie chyba najlepsze rozwiązanie.
   Szybko zniknęłaś za drzwiami łazienki by chłopak nie zobaczył twoich czerwonych policzków. Wzięłaś szybki prysznic i wysuszyłaś włosy. W pokoju czekał na ciebie już blondyn, wszystko byłoby w porządku, gdyby nie leżał bokiem na łóżku BEZ KOSZULKI. Myślałaś, że chłopak chce Ciebie zabić, żebyś przestała oddychać, czy w jakiś inny sposób. Chciałaś się ni patrzeć na niego, jednak oczy same tam wędrowały. Ren mimo, że był delikaty, i wrażliwy, to patrząc na niższe jego partie, nie powiedziałabyś, ze ten brzuch z dobrze zarysowanym abs’em i te umięśnione ręce należą do takiego ślicznego chłopca.
   Stałaś tak, aż Minki zaczął coś mówić, co dla Ciebie nie miało znaczenia, gdyż on wstał i podszedł. Jakoś kontaktu wzrokowego nie mogłaś z nim złapać, bo cały czas jedynym miejscem w które się tak wpatrywałaś był jego brzuch. Klaskał ci przed oczami, machał, ale to nie było takie interesujące. Otrząsnęłaś się dopiero, gdy poczułaś przyjemny dotyk jego ust na twoich wargach. To był taki delikatny pocałunek, którego nie chciałaś przerywać.
-  Żyjesz? – zapytał, kiedy przerwał tą cudowna chwilę.
- Przez Ciebie już nie.
- Oh, miło. Słodko wyglądasz gdy jesteś zakłopotana i się rumienisz.
- E-eh? – szybko zakryła dłońmi swoja twarz.
- Nie zakrywaj się, jesteś piękna… Ach! Zapomniałem się spytać... Jesteś moją nooną?
 - N-nie, z tego co Aron mi mówił, to jestem od was młodsza mimo wszystko.
- Z którego rocznika jesteś?
-  1996…
- Czyli jestem twoim oppa! – wykrzyczał szczęśliwy.
   Byłaś zdziwiona jego zachowaniem, myślałaś, że w jakiś sposób będzie smutny, bo jesteś od niego młodsza. Pogadaliście jeszcze przez chwilę i zasnęłaś razem z nim pod jedna kołdrą. Jeszcze niedawno mogłaś tylko pomarzyć o takiej scenie. Jeszcze do tego pocałował Ciebie, skradł Twój pierwszy pocałunek, na który bardzo czekałaś.
    Od tamtego dnia oraz nocy minęły już dwa miesiące, szybko Ren poprosił Ciebie, czy zostaniesz jego dziewczyną. Płakałaś wtedy i nie wiedziałaś, jak przestać, oraz jak się mówi. Niestety, wasz związek jest na razie nieoficjalny, postanowiliście, że nie będziecie tego ujawniać, bo fanki by ciebie zabiły. O was wiedzą tylko jego koledzy z zespołu, ich menager i Twoja przyjaciółka. To grono puki co wam wystarcza.
- Ren, dlaczego mnie wybrałeś?  Nie chciałbyś być z jakąś nooną?
- Hm… Na początku myślałem, że ty nią jesteś. Kiedy powiedziałaś mi o swoim wieku poczułem, że chce się tobą zaopiekować, może nie jestem jakiś doświadczony czy silny, ale wiedz, że Ciebie kocham.


- Ja Ciebie też Oppa. 

~Narica

_________
Końcówkę zwaliłam, wiem to. >,< 

5.03.2015

'Ciemność' Just x Ren

Hyhy~~
Trzy dni zajęło mi napisanie tego ficzka, ale dałam radę ^^
Dla Ciebie ♥
~Yuki







.
.
.
.

Ciemność.
Cisza.
Samotność.
Boję się…

~~*~~

Siedziałam skulona pod ścianą. Byłam w piwnicy, jedynie słabe promienie księżyca wpadające przez małe zakratowane okno przypominało mi o istnieniu światła.
Wokół panowała cisza. Mogłam usłyszeć bicie mojego przerażonego serca.
Byłam sama.
Sama, zamknięta w małym pokoju w piwnicy. W ciemnościach. Na klucz.
Wszystko, żeby zaszkodzić im i jemu.
Nie chcę. Nie chcę, żeby coś im się stało. Nie chcę, żeby po mnie przychodzili. Oni tylko na to czekają. Chcą ich złamać.
Ale chcę, żeby mnie stąd zabrali.
Boję się…

~~*~~

Po raz kolejny ocierając łzy spojrzałam w okno. Z tego, co pamiętałam, jutro miał być 20 marca.
Moje urodziny.
I czwarta rocznica poznania Rena.
Ren…
Najważniejsza osoba.
Najpiękniejsze wspomnienie.
Wspomnienie…
Zamknęłam oczy, oparłam się o ścianę i pogrążyłam się we wspomnieniach. Tylko one trzymały mnie jeszcze przy życiu.
One i myśl, że gdzieś tam on mnie szuka.
Że czeka.
Że kocha.

~~*~~

Wszystko zaczęło się 20 marca 2010 roku. To wtedy, w moje czternaste urodziny poznałam Choi Min Ki’ego.
To był zwykły dzień. Było słonecznie i całkiem ciepło, jednak bluza była potrzebna.
Chodziłam wtedy do drugiej klasy gimnazjum. Dwa lata wcześniej przeprowadziłam się z Polski do Korei. Nie lubiłam Korei. A raczej koreańskich szkół. Za dużo nauki.
Jak zwykle po szkole poszłam na spacer. W Seulu był park i chociaż nic w tym czasie nie kwitło, był piękny. Idąc równą żwirową ścieżką rozkoszowałam się tym specjalnym dniem. Dotarłam do placu zabaw. Było pusto. Usiadłam na huśtawce, przymknęłam oczy i zaczęłam powoli się bujać.
Nawet nie zauważyłam, kiedy na sąsiedniej huśtawce pojawiła się kolejna osoba chętna zabawy. Zorientowałam się, że tam jest tylko dlatego, że huśtawki lekko skrzypiały. Otworzyłam oczy i przyjrzałam się przybyszowi.
Najpierw wzięłam go za dziewczynę, ale okazało się, że to chłopiec. Miał bardzo delikatne rysy twarzy, ciemne, jak wszyscy wschodni Azjaci, oczy, piękne usta. Wtedy jeszcze czarne, ale całkiem długie włosy rozwiewał marcowy wiatr. Chłopiec popatrzył na mnie i się uśmiechnął.
- Cześć. Co tam u ciebie? – spytał.
- Hej. Jest świetnie. – odpowiedziałam wesoło, bo rzeczywiście tak było. – A co u ciebie?
- Też wspaniale. Dzisiaj dostałem się do Pledis Entertainment jako trainee. – szczęście miał po prostu wypisane na twarzy. – Choi Min Ki. – pochylił głowę w ramach ukłonu. – A ty?
- Agnieszka. Miło mi się poznać, Min Ki.
- Możesz powtórzyć swoje imię?
- Jasne. Brzmi Agnieszka. To polskie imię.
- Aneska?
- Nie, Agnieszka.
- Aniesika?
- A-gnie-szka. Agnieszka.
Chłopiec podrapał się po głowie i spytał:
- A jest jakieś zdrobnienie?
- Tak. - Zaśmiałam się. – Aga. Ale mówią na mnie Just.
- Czemu?
- Eee… Co czemu? – zdziwiłam się.
- Czemu Just. To brzmi jak angielskie „just” czyli „tylko” – jego poważne oczy wpatrywały się w moje. – Wymyślę ci coś innego.
- S-słucham? Jak to „wymyślisz mi”?
- Normalnie. Wymyślę ci przezwisko, które odda twoje piękno i wyjątkowość.
Chłopiec zamyślił się. Patrzyłam na niego osłupiała. Ale to było przyjemne osłupienie. Przed chwilą nazwał mnie piękną i wyjątkową.
Po chwili milczenia Min Ki się odezwał.
- Rain.
- Słucham?
- Nazwę cię „Rain”. „Deszcz”.
- „Deszcz”? Naprawdę? Chcesz mnie nazwać Deszcz?
- Tak. Deszcz jest piękny. Daje życie. To po nim kwiaty i trawy pachną mocniej. Dzięki niemu cieszymy się ze słońca. Lubię deszcz. – Popatrzył mi w oczy. Widziałam w nich szczerość, powagę. Uśmiechnęłam się.
- Rain… Podoba mi się.
Już wtedy wiedziałam, że będziemy się częściej widywać.

~~*~~

Usłyszałam zgrzyt żelaza. Drzwi do mojej „celi” gwałtownie się otworzyły. Wkroczył przez nie zamaskowany mężczyzna z butelką wody w jednej ręce i suchą bułką w drugiej. Niedbale rzucił mi mój posiłek, potem „przypadkiem” mnie kopnął, zaśmiał się i wyszedł.
Masując obolałą nogę wzięłam kęs pieczywa. Jakimś cudem okruszek wpadł mi za bluzkę. Chciałam go wyciągnąć. Moje palce napotkały coś zimnego.
Mój naszyjnik.
Srebrne serduszko ze szmaragdem na łańcuszku.
Prezent od Rena.
Wspomnienia odżyły.

~~*~~

- Gwiazdy są piękne. – powiedział leżący obok mnie Ren. Potaknęłam. Odwrócił się do mnie i dodał. – Ale nie piękniejsze od ciebie.
Znałam Min Ki’ego już dwa lata. To był wieczór 20 marca 2012 roku. Pięć dni po debiucie NU’EST. Zostaliśmy parą dokładnie miesiąc wcześniej.
Ren zabrał mnie wieczorem do parku. Było ślicznie. Gwiazdy, księżyc, bezchmurne niebo, szumiące drzewa, miękka zielona trawa.
On i ja.
Leżeliśmy razem trzymając się za ręce. Było nam bardzo dobrze.
W pewnej chwili chłopiec sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej mały przedmiot.
- Co to? – spytałam zaciekawiona.
- To dla ciebie. Wszystkiego najlepszego, Rain. – Powiedział wręczając mi małe ozdobne pudełeczko.
To właśnie tego dnia Ren podarował mi ten naszyjnik. Był on prezentem z okazji urodzin, debiutu jego zespołu i jako pamiątka pierwszego miesiąca związku.
Kochałam ten naszyjnik.
Ale Rena jeszcze bardziej.
- Rain? – Ciągle używał przezwiska, które sam dla mnie wymyślił. Moje imię w dalszym ciągu sprawiało mu trudności, chociaż wymawiał je o wiele lepiej, niż na początku.
- Tak?
Zamiast odpowiedzi dostałam pocałunek.
- Ja też cię kocham. – wyszeptałam, gdy oddzieliliśmy nasze wargi.
- Dziękuję ci, Rain.
- Za co?
- Za to, że dzięki tobie dałem radę przetrwać treningi. Że nie pozwoliłaś mi się poddać. Że mnie pocieszałaś. Za to, że jesteś dla mnie wsparciem. I za to, że mnie kochasz. Może nawet tak bardzo, jak ja ciebie.
Tym razem to ja go pocałowałam.
- Tak. Kocham cię tak, jak ty mnie. A może bardziej?

~~*~~

Przeżuwając suchą, pozbawioną smaku bułkę zastanawiałam się, czy tamte słowa były prawdą. Naprawdę kocham go bardziej, niż on mnie? Nie wiem. Ale ta niewiedza mnie nie przerażała. Cieszyłam się, z tego. Gdyby się okazało, że to on kocha mnie mocniej, byłabym szczęśliwa. Gdybym to ja jego – także. Po równo – byłoby idealne.
Za oknem zawył bezpański pies.
Z niepokojem spojrzałam w stronę zakratowanego okna.
Powróciło najgorsze wspomnienie…

~~*~~

To było niedawno, trzy dni temu, 16 marca 2014.
Szłam z Renem przez ulice Seulu. Było już późno, ale chcieliśmy się przejść. Musieliśmy się dotlenić. On był zmęczony treningiem, mnie cały dzień bolała głowa.
Niebo było zachmurzone, wokół tylko od czasu do czasu przechodził spieszący się gdzieś człowiek, raz minęliśmy jakiegoś pijaka siedzącego pod ścianą jakiegoś sklepu. Ale i tak było przyjemnie. Szliśmy w pełnej miłości ciszy.
Po jakimś czasie zaczęłam czuć na sobie czyjeś spojrzenie.
 Nie Rena.
Ale gdy się odwracałam niczego nie widziałam.
Może to przez głowę?
Ale ciągle czułam na sobie czyjś nieżyczliwy wzrok…
Denerwowało mnie to. Po raz kolejny się obejrzałam do tyłu. Nic.
- Co się stało? – spytał Min Ki. Przystanęliśmy.
Niedaleko nas żałośnie zawył bezpański pies.
- Ciągle mam wrażenie, że ktoś nas obserwuje…
- Nie przejmuj się tym. To tylko…
Nie dokończył. W tym momencie jego usta i nos zostały zakryte jakąś szmatą. Czyjaś ręka mnie gwałtownie pociągnęła do siebie. Chciałam krzyknąć, ale taki sam kawałek materiału, jak ten u Rena zakrył mi połowę twarzy.
Byłam przerażona.
Zaczęłam się szarpać, tak samo Ren. Ale jego ruchy stawały się coraz słabsze, wolniejsze.
 Poczułam się senna.
Ostatnie co zobaczyłam, to padającego Rena i tego pijaka sprzed sklepu. Uśmiechnął się szyderczo i zawył jak pies.
Potem zapadłam w sen bez snów.

~~*~~

Kolejna łza skapnęła z mojego oka na podłogę.
Tak strasznie się bałam.
Porwali mnie anty-fani NU’ESTów… Jestem przynętą, zakładnikiem.
Wiem, że Rena zostawili nieprzytomnego na ulicy, że wcisnęli mu liścik do ręki, że rzucili mu moją torbę. To wszystko jest po to, żeby ich zranić.
Usiadłam, a raczej bezwładnie osunęłam się na zimną podłogę i pozwoliłam łzom płynąć. Ale nie miałam siły, żeby wydać z siebie jakikolwiek dźwięk. Byłam wyziębiona, niedożywiona, nie mogłam spać, ciągle siedziałam w ciemnościach, z nikim nie rozmawiałam.
I tak przez trzy dni…
Wpatrywałam się obojętnie w kraty w oknie. Gdyby nie one, uciekłabym. Okno było małe, ale dałabym radę się przez nie przecisnąć. Nie było też wysoko. Chociaż tkwiło pod sufitem, odległość między krawędzią a podłogą wynosiła jakieś półtora metra.
Tylko te żelazne kraty…
Usłyszałam jakiś łomot za żelaznymi drzwiami. Beznamiętnie zwróciłam wzrok w ich stronę. Pewnie zaraz tu przyjdzie ktoś z nich, żeby się ze mnie pośmiać. Ostatkiem sił otarłam łzy, żeby moi oprawcy ich nie widzieli. Nie dam im tej satysfakcji.
Ale zamiast kroków i pobrzękiwania kluczy usłyszałam krzyki. Kilka męskich okrzyków bojowych. Później odgłosy bijatyki. Czyjeś wycie z bólu.
Nadzieja we mnie wstąpiła.
A zaraz po niej strach.
Przecież o to im właśnie chodziło! NU’EST miało tu przyjść!
A może to nie oni? Może to jednak policja?
Ktoś biegł przez korytarz. Znany mi zgrzyt zamka i w piwnicy pojawił się ten „pijak”.
W oczach miał wściekłość.
A w ręce nóż.

~~*~~

Ruszył ku mnie.
Ale nie zdążył zrobić dwóch kroków.
Ujrzałam mignięcie blond grzywki, usłyszałam łupnięcie metalu i mój prześladowca osunął się bezwładnie na podłogę.
Teraz w przejściu, zamiast dobrze zbudowanego, strasznego „pijaka” stał niewysoki, chudy blondyn, którego z początku można by uznać za dziewczynę.
Nagle zrobiło mi się ciepło na sercu. Na nowo wybuchłam płaczem, tylko tym razem był on spowodowany ulgą i szczęściem.
W tej właśnie chwili tulił mnie z czułością i uspakajająco głaskał po głowie Ren.
Mój Ren.
Teraz już nic się nie liczyło.

~~*~~

- Wszystkiego najlepszego, Rain! – zawołali wszyscy członkowie NU’EST.
Było już po północy. Znajdowaliśmy się w szpitalu. Ze względu na mój stan zdrowia, który przez te trzy dni bardzo się pogorszył musiałam zostać na noc w tej placówce.
Ale nie byłam sama.
Chłopcy byli ze mną.
Ren był ze mną.
Okazało się, że trzy godziny temu NU’EST razem z policją ruszyli mi na pomoc. Porywacze siedzieli teraz w areszcie, ja zostałam przesłuchana, dostałam odpowiednią opiekę.
Patrzyłam z wdzięcznością na piątkę cudownych chłopców.
Tak bardzo się cieszyłam.
Znów byliśmy razem.

~~*~~

Wszyscy, oprócz Rena wyszli z mojej Sali szpitalnej.
- Chcę ci coś powiedzieć. – powiedział mój ukochany.
- Tak?
- Agnieszka… - Wypowiedział moje imię! Moje pełne imię! - …Saranghaeyo.
Po tych słowach złożył mi delikatny pocałunek.
Tak. Znów byliśmy razem…
Już na zawsze.

~~*~~


13.02.2015

Niezapomniane...

   Opowiadanko ze mną i Ren'em i z Eve i jej Chanyeol'em XDD 
NaRe i ChanLyn jest true jak widzicie XD 



.
.
.

   Siedziałam jak zwykle sama na ławce przed szkołą. Wszystkie moje koleżanki pewnie nadal sterczą pod bramą, bo ich kochany oppa przyjechał. Mnie to nie interesowało, on mnie nie obchodził. Szczerze, nawet nie wiem kto to miał być. Nie ciągnęło mnie do tej koreańskiej muzyki…
   Może się przedstawię? Nazywam się Agnes Asher, jestem polką. Musiałam się przeprowadzić do Korei, bo komuś zachciało się zmienić otoczenie i pracę nie pytając mnie o zdanie. Na początku byłam wrogo nastawiona do wszystkich, ale dwie dziewczyny w tym kraju przykuły moją uwagę, więc dla nich staram się być miła. Niektórzy mówią sobie „bez kija nie podchodź”… No tak, lepiej nie podchodzić, bo potrafię się bić, mimo iż nie wyglądam.
- Aga! – zawołała Ewe – Chodź, zaraz lekcje mamy.
- Już idę! – odkrzyknęłam.
  Miała być teraz lekcja historii, czyli nudy. Siedziałam sama, bo Evelyn zawsze wolała być przy oknie, więc była razem z Kim Song Jin, moją drugą koleżanką. Ja byłam typem samotnika, jednak one bardzo mi pomogły. Oparłam się o ścianę i wsłuchiwałam się w głos starszej kobiety.
- No moi drodzy, macie szczęście, bo do waszej klasy, do 1-4 dojdzie jeden z NU’EST… Wejdź mój drogi – w klasie rozległ się pisk, myślałam, że uszy mi odpadną.
- Annyeong haseyo. Jestem Ren, miło mi was poznać. – powiedział blondyn.
- Agnes Asher! Usiądź prosto! – zwróciła się do mnie nauczycielka – Ren, niestety wolne miejsce jest tylko koło Agnes… Proszę usiądź z nią… A ty Agnes nie zabij nowego kolegi.
   Prychnęłam tylko, pozycję niestety zmieniłam, bo nie chciałam się na niego patrzyć. Po lekcji do mojej ławki przyleciała cała klasa wraz z paroma starszymi osobami. Wyszłam stamtąd, nienawidzę takich zbiorowisk. Na dachu spotkałam Ewe i Song Jin, one też nie lubią takich tłumów.
- Aga, zazdroo~ - powiedziała Jinnie uroczo przeciągając ostatnią literkę.
- Nie ma czego zazdrościć, wolę sama siedzieć, teraz on będzie mi przeszkadzać. – powiedziałam spokojnie siadając na naszą wspólną ławeczkę.
- Jest! Siedzisz z gwiazdą!
- Oj, tam przesadzasz. Ile on ma z nami chodzić do klasy?
- To nie jest jeszcze wiadome. Ewe! Wiesz, że EXO też organizuje takie coś?
- Coooooooooooo?! – Krzyknęła Evelyn.
- No, któryś z EXO też ma chodzić do szkoły. Niech to będzie Sehun!
- Nie znasz się, to ma być Channie i tyle.
- Idźcie się kłócić gdzie indziej, bo uszy więdną od tych waszych kłótni. – posłusznie wstały i poszły na drugi koniec dachu… No bardzo daleko.
   Zadzwonił dzwonek na kolejną lekcję, a pech chciał, że znowu musiałam siedzieć z Ren’em. Ehh… Mieliśmy dzisiaj siedem lekcji na których dzieliłam z nim ławkę. Po skończonych zajęciach poszłam na autobus.
- O! Agnes też jeździsz autobusem? – aż mi brew drgnęła.
- Możesz za mną w kółko nie łazić? Ja nie jestem jakąś twoją napaloną fanką, więc się ode mnie odczep i radzę zrób to teraz puki jestem miła.
- To ty jesteś miła?
- Odpi**dol się wreszcie ode mnie! – krzyknęłam po polsku, aż parę osób się na mnie spojrzało. Postanowiłam pójść na piechotę, co z tego, że mam daleko. Nie zamierzam jechać z nim.
- Aga gdzie idziesz?! Przecież zaraz mamy autobus! – krzyczał za mną Ren.
   Szłam dosyć powolnym krokiem, dopiero tydzień tutaj mieszkam, więc okolicy za bardzo nie znałam. Myślałam, że jestem już blisko i akurat wtedy skręciłam w złą uliczkę.
- No, no, no. Co tutaj panienka robi, tak sama? Na naszym terenie? – zapytał jakiś dobrze zbudowany gościu, który zablokował mi dalszą drogę.
- Nie wasz interes – miało to brzmieć tak normalnie, zdecydowanie jak zwykle, jednak dało się w tym usłyszeć strach.
   Wtedy nawet nie mogłam się ruszyć, nie znane mi dotąd uczucie sparaliżowało mnie. Ci faceci zaczęli się do mnie dobierać, a ja nawet nie miałam siły by krzyknąć. Jednak ktoś usłyszał, że coś się tu dzieję i przyszedł mnie uratować. Przywalił z pięści postawnym mężczyzną i wziął mnie na ręce. Wszystko co znajdowało się przede mną było rozmazane, ale dostrzegłam blond grzywkę, która nie należała do mnie.

~~***~~

   Obudziłam się w nie swoim domu, obok mnie spał na siedząco, na fotelu Ren. Głowa mnie bolała, ciekawiło mnie jak ja się tam znalazłam, ale pamiętałam tylko urywki z wczoraj. W tym momencie blondyn się obudził…
- O, Agnes nic ci nie jest? Nic cię nie boli? – zapytał troskliwie.
- Um, gdzie ja jestem? Czemu ja tu jestem? Dlaczego ty tu jesteś?
- Jesteś w naszym dormie – takim właśnie sposobem mnie zamurował.

~~***~~

- Ash! Ash! Nie uwierzysz! – darła się mi prawię do ucha Ewe.
- Co ci się przytrafiło tym razem?
- Do naszej klasy dojdzie Chanyeol, kyaaaaaaaaaaaaa~~!!! – kupi mi ktoś aparat słuchowy na zapas, bo przy niej to ja na 100% ogłuchnę.
- No i?
- No i to, że ja go kocham… Jinnie mam prośbę… - zwróciła się do Koreanki – Możesz się przesiąść? Jebal~~ - ta pokiwa tylko potwierdzająco głową. – A Aga, słyszałam, że wczoraj szłaś taki kawał na piechotę, dotarłaś do domu?
- Nie swojego… - obie zrobiły zdziwioną minę.
- No… Jakoś tak wyszło, że dwóch facetów się do mnie dobierało, no i ja nie mogłam nic zrobić, potem to chyba straciłam przytomność, a rano obudziłam się w dormie NU’EST…
- Uhuhu, romanse nam się tu szykują – powiedziała Ewe, na co ja delikatnie się zarumieniłam.
- O, tu jesteście, szukaliśmy was. – na dach wszedł Ren z… Z zapewne Chanyeol’em, bo usłyszałam cichy pisk obok siebie.
- Czego chcesz? – warknęłam, a Evelyn zabrała Yeola na drugi koniec dachu, by z nim pogadać, no kto tutaj romanse zaczyna.
- Ten no wiesz… W tym tygodniu ty i ja jesteśmy dyżurnymi…
- Cooo?! Ale jak to? – przerwałam mu w połowie zdania.
- No, razem musimy zostać po lekcjach…

~~***~~

   Niestety musiałam zostać po tych głupich lekcjach z nim. Zdejmowałam właśnie ogłoszenia z tablicy kiedy poczułam, że zostałam objęta, ktoś mnie przytulił, od razu chciałam temu komuś przywalić jednak zostałam powstrzymana. Odwrócił mnie przodem do siebie i przyparł do ściany, szybko wpił się w moje usta. W tym momencie drzwi do klasy się otworzyły, a w nich stała Ewe i Chanyeol.
- Uhuhu, ktoś tu już zaczyna. – gdy usłyszał jej głos odskoczył ode mnie jak oparzony.
- Co chcieliście? – zapytał się, z tego co widziałam był cały czerwony.
- Porwać ci Ash, chodź na chwilkę. – wyszłam z nią przed klasę – Tak zakręciłam Yeola, że zgodził się, i jutro idziemy na randkę… Co powiesz na podwójną randkę, ja i on, a ty z Ren’em.
- Nie ma mowy…
- No, ale już się całowaliście, to już jakiś postęp jest.
- Ja nic do niego nie czuję, on pewnie też.
- Tak, tak, bo pocałunek nic nie znaczy. Ash to był twój pierwszy pocałunek!
- No i co z tego? Pierwszy, drugi, ostatni, co to za różnica?
- Wiesz, pierwszy pocałunek jest taki magiczny, taki, że zapamiętasz go do końca życia.
- Znasz moją pamięć, szybko o tym zapomnę, to nie było nic nadzwyczajnego. Po prostu mnie przytulił, a potem dotknął swoimi wargami moich, no i co w tym ekscytującego?
- No dla większości kobiet to jest ekscytująco, nie chciałabyś więcej?
- Z nim? Z tym gwiazdorkiem, który prawie śpi na pieniądzach, kiedy inni czasem ich nie mają?
- Ech, jak tam sobie chcesz. Ja idę jutro z Channim na randkę, a ty rób co chcesz.
   Poszła po chłopaka i wyszli ze szkoły zostawiając mnie samą z blondynem. W klasie starałam zachowywać się jak gdyby nic się nie stało, ale słowa Ewe po długim czasie do mnie dotarły. Nie potrafiłam zapomnieć o tym pocałunku.  Gdy wszystko było już wyczyszczone wyszłam bez słowa z pomieszczenia, a potem z budynku. Musiałam iść sama, tą ciemną uliczką do domu. Jednak tym razem nikogo nie spotkałam, a czułam się obserwowana, ale gdy odwracałam się do tyłu nikogo nie widziałam, myślałam, że wyobraźnia płata mi figle.
   W domu rzuciłam się od razu na łóżko i cały czas myślałam o tym zdarzeniu. Dręczyło mnie to, że nie posłuchałam Evelyn, w głębi duszy bardzo chciałam iść na randkę z gwiazdą, ale ta moja głupia godność nie pozwoliła mi. Przez całą noc nie mogłam zasnąć, cały czas myślałam o blondynie.
Następnego dnia od rana Ewe była bardzo szczęśliwa, nawet na lekcji ledwie co wysiedziała. Chanyeol’owi posyłała co chwilę swój piękny uśmiech, który on odwzajemniał.
- I czym ty się kobieto jarasz? – zapytałam na przerwie koleżankę.
- Mówiłam ci przecież, ze idę na randkę z Yeolkiem, kyaaaa.
- I co w tym takiego jest, że się tak cieszysz?
- Jak pójdziesz na swoją pierwszą randkę to się dowiesz Ash… Pierwsza randka z gwiazdą, z moim najcudowniejszym, najwspanialszym, najpiękniejszym, najfajniejszym Channem.  
- Może kiedyś na jakąś pójdę, a kiedy to nie wiem.
Zauważyła chłopaka na korytarzu i już jej obok mnie nie było, szybko do niego podbiegłą i rzuciła się na jego szyję. Uśmiechnęłam się na ten widok, a obok mnie, jakby wyrósł z ziemi stanął Ren.
- Hej Agnes.  – odezwał się, dopiero teraz zauważyłam jaki on ma delikatny i przyjemny głos. Co się ze mną dzieję?
- Um, hey…
- O, odpowiedziałaś mi normalnie, co się z tobą stało?
- Nie wiem, sama nie wiem…
- Eh?
- Nie, nic. Nic ważnego.
- Słyszałaś, że Chan i Evelyn idą na randkę?
- Tak, i co w związku z tym?
- M-może t-też p-pójdziemy, j-jeśli nie c-chcesz t-to rozumiem. – zaczął się jąkać, przy tym wyglądał bardzo uroczo, ehhh Ash stop…
- Hm… Nie na randkę, po prostu koleżeńskie wyjście, okay?
- N-naprawdę?!
- Nie, na żarty. No… N-naprawdę.  
- To uzgodnię z nimi i widzimy się po lekcjach.
- Okay…
   Poszłam do łazienki, ponieważ serce mi bardzo szybko biło, to był pierwszy raz kiedy ono się tak zachowywało. Zazwyczaj z chłopakami mogłam normalnie rozmawiać, wszystko było w porządku, ale on był jakiś inny. Przez niego miałam mętlik w głowie. Na reszcie lekcji nic mi nie szło tak jak powinno, tak jak zwykle. Ręce mi się cały czas trzęsły. Długopis co chwilę z dłoni wypadał. Po lekcjach Ewe mnie zgarnęła do swojego domu, który był bliżej niż mój.
- Chodź, wybierzemy ci jakieś ubranie i cię pomaluję – mówiła nadal podekscytowana Eve.  
- Nie musisz się tak starać, powiedziałam mu, że to ma być zwykłe koleżeńskie spotkanie.
- Och, a nam powiedział, że zgodziłaś się na pójście, na randkę…. Hehehe.
- Zabiję gnoja. Ukatrupię, poćwiartuję i coś tam jeszcze.
- Calm down kochana. – uspakajała mnie dziewczyna.
   Zrobiła mi taki zawalisty makijaż, że musiałam sobie zrobić selfie. Ubrana byłam w czarną sukienkę, która była według mnie prześliczna, tak, bardzo lubię czarny kolor. Do tego jakieś szpilki, nie wiedziałam dlaczego nie chciała mi dać trampek. Na szyi powiesiła mi srebrny naszyjnik z serduszkiem. Pożyczyła mi także śliczne szare, wiszące kolczyki.
   Wyszłyśmy z jej miejsca zamieszkania koło godziny siedemnastej i poszłyśmy na umówione miejsce, czyli do parku. Chłopaki od razu nas zobaczyli, oboje trzymali w ręku prześliczne bukiety kwiatów, każdy inny. Gdy podeszłyśmy do nich, one zostały nam wręczone.
- My idziemy do restauracji, a wy jak chcecie… Miłej RANDKI. – powiedziała Evelyn z szczególnym naciskiem na ostatnie słowo
- Dziękuję, ze przyszłaś, bardzo pięknie dziś wyglądasz.
- K-kamsa. – zarumieniłam się na jego słowa.
Poszliśmy nad jezioro, gdzie usiadłam obok Minki’ego na kładce. Objął mnie ramieniem, mimo iż panowała między nami niezręczna atmosfera wtuliłam się w niego. Siedzieliśmy w takiej pozycji dość długo, bo obserwowaliśmy piękny zachód słońca.
- Ash… - odezwał się Ren.
- Tak?
- Mówię ci to jako pierwszej dziewczynie, która mi się spodobała, która zwróciła moją uwagę… Agnes… Saranghae. – po tym wyznaniu wpił się w moje usta. Był to delikatny, a zarazem namiętny pocałunek, który odwzajemniłam.
   Ten pocałunek zapamiętam na bardzo długo, mimo iż był to już drugi, ale dla mnie ten był bardziej tym pierwszym. 

*W tym samym czasie ChanLyn*
*Narracja Evelyn*

  Siedziałam z najwspanialszym chłopakiem w restauracji, byliśmy na mojej pierwszej randce. Długo się mu przyglądałam jak je, ale no ile można? Sama także zabrałam się za konsumowanie. Oboje zamówiliśmy kimchi, które tak bardzo kochałam.
- Ewe, jak zjemy to jest pewne miejsce, które chce ci pokazać. Pójdziemy tam,, dobrze?
- Okay…
  Po kolacji chłopak zaprowadził cię na wzgórze, skąd było widać jak słońce znika za horyzontem. Chanyeol obijał mnie od tyłu, a swój podbródek oparł o moją głowę. Gdy ono znikło, on odwrócił mnie przodem do siebie i skradł mój pierwszy pocałunek, tak jak mówiłam dla Ash, ten pierwszy zawsze pozostanie zapamiętany.
- Kocham cię Eve. – powiedział gdy odsunął się na chwilę ode mnie.


- Ja ciebie bardziej Channie. 


~Narica