Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J-Hope. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J-Hope. Pokaż wszystkie posty

25.06.2015

Niewolnica

Scenariusz dla Johymo, która jutro ( 26.06) ma urodzinki. Sto lat kochana <3 
J-hope x Weronika
Pisałam w dziwnym czasie, pierwszy mój taki scenariusz, mam nadzieję, ze ci się spodoba. Wszystkiego najlepszego :*
~Narica 


*
*
*


   Głucha cisza, nikt nie słyszy twojego głosu, który woła o pomoc, nikt cię nie widzi. Wszyscy o tobie zapomnieli, zostałaś porzucona i porwana. Nie wiesz gdzie się znajdujesz, jedyne co dostrzegasz w mroku panującym w zimnym pomieszczeniu, to łóżko do którego jesteś przykuta, krzesło, szafka i drzwi, porządne drzwi.
   Do Sali wchodzi zamaskowany mężczyzna i siada obok ciebie na krzesełku. Przerażonym wzrokiem przyglądasz mu się. Poza czarną maską, która zasłaniała mu nos i usta miał także okulary przeciwsłoneczne, reszta jego ubioru nie była jakaś specjalna, zwykła luźna siwa bluzka i tego samego koloru spodnie dresowe.
- Nie bój się, przepraszam cię za takie traktowanie, ale to nie ode mnie zależy, ja bym cię już dawno wypuścił, ale szef miał coś do załatwienia między twoimi rodzicami dlatego ciebie porwał. Spokojnie nie mamy złych zamiarów…
- D-dlaczego tu jestem? W ogóle gdzie ja jestem? – pytasz.
- Lider chce za ciebie pieniądze, które twoi rodzice pożyczyli od niego i do dziś ich nie oddali, a termin już dawno minął. A co do miejsca to chyba nie powinienem ci o nim mówić, mianhe.
- U-um…
- Jestem aż taki straszny? Nie bój się. – chłopak ściąga maskę i okulary i posyła w twoją stronę szeroki uśmiech. – No a teraz ty się uśmiechnij.
- I-ile tu mam być? – znowu zadajesz pytanie kompletnie ignorując to co młody mężczyzna ci powiedział.
- Eh… Sam nie wiem, jak twoja rodzina odda dług to chyba cię wypuścimy…
- Chyba?!
- A masz pewność, że oddadzą pieniądze?
- N-nie… O-oni musza mnie uwolnić… Przecież z-zauważą, że mnie nie ma! – z twoich oczu powoli płyną łzy.
- Były takie przypadki, że dopiero szkoła i policja zauważyła brak jakiejś osoby. Niektórzy rodzice mają swoje dzieci głęboko gdzieś, nawet czasem to lepiej jak ich nie ma w domu. Wreszcie mają święty spokój. – Chłopak wstaje z krzesła i wychodzi z pokoju by po chwili wrócić z talerzem na którym znajduję się jakieś jedzenie. Zostawia je na stoliku.
- Jestem przykłuta. – uświadamiasz mu. – Jak mam jeść?
- Mam cię nakarmić czy mam cię odkuć?
- Odkuj mnie…
   Koreańczyk uwalnia cię z ciężkich łańcuchów, które uwierają twoje nadgarstki. Rozmasowujesz je i zabierasz się za jedzenie. Głód bierze górę. Naczynie odkładasz na stoliczek i kładziesz się na łóżku. Czujesz się zmęczona i zasypiasz.

~~***~~

   Budzi ciebie mocne potrząśnięcie. Od razu zmieniasz pozycję na siedzącą, przed twoimi oczyma znowu znajduje się ta sama osoba. Posyła ci szczery i piękny uśmiech. Delikatnie odwzajemniasz ten gest i patrzysz się na chłopaka w ciszy. Zauważasz, że jest przystojny, patrzysz w jego ciemne oczy, które są oświetlane przez światło, które dostaje się przez wysoko umiejscowione na ścianie okno. Brązowe włosy opadają na jego czoło, twarz jest dobrze zarysowana. Nie potrafisz od niego oderwać swojego wzroku. Między wami panuję niezręczna cisza.
- Tak w ogóle Hoseok się nazywam, ale mów mi J-Hope.
- J-Hope? Jesteś czyjąś nadzieją?
- Jestem nadzieją dla wszystkich. – znowu ten powalający uśmiech skierowany w twoja stronę. – Twoją nadzieją także jestem.
- M-moją?
- Tak. Może to dzięki mnie stąd wyjdziesz?
 - To się okaże…
  Siedzisz już w tym zamkniętym pomieszczeniu już od prawie miesiąca, całe dni spędzasz na rozmawianiu i graniu w jakieś dziwne gry z Hoseok’iem. Te czynności stały się rutyną. Światło słoneczne widzisz tylko przez to małe okienko. Czasem odwiedza ciebie lider całej bandy. W sumie jest ich siedmiu.
   Tego dnia, dokładniej 26 czerwca siedzisz sama w pomieszczeniu, podkulasz nogi do klatki piersiowej i opierasz głowę o swoje kolana. Patrzysz w jeden punkt w pomieszczeniu. Dzień twoich urodzin, a od strony rodziców nadal nic nie słychać. Zapomnieli o tobie. Mimo, że już pewnie ich nie obchodzisz tęsknisz za nimi. Tak samo brakuję ci twojej wykurzającej siostry, brakuje ci jej.
Do pomieszczenia wchodzi J-Hope, jak zawsze wita ciebie miłym uśmiechem, którego dzisiaj nie odwzajemniasz, chłopak zmartwiony pyta się ciebie :
- Weronika, co jest?
- Dziś są moje urodziny, a rodzice dalej się nie odzywają…
- Och… Przykro mi, ale wszystkiego najlepszego. Nie wiedziałem…
- Nic się nie stało.
  Gadacie przez chwilę, potem młody mężczyzna opuszcza salę i przychodzi dopiero po paru godzinach mówiąc byś poszła za nim. Po raz pierwszy opuszczasz to pomieszczenie nie ze względu na potrzebę, ale na jego prośbę. Wchodzicie po schodach na górę, a tam spotykasz resztę bandy. Na środku stoi lider z tortem i świeczkami. Chłopaki zaczynają śpiewać ci sto lat. Z twoich oczu zaczynają spływać łzy. Zdmuchujesz płomienie na torciku uprzednio myśląc o życzeniu. Hoseok obejmuje ciebie w pasie i całuję w czubek głowy. Zaczynasz się rumienić.

~~***~~

   Od tego czasu mija już prawie rok. Już nie siedzisz w małej piwnicy tylko zamieszkujesz jeden z normalnych pokoi. Rodzice do dziś nie oddali pieniędzy, jednak chłopaki pogodzili się z tym i traktują ciebie jak siostrę. Tylko jedna osoba jest dal ciebie szczególna. Jung Hoseok, to on skradł twoje serce. Starasz się by nie zauważył twoich uczuć.
- Weronika. – do pokoju wchodzi Jungkook. – Kidy mu o swoich uczuciach powiesz? Za dwa dni twoje urodziny, jesteś u nas już ponad rok…
- Postaram się powiedzieć mu o tym 26 czerwca…
Jungkook wie o twoim uczuciu do J-Hope’a, i tylko on o tym wie. Jednak zna też tajemnicę twojej miłości. Darzycie się nawzajem tym samym uczuciem, ale nie potraficie się w sobie zebrać by powiedzieć o tym na głos dla drugiej osoby.

  26 czerwca – dzień twoich urodzin. Znowu spędzasz to święto z BTS, a nie z rodziną. Ubierasz się w czarne leginsy i długą białą koszulkę. Wychodzisz z pokoju, korytarz jest pusty, przemierzasz go nie napotykając nikogo. Wchodzisz do kuchni. Pustka. Zmierzasz ku salonowi, widzisz ciemność w pomieszczeniu, ale idziesz tam. Nagle zapalają się świeczki w jednym miejscu. Już wiesz, ze ich znalazłaś, a przed tobą trzymają śliczny tort. Twoim życzeniem jest, by J-Hope czuł to samo co ty do niego. Chcesz by on też cię kochał.
- Wera, możemy na chwilę wyjść. – mówi do ciebie Hoseok.
- Okay. – wychodzicie na dwór i idziecie usiąść w altanie.
- Weronika… Musze ci coś ważnego powiedzieć, jeśli ty nie chcesz to zaakceptuje to… Wera, kocham cię. – z twoich oczu zaczynają spływać łzy szczęścia.
- J-Hope… Wiesz, że niektóre życzenia i marzenia się spełniają?
- Huh?
- Też cię kocham… Już od dawna. Od roku chciałam ci to samo powiedzieć, ale bałam się… Dziękuję.
   Chłopak podchodzi do ciebie i czule całuje w usta, oddajesz pocałunek. Po tym wtulasz się w tors swojej Nadziei. Po pewnym czasie wracacie do domu, a tam świętujecie twoje urodziny. Bawicie się, gracie w różne gry. Tego dnia dostałaś najpiękniejszy i wymarzony prezent na urodziny. Kochasz Hoseok’a i nigdy nie przestaniesz. 

2.01.2015

Scenariusz dla Jieun

Wiem, że miałam ci dać to opowiadanie na koniec wakacji, ale weny nie było XD Tak wiec, dostajesz je na nowy rok ;)
Dziękuję Narice i Lu, które poprawiały mi błędy i pomagały a także motywowały do pisania ;)
Miłego czytania i mam nadzieję, że ci się spodoba ;)
~Misaki Miśka



- Cześć Ewelina. Jesteś wolna w sobotę wieczorem?
- Sorki, ale nie jestem zainteresowana. Na razie.
Tak to właśnie wyglądało. Za każdym razem, kiedy jakiś chłopak pytał cię, czy pójdziesz z nim na randkę odpowiadałaś prosto z mostu, że cię nie interesuje. Byłaś zimna jak lód i niedostępna niczym powierzchnia słońca dla ludzkiej stopy. Dzisiaj wracałaś do domu szybciej niż zwykle, ponieważ odwołali twoje zajęcia z gastronomi. Szłaś ulicami Seulu, które o tej porze były mało ruchliwe. Nagle podeszła do ciebie znajoma ze szkoły.
- Cześć! Widziałam, że znowu olałaś jakiegoś chłopaka. I to nawet nie jakiegoś tam, tylko najpopularniejszego chłopaka w szkole.  Jak tak dalej pójdzie, to pomyślą, że jesteś homo.
- Mało mnie obchodzi zdanie innych. Najważniejsza jest dla mnie nauka. Jak chcesz, to umów się z …
Nie dokończyłaś zdania, bo w tym momencie ktoś wpadł na ciebie a ty upadłaś na chodnik. Podniosłaś wzrok do góry i ujrzałaś rękę wyciągniętą w twoją stronę.
- Nic ci nie jest? Przepraszam, zagapiłem się.
Przyjęłaś pomocną dłoń, która pociągnęła się delikatnie ku górze. Okazało się, że wpadł na ciebie chłopak o jasnobrązowych włosach potarganych niczym grzywa lwa. Był wysoki, miał niski i przyjemny głos. Obok niego stał chłopak, był mniej więcej tego samego wzrostu, co pierwszy chłopak, ale ten miał czarne włosy. Powróciłaś wzrokiem do pierwszego nieznajomego.
- Nic nie szkodzi. Nic mi nie jest.
W oczach twojej koleżanki widziałaś, że jednak tak nie do końca nic ci nie jest. Spojrzałaś na rękę, była cała we krwi.
- Właśnie widzę. Musimy iść z tym do szpitala.
- Sama tam trafię. Nie ma potrzeby, żebyście szli ze mną.
- Nie. Nalegam. Chociaż tyle mogę zrobić.
Popatrzyłaś na koleżankę.
- To ja wracam do domu. Lepiej idź z nimi do tego szpitala.
Kiedy się oddalała odwróciła się a ty z ruchu jej ust odczytałaś tylko ,,Powodzenia”. Nienawidziłaś jej za to. Wiedziała, że nie interesują cię chłopcy a i tak zawsze zachowywała się w taki sposób jakbyś miała startować do jakiegoś.  
- J-hope masz może bandaż?
- Hmm… Powinienem mieć.
- Ale po co on wam? - spytałaś.
- Żeby jako tako zatamować krwawienie.
J-hope wyciągnął z torby bandaż i podał to swojemu koledze.
- Masz, V. Tylko nie ściśnij za mocno.
A więc mają na imię J-hope i V… Ale czy to nie jest dziwne? Skąd w ogóle takie imiona? Może to ksywki?  Nie wiedziałaś tego i nie za bardzo chciało ci się myśleć o takich rzeczach. V owinął twoją rękę.
- A tak w ogóle, to jestem V. To jest J-hope. – wskazał na swojego towarzysza. - A ty?
- Ewelina. Co to za dziwne imiona? V i J-hope?
- Imiona sceniczne. A twoje? Nie znam takiego imienia jak Ewelina.
- Bo to polskie imię.
V otworzył usta i najwyraźniej chciał coś powiedzieć, ale tego nie zrobił. Zamiast tego zobaczyłaś tylko zaniepokojone spojrzenia chłopaków. Spojrzałaś ponownie na rękę, okazało się, że bandaż był cały we krwi. Twoja rana była chyba poważniejsza niż myślałaś na początku.
- Nie ma czasu na pogaduszki. – powiedział J-hope. - Idziemy do szpitala, natychmiast. I nie chcę słyszeć żadnych sprzeciwień Ewelina.
Wyglądało na to, że ten chłopak miał rację… Powinnaś udać się jak najszybciej do szpitala.
- Dobrze. Ale po tym wszystkim dajecie mi spokój.
- Jak chcesz. Idziemy!
Droga do szpitala zajęła wam około 15 minut. W tym czasie nic się nie odzywaliście. Po przyjściu na miejsce weszliście do gabinetu lekarza. Okazało się, że upadłaś na dość spory kawałek szkła, który dość mocno rozciął ci skórę i pozostał w ranie. Miałaś mieć zakładane szwy. Po małym zabiegu zobaczyłaś, że założono ci aż 15 szwów! Nie mogłaś w to uwierzyć!
- Panie doktorze, po co aż 15 szwów? Przecież to mała rana.
- No wcale nie taka mała, ma 5 centymetrów i mocno poszarpane brzegi, musieliśmy to zszyć tak, żeby szybko i ładnie się zrosło.  Za tydzień przyjdź na kontrolę i kto wie? Może już za dwa tygodnie nie będziesz miała szwów?
Wstałaś z krzesła i zakręciło ci się w głowie. Zemdlałaś. Nie upadłaś na podłogę, gdyż stojący za tobą Hope złapał cię. Obudziłaś się godzinę później w szpitalnym pokoju. Znajdowało się tam tylko łóżko, mała szafeczka, lustro, umywalka, okno i dwa krzesła, na których siedzieli V i J-hope.
- O! Obudziłaś się! - wykrzyknął Hope.
- Co wy tu robicie?
- Martwiliśmy się o ciebie. Lekarz pozwolił nam zostać i cię pilnować. - powiedział V.
- Niepotrzebnie się martwiliście. Idźcie już. Mieliście mnie tu tylko przyprowadzić i dać mi spokój, pamiętacie?
- Tak, pamiętamy… Ale nie chcieliśmy cię tak zostawić. Lekarze chcą cię jeszcze trochę przetrzymać w szpitalu. To przez to, że niedawno zemdlałaś. - rzekł Tae.
Nic się już nie odzywałaś. Po prostu nie było sensu. Tak jak mówił V, zostałaś jeszcze przez parę dni w szpitalu. Porobili ci badania, ale wszystkie wyszły dobre. Cztery dni później mogłaś już pójść do domu. Wychodząc ze szpitala zobaczyłaś chłopaków, co cię wcale nie ucieszyło. Czy oni nie rozumieją słów 'zostawcie mnie w spokoju'?- pomyślałaś. W tej chwili podeszli do ciebie i wręczyli ci średniej wielkości torbę na prezenty. Zaraz im ją oddałaś.
- Nie chcę od was żadnego prezentu. Mieliście dać mi spokój.
- Mieliśmy. - powiedział Hope. - V czuł się źle po tym, co się stało i chciał ci to jakoś wynagrodzić.
- Em… Tak. Nie wiedziałem, co ci dać, ale J-hope trochę mi pomógł. Proszę, weź to.
Podał ci prezent. Tym razem go przyjęłaś.
- Dziękuję, ale naprawdę nie musiałeś tego robić.
- Wiem… M-może… Odprowadzimy cię do domu? Nadal źle mi z tym, że przeze mnie rozcięłaś sobie rękę.
Miałaś już powiedzieć nie, ale zobaczyłaś błagalny wzrok w oczach Tae. Westchnęłaś tylko głęboko i powiedziałaś:
- Niech ci będzie.
Chłopcy z uśmiechem ruszyli za tobą. Całą drogę przeszliście w milczeniu. Wystarczy, że ze mną idą. Rozmawiać z nimi nie będę! - pomyślałaś w głębi duszy. Tak… Najważniejsza jest dla ciebie nauka! Tego chciałaś się trzymać… Ale wtem twoje serce delikatnie zadrżało. Co się dzieje? To nie jest normalne! No cóż… Nie wiedziałaś, co to było, więc to zignorowałaś. Chwilę później dotarliście pod twoje mieszkanie. Chłopaki chcieli cię odprowadzić pod same drzwi, żeby się upewnić, że nie zemdlejesz. Weszłaś do mieszkania. W środku nie było żadnego śladu żywej duszy. No tak, rodzice są w pracy. Poszłaś do kuchni zrobić sobie ryż z serem. Bardzo lubiłaś ser. Dałaś go dużo więcej niż ryżu. Nagle przypomniała ci się torba, którą wręczył ci V. Otworzyłaś ją i znalazłaś tam pluszowego misia, trochę słodyczy list i jeszcze jakąś kopertę. Przeczytałaś list.

„Droga Ewe!
Mam nadzieję, że przeczytasz ten list. Nie jestem zbyt dobry w pisaniu tego typu rzeczy, ale postaram się napisać to, co chciałbym ci przekazać. Więc, misia i słodycze pomógł mi wybrać J-hope. Chyba lubisz słodycze? Oby tak…  I…Nie jestem pewny, czy chciałabyś się jeszcze spotkać, ale jeżeli miałabyś na to ochotę to wręczam ci identyfikator, dzięki któremu wejdziesz do naszego studio.  Wkleisz tam tylko swoje zdjęcie…  Proszę! Przyjdź do nas, chociaż raz!

V”




Co? V nazywa mnie Ewe?? Kto mu niby pozwolił? Zobaczyłaś na drugą stronę listu


"Ps. Przepraszam, że piszę Ewe, ale twoje pełne imię jest naprawdę trudne. A to zdrobnienie jest urocze"

Dobra... Niech już mu będzie ta Ewe... Nie mogłaś powstrzymać się od uśmiechu.  Spojrzałaś na misia. Był dość duży, biały, puchaty i z czerwoną kokardką na szyi. Słodki! Słodycze utrafili takie jak lubisz. W kopercie rzeczywiście znajdował się identyfikator. Długo myślałaś, czy w ogóle skorzystasz z okazji i pójdziesz do Big Hit. W końcu poszłaś szukać zdjęcia do dokumentu i wkleiłaś je, czym prędzej. Nie wierzyłaś, że właśnie to robisz… Właśnie szłaś do BigHit Ent. żeby spotkać się z chłopakami, których prosiłaś, żeby dali ci spokój! Ale… Coś było z tobą nie tak, kiedy byłaś z nimi. Nieznane tobie uczucie prowadziło cię do miejsca, w którym trenowali, aby stać się gwiazdami muzyki.  



                Ochroniarz zaprowadził cię do sali ćwiczeń BTS. Na twój widok V i J-hope przestali tańczyć i zaraz podbiegli do ciebie wrzeszcząc:
- Chłopaki! To jest Ewe! Przyszła!
Sekundę później wkoło ciebie znalazło się siedmiu chłopaków…
- Może się przedstawimy. Ja jestem Rap Monster.
- Mój pseudonim to Jin. Jestem tu najstarszym hyungiem. Miło cię poznać.
- Jimin
- JungKook
- Jestem Suga.
Dobra. Teraz znałaś już wszystkich. Zaczęliście gadać o różnych rzeczach. Nigdy jeszcze nie gadałaś tyle z chłopakami. Było bardzo miło. Ciekawa odmiana.



                Minął miesiąc od poznania BTS. Przychodziłaś do nich prawie codziennie. Nieraz zapraszali cię do swojego dormu. Najwspanialszy miesiąc życia! Sama nie poznawałaś siebie… Zawsze najważniejsza jest nauka! Tak właśnie sobie powtarzałaś, ale od tamtego momentu pewne uczucie cię zmieniło. Nie byłaś jeszcze pewna, co to było… Jak zawsze poszłaś do BigHit Ent. ale tym razem musiałaś chwilę poczekać na swoich przyjaciół. W tym momencie usłyszałaś, że jakieś dziewczyny rozmawiają o tobie. Oczywiście znałaś je, to były stylistki chłopaków. Nasłuchiwałaś…
- Co oni w niej widzą? To po prostu polska dziewczyna. Nie warta nawet ich uwagi.
- To ty nie wiesz? Oni przyjaźnią się z nią, bo było im przykro, że przez nich rozcięła sobie rękę. Moim zdaniem oni po prostu robią jej tym łaskę.
- Tak… Pewnie masz rację. No, bo patrz… Zainteresowali się nią, a ona nawet na modzie się nie zna! I jest brzydka! Nie to, co my! Hahaha!
Nie mogłaś już tego słuchać. Wybiegłaś z budynku. Biegłaś naprawdę szybko. Chciałaś się znaleźć jak najdalej od nich! W końcu znalazłaś się w parku, przysiadłaś na pierwszej wolnej ławce. Oczy i płuca paliły cię żywym ogniem. Może one miały rację? Może jednak oni się ze mną przyjaźnią, bo jest im mnie przykro? Nie mogłaś znieść tej myśli. Podkuliłaś nogi pod siebie, objęłaś je ramionami i ukryłaś twarz. Nagle poczułaś jak ktoś dotyka twojego ramienia. Nieśmiało uniosłaś głowę do góry. To był J-hope! Był cały mokry i ciężko dyszał.
- Co ty tu robisz? Dlaczego za mną pobiegłeś?!
- Nie mogłem tego znieść jak te dziewczyny doprowadziły cię do płaczu. Ja pobiegłem za tobą a reszta chłopaków gada z tamtymi dwiema.
- C-co? Ty to słyszałeś?
- Akurat wtedy schodziliśmy na dół.
- Ale, czemu akurat ty pobiegłeś?-łzy coraz szybciej napływały ci do oczu.
- Dlaczego? Dlaczego pytasz? Bo cię kocham! Od pierwszego razu, kiedy cię spotkałem wiedziałem, że cię kocham!
- Ale… To V pisał list, kiedy wyszłam ze szpitala…
- Nie. List był ode mnie. Tylko poprosiłem V, żeby udawał, że to od niego. Bałem się, że mnie odrzucisz. Bałem się, że nie będziesz chciała do nas przychodzić. Cały czas jak byłaś w szpitalu chłopaki odwodzili mnie od pomysłu, żeby iść do ciebie i siedzieć przy tobie! Myślałem, że oszaleję!
Nie mogłaś uwierzyć w to, co słyszałaś.
- Czyli… Nie zadawałeś się ze mną, bo było ci mnie szkoda i robiłeś mi tym łaskę?
- Co? Nie! Chciałem cię bardziej poznać! I nie słuchaj więcej tych dziewczyn, które cię obgadywały! One są bardzo zazdrosne o ciebie, bo jesteś bliżej nas niż one i jesteś od nich tysiąc razy ładniejsza!
- Na-naprawdę tak myślisz?
- Oczywiście. Jesteś najpiękniejsza na całym świecie!
J-hope zaczął zbliżać się do ciebie. Delikatnie chwycił twój podbródek i uniósł go do góry. Złożył ci pocałunek na usta. Kiedy wasze usta się od siebie odsunęły przygryzłaś wargę i nabrałaś kolorków na twarzy.
 - Co? Coś nie tak Ewe?
- N-nie. Po prostu… To był mój pierwszy pocałunek.
J-hope się uśmiechnął i złączył wasze usta ponownie. Pocałunki stawały się coraz szybsze. Podobało ci się to.
- Yhym… yhym… Nie chcę wam przeszkadzać, ale nie zacznijcie się tu nawzajem rozbierać i uprawiać seksu. Może kontynuujecie to w naszym dormie? - odezwał się Rap Monster.
Razem z Hopim wymieniliście spojrzenia. Co oni tu robią??- pomyśleliście.






                To już rok, od kiedy ty i J-hope jesteście razem. To był wspaniały czas! Razem z chłopakami z BTS jeździłaś wszędzie. Dzieliłaś z nimi smutki i radość. Lepszego życia nie mogłaś sobie nawet wymarzyć. Oby BTS jak najdłużej pozostali przyjaciółmi.







Zapraszam na ask! https://ask.fm/Emioppa

15.10.2014

Scenariusz z Nadzieją - J-Hope (BTS)


 Scenariusz z Nadzieją dla: Yuki Onna
To jest mój 1 scenariusz, który dokończyłam. Mam nadzieję, ze się spodoba. 
Tak wiec miłego czytania <3 

*******

Rok 2012

- Hoseok, oppa wstawaj, znów się przez ciebie spóźnimy – próbowałam obudzić brata, który jak zwykle siedział do późna i grał w jakieś gry, w którch za nic nie widziałam sensu. No bo weź tak lataj za piłeczką, kropeczką czy czymś tam innym przez parę godzin, mnie to by się po paru sekundach znudziło. 
- Daj mi jeszcze parę minut. – codziennie słyszałam tą odpowiedź.
- Nie ma chwili, musisz się szybko ubrać i musimy wychodzić.
- To która jest godzina? Zaspałaś?
- Czemu zawsze mnie winisz – zrobiłam słodkie oczka – jest 8.23, mamy półgodziny na dojście, a przy twoich ruchach znów się spóźnimy.
Szybko wstał z łóżka i zaczął się przebierać, a ja poleciałam do pokoju zabrać swoją torbę i spakować nasze drugie śniadanie. Rano zrobiłam kanapki z szynką, więc tylko wsadziłam je do torby i czekałam na Hoseok’a. Po paru minutach mojego czekania gotowy wygramolił się z pokoju i wyszliśmy do szkoły. Mimo iż byłam od niego młodsza to razem chodziliśmy do klasy, gdyż była to szkoła taneczna i wiek nie miał znaczenia. Niestety w naszej grupie ja byłam najmłodsza. Mimo iż w klasie było parę dziewczyn, to od zawsze wolałam się kolegować ze znajomymi brata, byliśmy dość zgraną grupą, no może czasem zdarzały się jakieś wyjątki. Nauczyciele chcieli aby oni wraz z moim bratem przenieśli się do klasy specjalnej, stworzonej tylko dla nich, jednak zostali ze względu na mnie. J-Hope – tak wszyscy nazywali Hoseok’a przekonał przyjaciół, żeby zostać ze mną, chłopacy od razu poparli ten pomysł. Dlatego jesteśmy razem w klasie.
Chłopcy ostatnio dostali propozycję z Big Hit, żeby założyć zespół. Odpowiedzieli, że muszą to przemyśleć. Nadal ich namawiam aby się zgodzili, a mną się nich nie przejmują. Dla mnie liczy się szczęście i spełnienie marzeń braciszka.
Ludzie mówią, ze jesteśmy dziwnym rodzeństwem, bo rzadko się kłócimy, ponieważ my to takie super idealnie zgrane rodzeństwo. Czasem widać nasze przeciwieństwa, ale nam to nie przeszkadza. Może czasem go nie ogarniam, bo razem z kolegami ma swoje odpały i to dziwnie wygląda.
*Sobota tydzień temu*
- Taehyung wylej do zlewu to mleko, przez ciebie cały się kleję – graliśmy w „prawda czy wyzwanie” i Kim musiał oblać mlekiem Minyoongi’ego. Każdy padał ze śmiechu prócz tej dwójki.
- Yoongi chodź weźmiesz prysznic, a wy w tym czasie posprzątajcie tu, zaraz wracam.
Zaprowadziłam go do łazienki, podałam ręczniki i zostawiłam samego. Niby mogłam zostać i pogapić się, ale… Eh, ten umysł nastolatki.
W pokoju zobaczyłam Namjoon’a, który latał z wiadrem na głowie, Seokjin udawał, że gra w golfa na dywanie, a za piłeczkę służyła mu pomarańcza, a Jeongguk naśladował kurę.
- Emm… Co tu się działo jak mnie nie było? – zapytałam Jimin’a, który leżał na kanapie i ignorował zachowanie kolegów.
- Sam nie wiem. Jakbyś szukała V to jest w szafce albo w lodówce… A Nadzieja poszła po mleko do piwnicy i nie wraca, chyba został na imprezie z pająkami.
- O Siwonie z kim ja żyję.
***
To działo się co tydzień, jeśli ktoś mi kiedyś powie, że oni są normalni to ja chyba wyśmieję tego kogoś.
- Aga… Ziemia do Agi! Mayday mamy problem, Agnieszka mnie ignoruję. Żyjesz ty w ogóle? – mówił J-Hope.
- Tak, mianhe, zamyśliłam się.
- Uuu… Ty myślałaś?
- Oppa, ja w przynajmniej używam mózgu, nie tak jak wy. -  po tym zrobił minę zbitego pieska.
- To bolało… Czasem go używam…
- Oj wiem, przepraszam, chodź już pod tą klasę, bo mamy niecałą minutę do dzwonka.
- Czyli się nie spóźnimy.
„To się jeszcze okaże” – pomyślałam.
Weszliśmy do klasy równo z dzwonkiem, a do Nadziei przylepiła się ta jego banda. Jak oni bez siebie wytrzymują te parę godzin? Mnie też musieli wyściskać. Po paru minutach przyszła nasza nauczycielka, jedna z zawodowych choreografek, Kim Yoonsoo.
Mimo iż czasem była „ostra”, to każdy ją lubił. Dzięki niej dużo osób zostało gwiazdami. To ona uczyła Girl’s Generation, to ona pomagała przy układach do piosenek Super Junior czy MBLAQ. Nauczyła wszystkich nie tylko podstawowych kroków, tych trudnych, zaawansowanych też nie zabrakło.
- Dzisiaj troszkę inaczej. Wiem, że w klasie jest więcej chłopaków, to nie szkodzi! Dobierzcie się w pary.
Ja byłam w parze z Nadzieją, a reszta po drobnych kłótniach dobrała się w zespoły dwuosobowe.
Mieliśmy tańczyć coś prostego, jednak nam to się nie udawało. Nauczycielka ciągle musiała nas poprawiać, bo albo Hopie stawał mi na nogę, albo ja jemu, on ma iść krok w prawo, szedł w lewo. Trochę mój wzrost też tu przeszkadzał. No bo nie dość, ze 5 lat różnicy, to ja jestem od niego sporo niższa. Eh… Czemu się tak późno urodziłam?
Po treningach trzeba było wracać do domu, no niestety musiałam iść z tą całą bandą.
- Hopie! Co dziś robimy? – spytał się Nadziejki Jimin.
- Jeszcze nie wiem, ale znając was to za pewne nie będziemy się uczyć.
- Ja będę, a wy róbcie co chcecie, tylko niczego nie zepsujcie – powiedziałam.
- Eh… Jak zwykle, najmłodsza z nas i do tego wzorowa… - rzekł Jin
- Ja przynajmniej kimś w przyszłości chce zostać, a nie tak jak wy łazić bez celu.

~~~*~~~
 Po przypomnieniu kroków poszłam zobaczyć co tam chłopaki porabiają. Zastałam ich słodko śpiących na ziemi lub na kanapie, bo nie wszyscy się na niej pomieścili. Znalazłam jakieś koce itp. I po przykrywałam ich. V zaczął coś tam seplenić pod nosem:
- U-u-ummaaa j-j-jebal a-a-andeyo.
„Och… Jak słodko” – pomyślałam
Hopie od razu się obudził.
- Aga, która godzina?
- Em… 23.36. Dopiero skończyłam powtarzać kroki na poniedziałek., a wy co robiliście?
- Hm… Chłopaki oglądali jakiś nudny film, a dalej nie pamiętam, spać mi się chciało.
- Aha, a co za film? – spytałam się zaciekawiona.
- Nie pamiętam, Namjoon wybierał. Wiesz przecież, że on się na filmach nie zna i nie umie wybierać.
- Dobra wstawaj, trzeba ich ogarnąć. Bo w nocy ja nie będę miała jak do kuchni dojść
Jakoś obudziłam resztę, prócz Jin’a bo zaczął krzyczeć w paru językach i to dziwnie losowe słowa.
- Umma! Ni hao! Good night! Sayonara! Wo ai ni! Haru, natsu!
- Że what?! WTF?! – odpowiedziałam również krzykiem. No podziałało, bo się obudził.
- Co tak krzyczysz? Ja tu śpię.
- Oj mianhe, obudziłam księżniczkę.
- Aigoo, ty mała…
- Wstawaj, bo Hopie’mu się nie chciało was budzić – odwróciłam się w stronę brata – Leń!
- Ne, ja to wiem, powtarzasz się już Aga.
No i tak to często wyglądało jak oni zostawali u nas. Każdy taki nie ogar, eh…
Po paru tygodniach chłopaki musieli się zgodzić na to aby przejść porządniejsze treningi i przygotowanie do debiutu. Chłopaki byli nieźle wykończeni, a ja im pomagałam. Kiedy coś chcieli dzwonili do mnie i mówili co chcą, chwilę potem już to mieli.
Czerwiec 2013

Chwila, szybkie bicie serc. Zaraz teledysk z No More Dream zostanie wydany. BTS ma wejść zaraz na scenę, fanki już zaczęły piszczeć i szaleć. No tak, ich biasi mają swój pierwszy występ. Ja byłam ich szczególną fanką, która byłą kochana przez całą grupę. Menager mnie bardzo polubił.
Już, ta oczekiwana chwila nadeszła. Bangtany wyszły na scenę. Przedstawili się, pogadali przez chwilę i rozpoczęli swój długo oczekiwany występ, zaczęli tańczyć i śpiewać. Ten koncert zapierał mi dech w piersiach. Byłam tak zdenerwowana jak oni.
Po zejściu ze sceny zostałam przez każdego wyściskana, najbardziej przez brata. Myślałam, że mnie udusi. Za to go kocham, on jest delikatny, mimo iż czasem potrafi mocno przytulić, ale jednak robi to z umiarem wiedząc, że może mi się coś stać.
Ciągłe występy, wzywanie mojej osoby do pomocy, łaskotanie mnie, doprowadzanie do niepohamowanego śmiechu, trening no i jeszcze szkoła.

Rok 2014

Niestety przez 2 lata nie widziałam się z chłopakami, gdyż mieli za dużo pracy i wyjazdów, tak jak ja. Wyjechałam do ciotki, do Japonii, a dokładniej do stolicy tego kraju. Tam miałam treningi, zaczęłam uczyć się nawet jakiś sztuk walki, żeby być bardziej wysportowana.
Wróciłam do Seulu do swojego domu. Nic się nie zmienił przez ten czas. Weszłam do budynku. Zobaczyłam zdjęcia na ścianach, przedstawiały pięknych Koreańczyków. Poszłam dalej, walizki zostawiłam. Zajrzałam do salonu, oni tam byli! Na ich widok rozpłakałam się, te piękne wspomnienia wróciły. Gdy usłyszeli mój szloch od razu się odwrócili. Te miny były cudowne.
- Oppa… Wróciłam… - powiedziałam.
- Aga!!! Siostro, aleś ty wydoroślałą, nie wyglądasz mi na osobę, która ma 15 lat… Te włosy, oczy i  ogóle. Masz to po bracie, hahah. Tęskniłem – podszedł do mnie mocno uściskał i dał mi buziaka w policzek.
- OMO! To ty Kookie? Wydoroślałeś, Jimin co to za podarte spodnie?! Zszyj je kiedyś. Jin, ty księżniczko się nie zmieniłeś. V te samo durne spojrzenie, a ty potworku nie krzyw się tak. Suga, nadal swagger. Jak ja za wami tęskniłam!
- My za tobą też, a teraz… Trzeba coś ci zrobić za karę, ze się nie odzywałaś. – rzekł ze złowieszczym spojrzeniem V.
- C-Co takiego? – głośno przełknęłam ślinę, on i te jego pomysły… Boję się ich czasem.
- Musisz z nami na stałe zostać! A no i łaskotki…

Wszyscy rzucili się na mnie i zaczęli łaskotać, ach jak ja ich kocham, pomińmy że przez przypadek kogoś parę razy kopnęłam.  Biedni sąsiedzi muszą słuchać znów mojego darcia i śmiechu, no cóż, sami chcieli tu mieszkać. Droga wolna, nie chcą to proszę stąd się wyprowadzić, bo ja nie zamierzam. Będę z nimi w każdą podróż jeździć. Zawsze razem…



~Narica